Chciałam poruszyć coś, o czym rzadko sie tu mówi wprost. Robię afirmacje od jakichś trzech lat i długo miałam wrrażenie, że im więcej ich powtarzam, tym mniej faktycznie działam. Jakby samo mówienie "przyciągam obfitość" albo "jestem zdrowa i silna" wystarczyło i mogłam sobie spokojnie siedzieć. dopiero znajoma mi uświadomiła, że chyba zamieniłam działanie na rytuał słowny. I to mnie zastanawia - czy afirmacje mogą działać jak taka podświadoma wymówka? Że powtarzam, więc "pracuję nad sobą", a tak naprawdę stoję w miejscu. Czy ktoś miał coś podobnego? 😛
Tak, dokładnie to samo. Przez kilka miesięcy zaczynałam dzień od afirmacji, zapisywałam je, nagrywałam, słuchałam w autobusie - i totalnie nic... Znaczy, czułam się leppiej przez chwilę po, ale żadnej realnej zmiany. W końcu zaczęłam dochodzić do wniosku że te afirmacje usypiają taki wewnętrzny niepokój, który normalnie pcha do działania. Jak mówię sobie że wszystko jest dobrze, to mózg odpuszcza i nie szuka rozwiązań.
Ojejciu, ale jak to możliwe że afirmacje mogą przeszkadzać? Wszędzie piszą że mają pomagać 😮 Trochę mnie to zbiło z tropu, bo sama zaczęłam je robić.
No ale chodzi o to, że afirmacje przeprogramowują podświadomość i ona potem sama wyciąga odpowiednie działania. ech, tak to działa - zmieniasz przekonania i automatycznie zaczniesz działać inaczej. To jest właśnie cały sens.
Hmm,ale nie o to chodzi, mówię o poziomie energetycznym. Jeśli twoja energia wibruje na poziomie dobrobytu, okoliczności same się układają... To jest prawo przyciągania, nie psychologia.
Właśnie tu jest pies pogrzebany. Prawo przyciągania tak jak jest popularne teraz to stosunkowo świeża interpretacja, i ona wypchnęła odpowiedzialność za działanie gdzieś poza człowieka. "Wibruj na właściwym poziomie i świat sam da ci co chcesz." Tymczasem starsze tradycje, które faktycznie mówiły o sile intencji, zawsze łączyły intencję z czynem. oj tam, intencja bez działania była traktowana jako puste życzenie, nie praca
Czyli afirmacje to puste życzenia? trochę mocne stwierdzenie. bo jednak wielu ludzi mówi że u nich działają.
Właśnie to chciałam wyrazić, dziękuję że to tak ładnie ująłaś. U mnie problem był taki, że afirmacje dawały mi poczucie że "już cos robię", a to poczucie było fałszywe 😉 Zasypiałam spokojnie bo w głowie miałam "no ale pracuję nad sobą", a w praktyce nic nie zmieniałam.
Ojej, to brzmi znajomo. Ja mam podobnie z medytacją - medytuję więc myślę że "dbam o siebie", ale potem i tak robię te same rzeczy co zawsze. Czy tu nie chodzi może o to, że każda praktyka moze wpaść w taki schemat, nie tylko afirmacje? ^^
Ale jak w ogóle poznać ten moment, kiedy afirmacja przestaje wspierać a zaczyna usypiać? 🙂 Bo u mnie to wygląda tak, że jednego dnia czuję że mi pomagają wstać z łóżka, a innego że właśnie zastępują mi wstanie z łóżka. Nie ma jakiegoś wyraźnego sygnału?
Sygnał jest prosty,chociaż niezbyt wygodny - sprawdzasz czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni zrobiłeś cokolwiek konkretnego w kierunku tego, o czym mówisz w afirmacjach... jedno działanie, choćby małe. jak nie, to masz odpowiedź. Nie trzeba do tego żadnej energetycznej diagnostyki.
Oj tam, mam pytanie - bo morze głupie, ale nie rozumiem... Czy to znaczy że afirmacje są w ogóle bez sensu i nie powinno się ich robic? Czy chodzi tylko o to, żeby robić je razem z działaniem?
A co z tymi afirmacjami, które są totalnie oderwane od rzeczywistości? Znaczy mówię "jestem spokojna i pewna siebie" ale w środku wiem że nie jestem. Czy to nie jest jakieś okłamywanie siebie? Bo mnie to zawsze trochę krępowało, że powtarzam coś w co nie wierzę.
No ale ta sprawa z afirmacjami "jako kierunek" brzmi dobrze w teorii, ale jak to wygląda w praktyce? bo "wybieram spokój" brzmi dla mnie jak to samo co "jestem spokojna", tylko inaczej ubrane. nie rozumiem czemu jedno ma działać lepiej od drugiego
To jest właśnie sedno problemu z całą tą dyskusją. afirmacje były projektowane jako praca profilaktyczna, nie kryzysowa. Coué powtarzał swoją formułę rano i wieczorem, nie w środku napadu lęku. oj tam, jeśli ktoś próbuje uspokoić się afirmacją w momencie silnej emocji, to trochę jak gaszenie pożaru kartką papieru z napisem "tu nie ma ognia"
A kto to jest Coué? bo widzę że sie pojawia już drugi raz w rozmowie a nie mam pojecia o czym mówicie
Właśnie tu wychodzi dlaczego ta dyskusja jest ważna. coué bardzo wyraźnie mówił że autosugestia działa przez relaks i stan między jawą a snem, nie przez świadome powtarzanie w ciągu dnia. Stąd rano i wieczór, kiedy jesteś półprzytomny. Kiedy to przerobiono na "mów sobie miłe rzeczy i wszystko się zmieni", wyrzucono ten element i zostały same słowa. A same słowa bez stanu sugestywnego to faktycznie trochę teatr.
O, i tu nagle mi się dużo rzeczy układa. bo właśnie wieczorem przed snem czuję że afirmacje jakoś inaczej brzmią, jak by bardziej wchodziły. a w ciagu dnia przy kawie to rzeczywiście trochę jak recytacja. myślałam że to kwestia nastroju, ale może to właśnie ten stan o którym piszesz?
U mnie był jeszcze jeden problem z tym przed snem. zasypiałam z afirmacjami i spałam spokojnie, bo miałam poczucie że "zadbałam o siebie". a rano wstawałam bez żadnego planu co dalej. ten spokojny sen działał na mnie usypiająco tesz w sensie dosłownym - byłam mniej zmotywowana do czegokolwiek bo niby już było zadabne. nie wiem czy ktoś miał podobnie 😉
Ojej, to jest bardzo konkretna rzecz którą opisujesz i brzmi znajomo. to chyba jest właśnie ten mechanizm bierności o którym jest cały ten wątek, tylko widziany od środka. sen spokojny bo "pracuję nad sobą", a ta praca nic nie kosztuje wysiłku. i zaczyna być wygodna.
