właśnie mam takie pytanie bo mnie to bardzo nurtuje 🙂 jeśli mamy w synastrii tę straszną koniunkcję Marsa z Saturnem, ale jednocześnie jedno z partnerów ma w natalu Marsa połączonego z Jowiszem... to czy ten Jowisz jakoś wchodzi w tę całą historię? bo no wychodzi ze mamy jakby trzy planety naraz i nie wiem czy Jowisz wtedy to całe zło wyolbrzymi (bo przecież on powieksza wszystko co dotknie), czy może jednak złagodzi ten trudny aspekt i bedzie jakimś ratunkiem dla tej koniunkcji Mars-Saturn 😮 ktoś coś wie na ten temat?
Mam takie pytanie w związku z tą niesławną koniunkcją Marsa z Saturnem w synastrii. Mianowicie jeśli jedno z partnerów ma w natalu koniunkcję Marsa z Jowiszem, to ta koniunkcja automatycznie wchodzi w układ z Saturnem drugiej osoby. I zastanawiam się czy Jowisz w takiej sytuacji wzmocni tylko to co złe w aspekcie Marsa z Saturnem, czy może jednak jakoś ten niekorzystny układ złagodzi
no to powiem wam jak ja to rozumiem...
kiedy Mars łączy się z Saturnem, to czujemy w sobie taką gotowość do zmiany czegoś głębokiego, w środku. Jakby te dwie planety razem dawały nam odwagę żeby się zmierzyć z własnymi blokadami, które normalnie siedzą gdzieś zakopane i nie wychodzą. Jest w tym coś uzdrawiającego, naprawdę.
I teraz jak do tego dołożymy Jowisza, to robi się ciekawie. Jowisz jak wiemy jest planeta ekspansji i obfitości, więc wzmacnia energię obydwu aspektów jednocześnie. To znaczy że i dobre strony tej koniunkcji idą w górę, i te trudniejsze też. Bo każde takie zjawisko ma dwie twarze, nie ma co ukrywać.
Z jednej strony energia Jowisza daje ludziom paliwo do pracy z tym co przynosi dana konfiguracja, bo bez siły trudno sie z czymkolwiek zmierzyć. Z drugiej strony wywiera tez mocniejszą presję na tym, z czym ta koniunkcja nas konfrontuje. Czyli Jowisz niejako nakręca całą sytuację, w obie strony.
Mam nadzieje ze w miarę jasno to opisałem 🙂
No to powiem wam tak, bo sporo tu już napisano o Jowiszu, ale myślę że warto jeszcze podejść do tego od strony konkretnego przykładu.
Weźmy koniunkcję Marsa z Saturnem. Ona działa na nas w taki sposób, że nagle rośnie w człowieku odwaga do zmiany czegoś w sobie, w środku, w tej wewnętrznej warstwie którą rzadko zaglądamy. To też układ sprzyjający przełamywaniu blokad... można powiedzieć że ma w sobie taką energię uzdrowienia, ale nie ma tu nic za darmo. Trzeba dosłownie wdrzeć się we własną podswiadomość i wydłubać stamtąd to co nas hamuje, co siedzi gdzieś w kącie i nie pozwala nam się ruszyć z miejsca.
I teraz, jak do tego wszystkiego dorzucamy energię Jowisza, no to robi się ciekawie. Jowisz jako planeta ekspansji i obfitości wzmacnia obydwa aspekty tego układu, zarówno te dobre jak i słabsze strony. Bo tak to działa, żadne zdarzenie na niebie nie jest jednostronne. Jowisz daje ludziom szansę, daje energie do pracy z czymś co normalnie jest dla nas trudne, niezwykłe, trochę nieuchwytne. Ale jednocześnie podbija też intensywność odczuć, jakby mówił: hej, czas porozmawiać ze sobą, czas poznać te blokady, bo teraz tego po prostu nie zignorujsz.
Wiec generalnie, zanim powiemy że jakies zdarzenie astrologiczne jest złe albo dobre, trzeba wiedzieć co ono chce w nas obudzić, po co przyszło. Jowisz potęguje wibracje przy koniunkcjach kiedy jest z nimi w kontakcie, to tyle. Czy to dobre? Zależy co masz w środku i czy jesteś gotów to obejrzeć.
mam nadzieję że jako tako to rozjaśniłem 🙂
no właśnie, myślę że w ogóle nie ma sensu dzielić tej energii na złą i dobrą... ona po prostu jest, istnieje sobie niezależnie od tego co my o niej myślimy. Była przed nami, jest teraz i będzie długo po nas. Chodzi tylko o to żeby umiec z nią pracować, ogarnąć ją jakoś dla siebie. Tak to widzę przynajmniej 🙂
