no dobra, ale to pytanie mnie trochę rozbawiło 🙂 w jaki sposób planeta miałaby „okazywać złość”? to są bryły skalne i gazowe kule, nie mają oczu ani twarzy, więc Pluton raczej nikim nie zabije spojrzeniem heh
te przykłady które podajesz brzmią jak coś żywcem wyjętego z horoskopów dla nastolatek, gdzie każdy znak zodiaku ma swój „charakterek”. Uran z tikami nerwowymi, Księżyc przewrażliwiony... serio? to jest astronomia czy bajki dla dzieci
rozumiem że astrologia ma swoje symbole i archetypy, ale mówienie że planeta „denerwuje się” to chyba trochę za daleko nawet jak na ezoterykę. planety nie mają emocji, nie mają świadomości, po prostu są. ich wpływ na ludzi (jeśli wierzyć w astrologie) to jedno, ale przypisywanie im ludzkch reakcji to już antropomorfizacja na całego
ciekaw jestem co odpiszecie, bo może czegoś nie rozumiem w tej koncepcji
Hmm, rozumiem o co mniej więcej chodzi, ale nie przywiązywałabym się zanadto do takiego myślenia, bo sama planeta nigdy nie jest np. „agresywna” czy „przewrażliwiona” - to właściciel horoskopu taki jest 🙂
To, czy Księżyc będzie „przewrażliwiony”, a Mars „agresywny” zależy od wielu czynników naraz - od znaku w jakim stoi dana planeta, od domu i od aspektów jakie odbiera od pozostałych planet.
Weźmy przykład - Księżyc w Rybach rzeczywiście daje właścicielowi horoskopu dużą wrażliwość. Ale czy będzie to już przewrażliwienie, to zalezy od aspektów z innymi planetami. Z kolei Księżyc w Koziorożcu z natury nie grzeszy nadmiarem wrażliwości. Jednak jeśli tworzy np kwadraturę z Neptunem, to jak najbardziej może dawać takie efekty.
no właśnie, kwestia twórczości jest tu dość umowna... zabić cały pluton żołnierzy to nie jest już żadna twórczość, to samo z bronią masową.
Uran jest przez wielu niedoceniany pod tym kątem, ale jak sobie znajdzie odpowiedniego wspólnika, na przykład takiego marsjańskiego mistrza ceremonii zniszczeń, to potrafi naprawdę urwać hamulce. Albo przynajmniej te hamulce tak zasłabną, że tylko piszczą. Ten planet uwielbia wypadki, włącznie z tymi skrytobójczymi.
Księżyc to zależy mocno od układu. Jak jest zaplutonowany, tak jak u mnie, to ponoć, wspieram się tu cudzymi opiniami które gdzies czytałam, wychodzi z tego coś w rodzaju „jedwabnego pantofelka” ;D
Mars jak się wkurzy, to tego nie sposób nie zauważyć. Zaplutonowany potrafi być śmiertelnie niebezpieczny, a jak jeszcze dostanie neptunicznych rad, to potrafi skasować kogoś dosłownie. Na śmierć właśnie.
Wenus u mnie to nie jest kwestia miłosnych niewypałów ani rozłąk, raczej organizuje mi babskie fochy w takiej ilości że po prostu nie ma co zazdrościć...
Saturn może właśnie dlatego kojarzy się z tym ostatecznym „na śmierć”. Na rodzinie potrafi się wyżyć, rozliczenia przychodzą po latach i po wykonaniu swojej misji. Skrupulatnie obliczy ilość krzyży do dźwigania i ich jakość, o ile ta jakość w ogóle istnieje.
