Forum

Numerologia domu i ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Numerologia domu i mieszkania – co mówi numer Twojego adresu o energii miejsca?

Strona 1 / 3

Wpisy: 65
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 3 miesiące temu

Od lat liczę ludzi, ale dopiero niedawno przyszło mi do głowy, żeby serio policzyć wszystkie swoje adresy. I nagle się skleiło: w jednym mieszkaniu człowiek siedzi jak przyspawany, w innym nogi same niosą.
Ja robię tak: biorę numer mieszkania albo domu, dodaję cyfry aż wyjdzie 1–9, czasem zostawiam 11 albo 22, jeśli wyjdą po drodze. Np. 2705 → 2+7+0+5=14 → 1+4=5.
Ciekaw jestem, jak wy liczycie i czy wam się to faktycznie pokrywa z tym, jak się żyło w danym miejscu.


Odpowiedz
67 odpowiedzi
Wpisy: 103
(@taurus)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja zawsze osobno liczę budynek i osobno mieszkanie. Przykład z życia: blok 48 (4+8=12→3), mieszkanie 7. Blok jak akademik – wiecznie ktoś na korytarzu, dzieciaki, paczki z kurierni leżą tygodniami. W środku – cisza, książki, duża szafa na notatki, klimat do siedzenia w swoim świecie. Dla mnie numer budynku to „pole” osiedla/klatki, a numer mieszkania to prywatny mikrokosmos.


Odpowiedz
67 odpowiedzi
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 591

Dla porządku, krok po kroku: Bierzesz wszystkie cyfry z numeru (domu albo mieszkania). Dodajesz: 1+5+4+3 = 13. Redukujesz: 1+3 = 4. Jak po drodze wychodzi 11 albo 22, to można je zostawić, szczególnie przy adresach, gdzie dużo się dzieje na poziomie pracy z ludźmi, twórczości czy odpowiedzialności. Przy blokach robię dokładnie jak @Taurus: osobno klatka/budynek, osobno lokal.


Odpowiedz
Wpisy: 634
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

U mnie największy kontrast był między „czwórką” a „piątką”. W 31 (3+1=4) – listy zadań na lodówce, budżet w Excelu, wszystko zaplanowane co do dnia. Bezpiecznie, ale momentami jak w koszarach. Potem przeprowadzka do 23 (2+3=5) i nagle: dodatkowa praca, kursy, zmiana fryzury, spontaniczne weekendy w innym mieście. Ten sam człowiek, inny adres – zupełnie inny tryb życia.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@gituska)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja patrzę na to jak na dwa plany: – numer budynku pokazuje, w jakim „klimacie” są sąsiedzi i wspólnota; – numer mieszkania – w jakim klimacie żyją konkretni domownicy. Mieszkałam kiedyś w bloku, gdzie budynek wychodził 5 (ciągłe remonty, wprowadzki, wyprowadzki), a moje mieszkanie 2 – w środku bardzo relacyjnie, spokój, dużo rozmów przy stole. Jak już coś się waliło, to raczej na klatce niż w salonie.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Obecnie mam 26 → 2+6=8 i mam wrażenie, że ten adres non stop testuje temat pieniędzy. Jak trzymam rękę na wydatkach – jest dobrze, pojawiają się szanse zawodowe. Jak się rozluźnię – od razu niespodziewany rachunek, coś się psuje, trzeba dopłacić. Za to nigdy wcześniej nie zarabiałam tyle, co tu. Tylko że nie ma taryfy ulgowej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 379

Najbardziej domowa była u mnie 6. Tam się wszystko kręciło wokół posiłków, gości, dzieciaków i zwierzaków. Co chwilę ktoś nocował, ktoś wpadał na kawę „na pięć minut”, a zostawał pół dnia. Piękne, ciepłe, ale łapię, co mówi @Kolczasta – jeśli ktoś ma tendencję do opiekowania się całym światem, to w 6 może bardzo szybko wpaść w rolę dyżurnej opiekunki.


Odpowiedz
Wpisy: 588
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Ósemkowe domy i mieszkania bardzo często mają wspólny motyw: umowy, zobowiązania, kontrakty. Ktoś bierze kredyt, zakłada spółkę, podpisuje nową umowę o pracę, ogarnia podziały majątku – i to wszystko w tym samym okresie. To może być świetne miejsce do budowania biznesu i porządkowania finansów, ale jeśli ktoś ucieka od odpowiedzialności, to się czuje, jakby dom go „cisnął”.


Odpowiedz
Wpisy: 649
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Ja z kolei jestem „dzieckiem piątek”. Dwa mieszkania pod rząd wychodziły mi 5 i w obu czułam się, jakby walizka stała przy drzwiach. Nowi ludzie, szybkie decyzje, nagłe wyjazdy. Jak ktoś lubi ruch i zmianę – super. Jak marzy o ogródku, kocu i spokoju, to taka piątka po czasie męczy.


