To właśnie piękno tarota. Każda karta to archetyp z nieskończoną głębią. Im dłużej z nimi pracujesz, tym więcej widzisz.
Czytałam, że niektóre osoby specjalnie usuwają Śmierć ze swojej talii, bo się jej boją. Co o tym myślicie?
To straszny błąd. Usuwając Śmierć, usuwasz możliwość transformacji. To jak chcieć tylko wiosny bez zimy - niemożliwe i nienaturalne. Wszystkie karty są potrzebne dla pełnego obrazu.
A jak się przygotować do tego, co karta Śmierć zapowiada? Można się jakoś zabezpieczyć?
A czy Śmierć może być kartą roczną? Czy to oznacza, że cały rok będzie o zakończeniach?
Może i często jest. Rok pod Śmiercią to rok głębokich przemian osobistych. Możesz zmienić pracę, miejsce zamieszkania, zakończyć ważny etap życia. To intensywny rok, ale też pełen możliwości.
Mnie uderza, że szkielet ma ludzką formę. Nie jest jakimś potworem. To też coś znaczy?
To przypomnienie, że śmierć jest ludzka, naturalna, część naszego doświadczenia. Nie jest obca czy nieludzka - jest integralną częścią tego, kim jesteśmy.
Czy istnieją kultury, gdzie Śmierć w tarocie ma inne znaczenie? Albo gdzie jest interpretowana pozytywnie od początku?
W kulturach, które mają bardziej akceptujące podejście do śmierci - jak niektóre kultury azjatyckie czy meksykański Día de los Muertos - ta karta jest często rozumiana intuicyjnie jako transformacja, bez tego strachu.
