jestem mężatką i ponad rok temu zakończyłam romans. Wybrałam męża, a tamten bardzo szybko znalazł sobie kogoś innego i po prostu... przestał mnie dostrzegać. Nasze ostatnie spotkanie było dziwne, były wyznania, potem kłótnia i cisza. Dosłownie z dnia na dzień wszystko się urwało, z obu stron.
Myślę o nim codziennie. Właściwie nigdy nie przepłakałam tego jak należy, nie przeżyłam żadnej żałoby po tym związku. Zmieniłam pracę żeby nie musieć go widywać, uciekłam dosłownie. Ale to nic nie dało bo śni mi się każdej nocy. Każdej 🙁 To naprawdę zaczyna być koszmar, bo boję sie zasypiać wiedząc że zaraz go spotkam w tym śnie.
Szczęśliwe sny to rzadkosc, na ogół są pełne bólu i budzę się jeszcze gorzej niż zasypiam. Bardzo chciałabym to jakoś odciąć, uwolnić się od tego. Czy ktoś wie jak to zrobić?
nie wiem czy jakaś magia tu pomoże szczerze... to trzeba po prostu w sobie przepracować, i to naprawdę na serio, nie na pół gwizdka. skoro zostałaś z rodziną to może właśnie tam jest twoje miejsce teraz. a ten facet... no cóż, skoro nie walczył o ciebie i tak szybko znalazł sobie kogoś innego, to chyba mówi samo za siebie? gdyby wróci, to raczej na jego zasadach i tylko do czasu, a Ty masz tu naprawdę bardzo wiele do stracenia.
sama przez cos takiego przeszłam. wiem jak boli i wiem ze sie wydaje ze to nigdy nie minie, ale... mija. potrzeba czasu i pracy nad soba, nie ma tu skrótów niestety 🙁
wiesz co, myślę że naprawdę są ludzie którzy potrafią z takimi rzeczami pomóc. Sama kiedyś byłam w podobnym położeniu i udało mi się znaleźć kogoś, kto mi w tym pomógł 🙂
Nie chodzi o to, żeby uciekać w pracę czy macierzyństwo, bo to nic nie rozwiązuje. Skoro wybrałaś męża, to był powód, prawda? I tego się trzymaj. Tamten to przeszłość i czas postawić na tym grubą kreskę.
Mam wrażenie, że brakuje ci po prostu tej adrenaliny, tych wyznań, adoracji... ale to nie jest miłość, to jest uzależnienie od emocji. Zastanów się nad tym, co masz i czy to w ogóle doceniasz. Bo z tego co piszesz, to chyba nie do końca.
I nie mów, że „coś cię atakuje„ albo że coś się dzieje samo z siebie. To ty to nakręcasz w głowie, nikt inny. Więc możesz to też zakończyc, jak to sama zaczełas. Raz a porządnie, we własnej głowie.
Rozstanie boli, to normalne i ludzkie... ale rok to już spory kawał czasu. Z doświadczenia wiem, że po takim okresie ten ból powinien powoli ustępować, tracić na ostrości. A po dwóch latach zostają już tylko blade wspomnienia, które od czasu do czasu wypływają na powierzchnię i znikają.
Jesli naprawde kochasz tego mężczyznę i czujesz, że sama nie dasz rady przez to przejść, warto pomyśleć o terapeucie. Nie ma w tym nic wstydliwego. Dobry terapeuta pomoże ci poukładać to, co teraz wygląda jak chaos.
Obłędne... to słowo idealnie tu pasuje.
Czasem tak, czasem inaczej... to chyba najlepszy opis tego, jak to wszystko działa.
Jestem na sto procent sceptyczna wobec tego wszystkiego.