Odpowiedz
Wpisy: 212
(@dobema)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja do numerologii adresu dociągam jeszcze tarota – pomaga mi to lepiej „poczuć” liczbę. 4-dom widzę jak Czwórkę Denarów: trzymanie się tego, co znane, budowanie podstaw, kontrola nad zasobami. 5-dom – klimat Piątki Buław: dużo bodźców, czasem drobne konflikty, sporo ruchu. 7-dom – bardzo pustelnikowy: mniej imprez, więcej siedzenia ze swoimi myślami.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Pytanie techniczne: co z zerami? Mój adres to 20/7. Liczyć to jako 2+0+7=9 i tyle, czy traktować to zero jako „dopalenie” dwójki? Zauważyłem, że w miejscach z zerem w numerze atmosfera jest trochę intensywniejsza niż w tych z samą 2 albo 3.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 525

@Whisper zero niczego nie kasuje, ono raczej uwypukla to, co obok. Technicznie: zawsze je dodajesz (czyli 2+0+7=9), ale jeśli w adresie jest 10, 20, 30 itd., to ta główna liczba (1, 2, 3) jest po prostu wyraźniej odczuwalna. Możesz więc mówić, że mieszkasz w „mocniejszej dziewiątce z zaznaczoną dwójką w tle”.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Siódemkowe domy i mieszkania mają ciekawą tendencję: ludzie zaczynają się w nich więcej zastanawiać nad sobą. Nagle pojawiają się książki o psychologii, dłuższe rozmowy nocą, medytacje, terapia. Nawet osoby, które wcześniej miały wszystko „na zewnątrz”, zaczynają sobie zadawać pytania, na które wcześniej nie było czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 429
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Ale przy 7 widzę też drugą stronę medalu. Jak ktoś ma skłonność do izolowania się, to taki adres potrafi go „wciągnąć” jeszcze głębiej. Zamiast spokojnej refleksji robi się zamykanie drzwi przed światem. Dla introwertyka szukającego spokoju – bajka. Dla kogoś w mocnym dołku – może być zbyt dużo ciszy.


Odpowiedz
Wpisy: 307
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Z trójkami kojarzą mi się dwa motywy: ludzie i gadanie. Mieszkałam w mieszkaniu 12 → 3. Ciągle ktoś wchodził, dzwonił domofon, sąsiadka zagadywała na klatce, wieczorem spontaniczne planszówki. Dla osób, które lubią interakcje i twórcze projekty, taki adres jest jak paliwo. Dla kogoś, kto chce wracać do całkowitej ciszy – może być za głośno, choćby nawet fizycznie było cicho.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@zengui)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam dobrą rękę do jedynek i dwójek. 1-domy często przyciągają ludzi, którzy właśnie coś zaczynają: pierwszy raz mieszkają sami, po rozwodzie, po wyprowadzce z rodzinnego domu. 2-domy natomiast mocno uruchamiają temat relacji – nagle ważne staje się „my”: partner, wspólnik, współlokator. I albo się to klei lepiej niż wcześniej, albo wychodzi, że coś trzeba poukładać od nowa.


Odpowiedz
Wpisy: 197
 Arat
(@arat)
Połączone: 1 rok temu

Dodałbym jeszcze jedną warstwę: okolica. Ta sama liczba będzie działała inaczej w domku na spokojnym osiedlu, a inaczej w bloku przy ruchliwej arterii. 4 przy lesie da poczucie „bezpiecznej bazy”, 4 przy trasie szybkiego ruchu – bardziej klimat wiecznego pilnowania rachunków i grafików, żeby wszystko ogarnąć.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Ja sobie kiedyś rozrysowałam swoje adresy jako ciąg liczb i wyszła z tego historia życia: 1 – pierwszy raz na swoim, 3 – studencki chaos i ludzie na kanapie, 4 – stabilizacja i kredyt, 5 – wyjazdy i zmiany, 6 – „gniazdo” z rodziną, 7 – zwrot w stronę rozwoju wewnętrznego. Przy okazji wyszło mi, że w ogóle nie miałam jeszcze 8 ani 9. Ciekawa jestem, jak na was działają mieszkania 11 albo 22, bo tego mam najmniej w kartotekach.


Odpowiedz
Wpisy: 65
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 3 miesiące temu

No to podrzucam case z 11, bo właśnie oglądam takie mieszkanie. Adres sumuje się do 11 i jak czytam opisy, to widzę: napięcie, intuicja, przebłyski, ale też ryzyko bezsenności. Ja mam i tak tendencję do „przegrzewania” głowy. Pytanie do tych, co pracują z takimi domami: to raczej turbo-inspiracja, czy raczej „za dużo bodźców na co dzień”?


