Wszystkim. Mam taki problem że ostatnio czuje się bardzo samotna i próbuję pracować z afirmacjami ale jakoś nie idzie. mieszkam sama, znajomych mam mało i kiedy siadam do tych afirmacji to zamiast lepiej to mi jakoś gorzej. Powtarzam sobie "przyciągam do siebie życzliwych ludzi" albo "jestem otoczona miłością" i mam wrażenie że to kłamstwo bo rzeczywistość jest zupełnie inna. Czy ktoś miał coś takiego? Że afirmacje zamiast pomagać to bardziej uwypuklają jak jest źle?
Opisujesz coś, co wygląda na bardzo znany mechanizm. Kiedy afirmacja jest zbyt daleko od twojego obecnego stanu emocjonalnego, umysł ją odrzuca. Dosłownie. Możesz to poczuć właśnie tak jak opisałaś, że coś zgrzyta. Ja przez długi czas pracowałam z afirmacjami w formie pytań zamiast stwierdzeń i to mi bardzo pomogło 🙂 zamiast "jestem otoczona miłością" próbowałam "dlaczego coraz łatwiej mi się otwierać na innych". Mózg szuka odpowiedzi i to uruchamia zupełnie inne procesy.
Serio?, michasia ma rację co do dystansu między afirmacją a stanem obecnym, ale powiem szczerze że sama forma pytania to nie jedyne wyjście. Chodzi o to żeby nie walczyć z samotością afirmacją, tylko najpierw zaakceptować że teraz tak jest. Blokada bierze się stąd że podświadomość słyszy "jestem otoczona miłością" i mówi: hej, to nieprawda. Trzeba jej najpierw dać coś na czym morze się oprzeć. Na przykład "uczę się otwierać", "robię miejsce na nowych ludzi". Coś co nie kłamie.
Zatrzymajcie się chwilę bo tu jest ważniejsze pytanie do autorki tematu. Kiedy siadasz do tych afirmacji, w jakim stanie emocjonalnym zaczynasz? Bo jeśli wchodzisz w to już z poczuciem pustki albo smutku, to afirmacja nie ma szans zadziałać, bez względu na to czy to zdanie, czy pytanie 🙂 To trochę jak próba rozpalenia ogniska mokrym drewnem. Technika jest drugorzędna, stan wyjściowy jest kluczowy... Masz jakiś rytuał przed samą praktyką? Cokolwiek, oddech, cisza, muzyka?
Ja bym tu dorzuciła jeszcze jeden wątek. Samotność energetycznie to często zamknięte pole aury, takie szczelne, które nie przepuszcza kontaktu. I żadna afirmacja nie otworzy tego pola jeśli pracujesz tylko głową. Ja przy podobnych stanach używałam run, konkretnie Wunjo albo Gebo, jako wsparcia do afirmacji. Kładziesz runę przed sobą, wchodzisz w jej energię i dopiero wtedy mówisz afirmację. Zupełnie inaczej to działa.
Powiem wprost, bo tu chyba nikt nie powie 🙂 Problem opisany na początku tego wątku nie jest problemem z techniką afirmacji. To jest problem z przekonaniami głębokimi, i żadna afirmacja, z runą czy bez, pytanie czy zdanie, tego nie ruszy jeśli nie ma się wglądu w to skąd ta samotność w ogóle pochodzi. Afirmacje działają jak warstwa lakieru na spróchniałym drewnie. Ładnie wygląda przez chwilę. Pracę od środka robi terapia, nie formułki
Hmm a ja mam inne pytanie, przepraszam ze wchodzę z boku. Czy te afirmacje mają sens jeśli człowiek sam do końca w nie nie wierzy? Bo ja próbowalem pare razy i zawsze czulem sie jakbym klamal sam sobie. Wyłazilo ze mnie takie "no tak, fajnie by bylo" a nie prawdziwe przekonanie
Przeczytałem to od początku i mam pytanie może trochę z innej strony 🙂 Czy silne pole energetyczne, to znaczy takie gdy ktoś ma je mocno rozwinięte, pomaga przy afirmacjach? Bo gdzieś czytałam że osoby z silnym polem szybciej manifestują intencje. Nie wiem czy to prawda czy mit.
To co opisujesz Glicynia to nie jest mit, ale też nie działa tak mechanicznie. "Silne pole energetyczne" to pojęcie które różnie się rozumie. W kontekście afirmacji chodzi raczej o spójność między myślą, emocją i intencją. Im mniejszy rozdźwięk między nimi, tym afirmacja jest bardziej zakorzeniona, i tak można powiedzieć że "działa szybciej". Ale to nie znaczy że ktoś kto zaczyna jest bez szans. To kwestia praktyki i budowania tej spójności stopniowo.
Ja tu widzę jeden aspekt ktory jeszcze nie padł. Samotność jako stan generuje bardzo konkretną częstotliwość, jakbyśmy to energetycznie nazwali, i afirmacje wypowiadane z tego miejsca mogą faktycznie wzmacniać ten stan zamiast go zmieniać 🙂 To trochę jak modlitwa z rozpaczy, przekaz jest w rozpaczy, nie w słowach. mam pytanie do Anastazji, bo rozumiem że zna się na bioenergetyce, czy jest jakiś sposób zeby najpierw zmienić ten stan bazowy, bez medytacji godzinami?
A co jeśli ktoś jest samotny od dłuższego czasu i te małe rzeczy przestały robić wrażenie? pytam bo mam znajomego w podobnej sytuacji i on mowi ze nic go juz nie rusza, nawet te "małe wdzięczności". Afirmacje to dla niego chyba ostatnia deska. Czy jest jakis sens żeby wogóle zaczynał?
