Rozumiem to teoretycznie, ale w praktyce czasem trudno rozpoznać, jak konkretna runa się przejawia. Na przykład wyciągnąłem kiedyś Perthro i przez cały dzień szukałem "tajemnicy" - nic się nie wydarzyło.
To jest frustrujące na początku. Chce się jasnych odpowiedzi, a runy dają symbole, które można interpretować na sto sposobów.
Bo życie nie jest czarno-białe. Gdybyś chciał jasnych odpowiedzi, kup kostką tak/nie. Runy uczą myśleć symbolicznie, widzieć głębiej. To nie jest system dla ludzi, którzy chcą prostoty.
Ale da się nauczyć tego symbolicznego myślenia? Bo ja mam wrażenie, że albo się ma tę intuicję, albo nie.
Intuicja to mięsień - trzeba ją ćwiczyć. Na początku będziesz się mylić, źle interpretować. Po roku zobaczysz wzorce. Po trzech latach będziesz widzieć połączenia, o których wcześniej nie miałaś pojęcia. Po dziesięciu... cóż, po dziesięciu runy przestają być "narzędziem", a stają się językiem, którym rozmawiasz ze światem.
Właśnie. I dlatego te przewodniki "nauka run w 12 tygodni" są trochę mylące. Można się nauczyć podstaw w 12 tygodni, ale to jest dopiero wierzchołek góry lodowej. Prawdziwa praca zaczyna się później.
To może lepiej od razu mówić ludziom prawdę - że to ścieżka na lata, nie na miesiące? Bo inaczej się zniechęcają, jak po trzech miesiącach nie czują się "mistrzami".
Zgadzam się. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Nie można od razu wymagać od ludzi, żeby rozumieli wszystkie niuanse mitologii nordyckiej, galdr, seidr i co tam jeszcze. Niech najpierw poznają symbole, poczują energię. Reszta przyjdzie.
Tylko ostrzegajmy ich, żeby nie myśleli, że po kursie będą wszystko wiedzieć. To jest problem z tymi wszystkimi "certyfikatami mistrza run" po dwóch weekendowych warsztatach. Tworzą fałszywe poczucie kompetencji.
O, to mnie wkurza maksymalnie. Widziałam "dyplomy" z online'owych kursów, gdzie ludzie płacą 500 złotych, oglądają pięć filmików i dostają tytuł "praktyka runów". To jest żenada i szkodzi całemu środowisku.
Problem w tym, że ludzie chcą certyfikatów. Chcą kogoś, kto powie "jesteś gotowy". A w prawdziwej praktyce magicznej nikt ci tego nie powie. Sam musisz wiedzieć.
Ale skąd mam wiedzieć, że jestem gotowy do czegoś bardziej zaawansowanego? Przecież nie ma jakiegoś testu...
Test jest - twoje życie. Jak zaczynasz spontanicznie widzieć runy w otoczeniu, śnić o nich, rozumieć ich znaczenia bez myślenia - to znak, że jesteś gotowy na kolejny poziom. Jak musisz do książki zaglądać po pół roku praktyki - to znak, że jeszcze nie.
A co z tym, że runy mają różne znaczenia w różnych kontekstach? Jak mam wiedzieć, czy Algiz w danym układzie oznacza ochronę, czy może połączenie z boskim, czy może coś zupełnie innego?
Kontekst. Zawsze kontekst. Jakie było pytanie? Jakie runy są obok? Jaka jest twoja intuicja? Nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Jak Algiz wypada obok Ansuz, to będzie o komunikacji z wyższymi siłami. Jak obok Tiwaz - o ochronie przez sprawiedliwość. Trzeba czytać całość, nie pojedyncze elementy.
To brzmi skomplikowanie. Czy są jakieś gotowe znaczenia tych połączeń, czy każdy musi sam to odkrywać?
Są pewne tradycyjne połączenia, ale większość musisz odkryć sam. To jest jak nauka języka - możesz znać słowa, ale dopiero praktyka nauczy cię, jak układać zdania. Podobnie z runami - znasz symbole, ale jak je łączysz, to już twoja własna magia.
Dobra, mam ostatnie pytanie - czy runy Elder Futhark można używać do pisania współczesnych tekstów? Czy to ma sens?
Można, ale po co? To nie jest alfabet foniczny w sensie, w jakim jest łacinka. Każda runa niesie znaczenie - jak napiszesz słowo runami, to nie tylko zapiszesz dźwięki, ale też uwięziesz w nim energie tych run. To może być celowe w przypadku magicznych formuł, ale przypadkowe przy zwykłym pisaniu.
Dokładnie. Ja piszę runami tylko wtedy, gdy chcę zaklęcie wzmocnić. Na przykład jak robię amulet, to wyrywam na nim nie tylko odpowiednią runę, ale też całe słowo mocy - i każda litera ma znaczenie w tej konstrukcji. To jest bardzo przemyślane, nie przypadkowe bazgranie.
Poza tym współczesne skandynawskie języki bardzo się różnią od staronordyjskiego. Jak napiszesz polskie słowo runami, to nie będzie miało sensu fonetycznego dla kogoś, kto zna tradycyjny język run. To będzie hybryda bez korzeni.
To znaczy, że te wszystkie tatuaże z cytatami po polsku zapisanymi runami to... głupota?
Nazwijmy to "artystycznym nieporozumieniem". Ładnie wygląda, ale magicznie? Zero sensu. Jak ktoś chce mieć tatuaż runiczny, niech wybierze jedną runę lub bind runę z konkretną intencją. A nie przepisuje „carpe diem" alfabetem, którego nie rozumie.
Chociaż przyznam, że widziałam kilka naprawdę pięknych tatuaży bind run. To jest sztuka sama w sobie - połączyć kilka symboli tak, żeby tworzyły spójną całość wizualnie i energetycznie.
Bind runy to osobny temat. Tam naprawdę trzeba wiedzieć, co się robi. Źle skonstruowana bind może dać efekt odwrotny od zamierzonego. Albo gorsze - może stworzyć energetyczny węzeł, który potem trudno rozplątać.
Okej, to chyba na razie zostanę przy prostym codziennym losowaniu. Mniej ryzykowne.
Mądra decyzja. Lepiej dobrze opanować podstawy niż rzucać się na głęboką wodę. Runy cię same poprowadzą dalej, jak będziesz gotowy.