Odpowiedz
Wpisy: 380
(@kunia)
Połączone: 1 rok temu

11-domy widzę często u ludzi, którzy żyją głową na wysokich obrotach: artyści, terapeuci, osoby po mocnych życiowych zwrotach. Plusy: intuicja wyostrza się jak brzytwa, łatwiej łączyć kropki, pojawiają się dobre pomysły. Minusy: niektórzy zaczynają gorzej spać, mają poczucie ciągłego „włączenia”. Taki adres jest dobry, jeśli masz już swoje sposoby na wyciszenie. Jeśli nie – może męczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 634
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

A jak podchodzicie do liter w adresie? Typu 14B albo 7/3C. Ignorujecie literę i liczycie tylko cyfry, czy wciągacie ją jako kolejną wartość? Widzę w różnych opisach oba podejścia i ciekawa jestem, jak to działa u was praktycznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 591

@Leonora ja mam dwa poziomy: – wersja podstawowa: liczę tylko cyfry, litery odkładam na bok; – wersja bardziej „dopieszczona”: literę zamieniam na cyfrę i dodaję, ale tylko wtedy, gdy ta litera faktycznie występuje we wszystkich dokumentach i ludzie jej używają („14B”, a nie „14”). Najważniejsze, żeby się nie przerzucać między metodami w zależności od tego, czy opis „pasuje”.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Macie jakieś doświadczenia z 13? Miałam znajomych, którzy za nic nie chcieli mieszkać pod tym numerem, bo skojarzenia wiadomo jakie. A ja mam wrażenie, że 13, która po redukcji daje 4, bardziej uczy odpowiedzialności i systematyczności niż robi dramaty. W moim przypadku „najcięższy” okres paradoksalnie był w mieszkaniu 2, nie w żadnej „pechowej” liczbie.


Odpowiedz
Wpisy: 588
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Z 13 mam podobnie – dużo złej sławy, mało konkretu. W praktyce widzę tam raczej przejście z spontaniczności (3) do struktury (4): ktoś, kto żył „na lekko”, nagle zaczyna ogarniać faktury, zdrowie, planowanie. Trudne, ale bardzo potrzebne. Dużo gorsze efekty widziałem u osób, które już przed wprowadzką były przerażone numerem. Jak się nastawisz, że będzie źle, to nawet „szóstka” może zamienić się w pole minowe.


Odpowiedz
Wpisy: 649
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Dla mnie 4-domy to takie filtry. W jednym miejscu (też 4) poczułam, że wszystko mnie przytłacza – praca, obowiązki, relacje. Wyszły na jaw wszystkie moje niesystematyczne nawyki. W innym 4-domie było odwrotnie: poczułam ulgę, że wreszcie wszystko jest przewidywalne. Ta sama liczba, ale inny moment życia, inni ludzie, inna historia.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

To zresztą dotyczy każdej liczby. 7 dla jednej osoby będzie wybawieniem, bo wreszcie ma czas odetchnąć i się wyciszyć, a dla innej – poczuciem odcięcia od świata. Ja lubię podchodzić do adresu jak do pytania: „Czego to miejsce będzie ode mnie wymagało?”. 5 każe oswoić zmianę, 4 – wytrwałość, 8 – dojrzałe podejście do sukcesu i porażek.


Odpowiedz
Wpisy: 429
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze temat zgrania adresu z numerem drogi życia. Jak ktoś ma drogę 5 i wprowadza się do 5-domu, to ma „piątkę do kwadratu”: niektórzy to kochają, inni po roku uciekają. Droga 4 w 1-domie będzie miała z kolei dom, który wyciąga z rutyny i uczy stawiania na siebie, nie tylko na obowiązki. Dobrze jest to zestawić, zanim się podpisze umowę.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@gituska)
Połączone: 4 miesiące temu

Lubię patrzeć na kolejne adresy jak na rozdziały w książce. Często jest tak, że nie pasujemy już do jednej liczby, więc życie samo nas wypycha w inną. Ktoś z 7 przeprowadza się do 3, bo przyszedł czas na ludzi; ktoś z 5 idzie w 4, bo trzeba wreszcie zrobić porządek. Zamiast „zły numer”, widzę raczej „numer nie na ten etap”.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Przeliczyłem ostatnio wszystkie swoje adresy i zgubiłem rachubę, ile razy przewijała się 3. Za każdym razem to był okres, kiedy miałem więcej znajomych, więcej wyjazdów, więcej projektów. Nawet jak mieszkanie było małe i średnio wygodne, to ruch był jak na dworcu. Chyba pierwszy raz zobaczyłem, że to nie przypadek.


Odpowiedz
Wpisy: 197
 Arat
(@arat)
Połączone: 1 rok temu

Przy wynajmowanych mieszkaniach mam takie obserwacje, że numer działa od razu, ale inaczej niż przy domu „na lata”. Krótkie pobyty czuję jak stacje pośrednie: 3 na kilka miesięcy – nagły wysyp ludzi, 5 – szybkie decyzje i przeprowadzki, 7 – okres, kiedy człowiek bardziej siedzi w sobie. Dom, w którym spędzisz 10–15 lat, wchodzi dużo głębiej, robi się z niego coś w rodzaju „drugiego skóry”.


Odpowiedz
Wpisy: 379
(@bryza)
Połączone: 1 rok temu

Jeśli ktoś pracuje z domu, to warto rozdzielić dwie sprawy: – numer mieszkania jako klimat życia prywatnego, – numer, pod którym prowadzisz firmę (czasem da się użyć innego, np. numeru lokalu, w którym przyjmujesz klientów). Widziałam sytuacje, gdzie mieszkanie było „szóstką” – typowo rodzinne, a działalność „podpięta” pod „ósemkę” z adresem korespondencyjnym i jakoś to ludziom porządkowało tematy.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: