U nas ostatnio też były jakieś reorganizacyjne zawirowania w pracy, więc rozumiem ten stres związany z narzuconą zmianą godzin. Sam jestem sceptyczny wobec tarokowania, ale czytam, czytam.
Z tego co rozłożyłeś wynika, że finansowo nie będzie różowo, ale żadnej katastrofy też nie ma. Mniej nadgodzin, mniej kasy, to oczywiste. Śmierć w tarocie to i tak raczej transformacja niż coś strasznego, więc moze nie ma sensu wpadać w panikę.
Ta karta z dzieckiem i potrzebą zmiany wydaje mi się ciekawa. Czasem siłą rzeczy jakiś zewnętrzny impuls popycha nas w kierunku, w którym i tak powinniśmy byli pójść. Dziesięć lat przy tych samych zajęciach to sporo... trudno coś takiego porzucić, nawet jeśli może być ku lepszemu.
Ogólnie te karty mówią chyba tyle, że ta zmiana godzin to nie koniec świata i przy odrobinie elastyczności można się przestawić. pytanie czy sam to tak odczuwasz, czy raczej masz wrażenie, że coś tracisz bezpowrotnie? Bo to drugi koniec tej interpretacji, nie?
szczerze mówiąc to mam mieszane uczucia co do tego całego odcięcia od kasy... z jednej strony człowiek trochę odsapnie od ciągłego liczenia i planowania wydatków, ale z drugiej strony jak ktoś jest skąpy to i bez forsy znajdzie sposób żeby dokuczyć słowem. no ale faktycznie, jak już masz czas dla siebie i nie gonisz za zarobkiem, to przynajmniej głowa zaczyna pracować inaczej i ciągle chcesz coś zaplanować, jakiś nowy pomysł na siebie
