Zastanawiam się ostatnio, czy Jowisz w Rybach to nie jeden z tych układów, który naprawdę coś zmienia w podejściu do duchowości. Nie mówię o teorii - mówię o tym, czy ktoś faktycznie odczuwa, że wiara, medytacja, jakiś kontakt z czymś wyższym... daje mu autentyczny spokój i optymizm. Bo Jowisz rozszerza wszystko, czego dotknie, a Ryby to woda, intuicja, rozpuszczanie granic. Więc czy to połączenie sprawia, że łatwiej wam po prostu ufać, że wszystko jakoś zmierza w dobrą stronę? Pytam, bo znam osoby z tym Jowiszem i u jednych to działa jak latarnia, a u innych jak mgła, z której nie mogą wyjść.
O, ciekawy temat. Sam mam Jowisza w Rybach i przez długi czas w ogóle nie byłem świadomy, że to może coś znaczyć. Dopiero jak zacząłem bardziej świadomie patrzeć na swój horoskop, zobaczyłem, że faktycznie - zawsze miałem takie poczucie, że jakoś to będzie. Nie wiem czy to duchowość, czy zwykły optymizm, ale jest. Tylko nie wiem, jak to odróżnić, czy to Jowisz, czy po prostu taki mam charakter?
Ojej, nie wiedziałam, że Jowisz może tak działać na dwa sposoby jednocześnie! Jacku, to znaczy, że ta sama pozycja może u jednej osoby dawać siłę, a u drugiej ucieczkę? To chyba zależy od całego horoskopu, tak? Dziękuję, że to rozwinąłeś, bo ja zawsze myślałam, że Jowisz to po prostu szczęście i tyle.
Jacek dobrze to ujął. Ale chcę wrócić do pytania o optymizm, bo to jest clou tematu. Czy wasza duchowość - cokolwiek to dla was znaczy, modlitwa, medytacja, karty, przekonanie o opatrzności - czy to was trzyma w pionie w trudnych momentach? Bo mnie wydaje się, że Jowisz w Rybach szczególnie predysponuje do tego, żeby sens życia czerpać właśnie z tej sfery. Tylko ciekawa jestem, czy to się przekłada na realne poczucie spokoju, czy zostaje jako piękna idea.
Ja mam wrażenie, że u mnie właśnie tak to działa - afirmacje i medytacja to jedyne, co naprawdę mnie uspokaja, kiedy wszystko idzie nie tak. Nie wiem co mam w horoskopie szczerze mówiąc, ale to co Jolusia opisuje brzmi znajomo. Jak można sprawdzić, czy ma się Jowisza w Rybach?
A ja się zastanawim czy jowisz w rybach dotyczy tylko urdzenia czy też tranzyty są ważne? Bo czytałam gdzieś że jak Jowisz przechodzi prez rybki to wszyscy to czujemy, nie tylko ci co go mają w urodzinowym. Dobrze rozumiem?
Właśnie chciałam dopytać o ten dom. Bo Jolusia wspomniała we wstępie o Lwie w domu ukrytym, czyli dwunastym, i to jest coś, co mnie bardzo interesuje w kontekście tego wątku. Dwunasty dom to dom Ryb z natury, więc Lew tam to specyficzne napięcie. Czy ktoś z was ma taki układ i faktycznie czuje to rozdwojenie - że niby chce być skromny, a gdzieś w środku tęskni za byciem zauważonym?
O rany, właśnie to poczułam jakby ktoś mnie opisał. Nie wiem czy mam Lwa w dwunastym, ale to uczucie potajemnego chcenia być gwiazdą przy jednoczesnym wstydzeniu się tego - bardzo mi bliskie. Jak można to zidentyfikować w horoskopie? Chodzi o znak na cusp dwunastego domu?
Czytam i się zastanawiam, czy to nie jest trochę jak z tymi duchami - te ukryte pragnienia to jakby część nas, którą wypieramy, ale ona i tak jakoś działa? Nie znam się na astrologii, ale to brzmi podobnie do tego, co mówią o cieniu w psychologii. Przepraszam, trochę off-topic, ale skojarzyło mi się.
