Witam, od dłuższego czasu chodzi mi po głowie sen, który śnił mi się już parę tygodni temu. Miałem kolejne, ale o tym jakoś nie mogę zapomnieć.
Byłbym wdzięczny za interpretacje.
Widzę morze, jestem na nim niejako w roli obserwatora, jest zima i widzę krę, na której dryfują trzy jelenie z dużym porożem.
Za nimi dryfuje kolejna kra z dwoma śnieżnymi niedźwiedziami polarnymi.
Wiem podświadomie, że niedźwiedzie chcą zaatakować jelenie, ale nie skaczą do wody, choć mogłyby to zrobić, tylko cierpliwie czekają, aż morze przybije krę do lądu.
W końcu morze wyrzuca krę z jeleniami na brzeg lądu, czy może wyspy, która podświadomie to wiem, wygląda jak w Arktyce.
Zero roślin, tylko małe czarne oble kamienie. Jelenie rzucają się w ucieczkę, niedźwiedzie w pościg i sen się urywa.
Nie miałem żadnych negatywnych odczuć czy emocji podczas śnienia tego snu.
Jak już mówiłem, miałem parę innych snów potem, ale ten jakoś nie daje mi spokoju. Z góry dziekuję za interpretacje.
