Hej, mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Chodzi o to, czy wróżenie dla kogoś bez jego wiedzy jest w ogóle etycznie poprawne. Konkretnie chodzi mi o byłą partnerkę, chciałbym zrobić rozkład i sprawdzić czy jest jakaś szansa na powrót. Ale nie wiem czy powinienem to robić bez jej zgody, albo czy ktoś mógłby to zrobić dla mnie. Czy ktoś się z tym mierzył?
To zależy od tego co rozumiesz przez "wróżenie dla kogoś". Rozkład na temat relacji to jedno, a rozkład "co czuje ta konkretna osoba" to już zupełnie inna sprawa. W pierwszym przypadku pytasz o siebie i swoją sytuację, w drugim wchodzisz w energię kogoś, kto nie wyraził zgody. Mnie to zawsze trochę uwiera.
Szczerze? W praktyce większość rozkładów miłosnych, które ludzie tu opisują, jest robionych bez wiedzy drugiej strony. I nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Nie twierdzę że to dobrze, ale to jest realia tej społeczności.
Wracając do pytania z tytułu, bo trochę odpłynęliśmy, mam wrażenie że w tarocie istnieje niepisana zasada, że czytasz dla kogoś kto pyta. A jeśli czytasz "o" kimś, to robisz to ze świadomością że czytujesz sytuację, nie osobę. Czy wszyscy tak to rozumieją czy mam zbyt uproszczony obraz?
Przepraszam że się wtrącam, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jak karta może w ogóle wiedzieć o istnieniu jakiejś konkretnej osoby? To są kawałki papieru z obrazkami. Skąd bierze się to przekonanie że "wchodzi w energię"?
Do tej kwestii etycznej jeszcze jedno. Widziałem opinie terapeutów zajmujących się psychologią symboli, że rozkład na temat relacji działa głównie przez to że zmusza pytającego do nazwania co tak naprawdę chce. To nie jest "wróżba", to jest projekcja. Z tego punktu widzenia zgoda drugiej osoby jest irrelewantna.
Przepraszam, ale nadal nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro to wszystko zależy od intencji pytającego i od tego jak sformułuje pytanie, to karty tak naprawdę odzwierciedlają tylko to co pytający chce zobaczyć. To po co w ogóle wróżyć?
Wracam do pytania o tę etykę, bo mi się wydaje że trochę kręcimy w kółko. Mamy dwa odrębne problemy: czy rozkład dla kogoś bez jego wiedzy jest etycznie dopuszczalny, i czy rozkład w ogóle "dociera" do tej osoby. Jeśli odpowiedź na drugie pytanie brzmi "nie", to pierwsza kwestia w ogóle odpada.
Czytam tę rozmowę od chwili i zastanawiam się, czy ktoś w ogóle kiedyś pytał drugą osobę o zgodę przed zrobieniem rozkładu? Nie chodzi mi o krytykę, po prostu ciekawa jestem jak to wygląda w praktyce.
Poczekajcie, bo mam podstawowe pytanie. Jak w ogóle wiadomo kiedy jesteś gotowy na rozkład? Czy jest jakiś sygnał? Bo to co Faddi opisuje brzmi jakby emocje po prostu uniemożliwiały dobry rozkład.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie że tarot działa tu bardziej jak taki ustrukturyzowany dziennik niż jak przepowiednia. Że chodzi o to żeby zmusić się do zadania sobie konkretnych pytań. Czy to nie jest trochę za dużo racjonalizowania tego co po prostu jest wróżbiarstwem?
I to jest właśnie ten moment gdzie etyka rozkładu dla kogoś innego i etyka rozkładu "o" kimś innym przestają być tym samym problemem. Rozkład dla kogoś to jedno, ale pytanie o kogoś we własnym rozkładzie to trochę inna rozmowa. Czy w ogóle rozróżniamy te dwie rzeczy w tej dyskusji?
A czy ktoś w ogóle zrobi ten rozkład? Bo pytanie tytułowe już chyba zostało omówione, ale to pierwotne pytanie Gorisa wisi w powietrzu od początku wątku.