Helenka, wcale nie off-topic! Jung i astrologia to naturalnie powiązane dziedziny. Cień u Junga i dwunasty dom w astrologii opisują bardzo podobną przestrzeń - to, co w sobie ukrywamy, ale co i tak na nas wpływa. I wracając do naszego tematu: jeśli Jowisz w Rybach daje nam dostęp do głębszego wymiaru, to może właśnie przez tę duchowość łatwiej nam dotrzeć do tych ukrytych części siebie? Nie uciekać od nich, ale je integrować.
To co mówicie o ukrytych pragnieniach i duchowości jako ścieżce - babcia zawsze mówiła, że marzenia śnione o świcie są ważniejsze niż te nocne, bo dusza wtedy jest bliżej jawy. Nie wiem czy to astrologia, ale zawsze myślałam, że Ryby to właśnie taki czas - między jawą a snem. Czy Jowisz w Rybach wzmacnia te doświadczenia graniczne, te intuicje?
A jak właście odróznić inticję od leuku? Bo ja często nie wiem czy coś czuje czy się po prostu boię i to mi wygląda jak przeczucie. Pajeczyna, czy jest jakiś spoosób żeby to sprawdzić?
Wracam do tego co Kminek pisała o Lwie w dwunastym, bo wygenerowałam swój horoskop i faktycznie mam Słońce w dwunastym domu! Nie w Lwie co prawda, bo moje Słońce jest w Koziorożcu, ale teraz się zastanawiam czy to działa tak samo. Czy ktoś wie jak Słońce w dwunastym ogólnie wpływa na tę potrzebę bycia widoczną?
Martusia, to bardzo ciekawa obserwacja. Słońce w dwunastym bez względu na znak daje tę specyficzną dynamikę, gdzie tożsamość jest jakby schowana. Tylko przy Koziorożcu ta ambiwalencja jest szczególnie bolesna, bo Koziorożec z natury chce być poważany i rozpoznawany - a dwunasty dom to trochę zaprzeczenie tej potrzeby. Ale czy to nie jest właśnie miejsce, gdzie Jowisz w Rybach mógłby pomagać? Duchowość jako sposób na pogodzenie się z tym ukryciem?
Ja słucham tej rozmowy i mam pytanie może głupie, ale - czy to znaczy, że osoby z Jowiszem w Rybach są bardziej skłonne do akceptowania siebie takimi jakie są? Bo mnie zawsze się wydawało, że Ryby to taki znak, który po prostu... płynie? I nie walczy z tym co ma? Jolusia, czy to uproszczenie?
Sprawdziłam w końcu swój horoskop, tak jak Mietek radził. Nie mam Jowisza w Rybach w natywnym, ale mam go w szóstym domu w Pannie. I teraz się zastanawiam czy to w ogóle jakoś łączy się z tym co tutaj mówicie o duchowości i optymizmie. Szósty dom to chyba dom pracy i zdrowia? Czy Jowisz tam też może dawać jakiś rodzaj... spokoju?
Ciekawe co Fiolka mówi, bo to pokazuje że optymizm ma różne źródła zależnie od układu. Wracając do pytania Jolusii z początku - u mnie Jowisz jest w Rybach i mogę powiedzieć że tak, duchowość jest dosłownie tym, co mnie trzyma w pionie. Ale nie chodzi o afirmacje czy rytuały per se. Chodzi o to poczucie, że rzeczy mają sens nawet gdy go nie widać. Czy ktoś z was to rozróżnia - pomiędzy praktykowaniem duchowości a po prostu wierzeniem że świat jest sensowny?
Ja mam pytanie trochę z innej strony. Rozmawiamy o Jowiszu w Rybach i o tym że duchowość daje optymizm. Ale czy to nie jest trochę kółkowe? Bo jeśli ktoś wierzy w astrologię i wierzy że ma Jowisza w Rybach, to już przez to samo może czuć się optymistycznie. Jakby astrologia dawała poczucie sensu przez samo istnienie systemu, a nie przez konkretny układ. Czy ktoś o tym myślał?
A mnie ciekawi co Kminek pisała o tym napięciu Lwa w dwunasty domu. Bo ja mam chyba Lwa na cuspie jedenastego, nie dwunastego. Czy to już inna historia? I czy to moznaby połczyć jakoś z Jowiszem w Rybach jeśli go mam w natywnym? Sorki za pytanie, ale nie do końca rozumiem jak te domy współgrają.
Przepraszam że znowu wchodzę z boku, ale to co Mietek napisał o kółkowości - czy to nie jest trochę tak z każdą wiarą? Ja jak chodziłam do kościoła to też czułam spokój, ale teraz nie wiem czy to była wiara w Boga czy po prostu poczucie przynależności do czegoś. Czy w astrologii jest podobnie? Że samo bycie częścią tej społeczności i języka już coś daje?
Helenka, dotykasz czegoś bardzo ważnego i myślę że to nie jest wcale off-topic. Wspólnota i język symboliczny to ogromna część tego, co astrologia daje. Ale chcę wrócić do pytania Pajeczyny o rozróżnienie między praktykowaniem a postawą - bo to jest dla mnie sedno tego wątku. Mam poczucie że Jowisz w Rybach w natywnym daje predyspozycję do tej postawy, ale czy ją realizujesz, to już zależy od całego życia. Kto z was czuje, że duchowość to u nich postawa wrodzona, a nie wypracowana?
Ja powiem krótko - w mojej pracy z czakrami widzę wyraźnie, że te osoby, które mają wrodzoną postawę, o której Jolusia mówi, zwykle mają bardzo otwartą czakrę korony i serca bez większego wysiłku. Nie muszą jej 'otwierać', bo ona po prostu nie jest zamknięta. Czy to by się zgadzało z Jowiszem w Rybach? Ciekawa jestem czy ktoś to sprawdzał od tej strony.
Muszę tu wejść bo to zaczyna wchodzić w bardzo śliski teren. Korelacja którą widzi Iwetka może być prawdziwa, ale może też być efektem tego, że ona sama nieświadomie szuka tej korelacji. Czy pracowałaś z osobami z Jowiszem w innych znakach i porównywałaś? Bo bez tego ciężko mówić o czymkolwiek więcej niż wrażenie.
Pajeczyna właśnie trafiła w sedno. Brak blokad to nie jest to samo co aktywna duchowość. Możesz być otwarty energetycznie i kompletnie nie czerpać z tego siły. Jowisz w Rybach, jak to rozumiem, daje raczej zdolność do czerpania, nie samo otwarcie. Czy ktoś z was, kto ma ten układ, czuje że musi aktywnie 'sięgać' po tę duchową siłę, czy ona po prostu... jest?
Słucham tego o otwartości i myślę znowu o babci. Ona nigdy by nie powiedziała że 'czerpie z duchowości'. Po prostu żyła jakby wszystko miało swoje miejsce i swój czas. Czy to jest właśnie ta otwartość bez nazwy? Bo jak tak mówicie, to mi się zdaje że ona miała coś takiego naturalnie, bez żadnych czakr i Jowiszów.
O, ta różnica między Jowiszem a Neptunem to coś czego kompletnie nie rozumiałam do tej pory! Czyli można być rybia-duchowo na dwa sposoby? I czy jak ktoś ma zarówno Jowisza w Rybach jak i mocnego Neptuna, to te energie się sumują czy jakoś wchodzą w konflikt? Przepraszam za pytanie podstawowe ale to ważne dla mnie 🙂
Ja wiem że może nie pasuję do tej rozmowy bo się bardziej znam na kartach niż na horoskopach, ale to co Pajeczyna napisała o osobach które używają duchowości żeby unikać - widzę to samo w spreads. Kiedy komuś wychodzi dużo kart wody i brakuje ziemi, to często ta osoba żyje trochę w bańce własnych wyobrażeń. Nie wiem czy to jest dokładnie to samo ale wydaje mi się że tak.
