To ciekawe, bo jak patrzę wstecz, to przy największych przełomach zawodowych (a mam Chirona w 10) zawsze była jakaś sytuacja, gdzie ktoś podważał moją kompetencję. Kiedyś mnie to rozwalało na części, teraz jest raczej sygnałem: „ok, to moment sprawdzenia, czy sam sobie ufam”. I wtedy łatwiej przejść przez to bez autodestrukcji.
Ja w ogóle mam wrażenie, że patrzenie na Chirona uczy pokory. Bo co innego czytać, że ma się „ranę”, a co innego zobaczyć, jak przy każdym większym zakręcie życiowym wraca ten sam motyw w trochę innym ubraniu. I jednocześnie daje to ulgę – że nie wariujemy, tylko przechodzimy przez znany sobie wzorzec.
Podsumowując trochę (dla siebie, nie dla wątku ;)), widzę to tak: Chiron pokazuje obszar, w którym nigdy nie będziemy całkiem „bez szwanku”, ale możemy być bardzo uważni. I właśnie ta uważność, wypracowana na sobie, staje się później czymś, co bywa pomocne dla innych. Bez mitologizowania, bez dorabiania wielkiej filozofii.
Zgoda. I jeszcze jedna rzecz z mojego podwórka: kiedy ktoś zaczyna pracę z horoskopem, często chce od razu wiedzieć „co jest moim darem”. Chiron uczy, że to się odkrywa w czasie, przez kolejne cykle, a nie poprzez jeden opis z internetu. Dla mnie Chiron to bardziej pytanie niż odpowiedź.
Ja na koniec (na dziś) dorzucę, że dobrze jest sprawdzać Chirona nie tylko w swoim horoskopie, ale też w synastrii. Jak widzę, że czyjś Chiron ląduje na moim Słońcu albo odwrotnie, to wiem, że ta relacja będzie dotykała bardzo czułych miejsc. To nie znaczy, że jest skazana na ból, ale raczej, że nie będzie obojętna.
Dla mnie Chiron w synastrii pokazuje też, gdzie możemy być dla kogoś lustrem. Nie w tym instagramowym sensie, tylko takim bardzo konkretnym: pokazujemy sobie nawzajem, gdzie boli. I jeśli dwie osoby mają gotowość, żeby o tym rozmawiać, to może się z tego urodzić naprawdę głęboka więź. Jeśli nie – zostaje poczucie, że „ta osoba mnie zraniła”, bez zrozumienia, co tak naprawdę się uruchomiło.
Tak jeszcze technicznie – tranzyty Jowisza przez Chirona często dają momenty, kiedy łatwiej o zrozumienie sensu tego bólu. To nie znaczy, że wszystko jest idealnie, ale człowiek nagle widzi szerszy obraz. Warto zwrócić uwagę, co się wtedy dzieje w życiu, jakie rozmowy się pojawiają, jakie książki wpadają w ręce.
Dołożę cegiełkę: w moim horoskopie Chiron w 9 domu długo oznaczał konflikt między tym, czego mnie nauczono, a tym, w co sam wierzę. Instytucje, uczelnie, autorytety – wszystko to było źródłem rozczarowań. Dziś pracuję jako niezależny wykładowca, poza systemem. Rana związana z edukacją przerodziła się w własny sposób dzielenia się wiedzą, ale dopiero gdy przestałem oczekiwać, że „system” mnie przygarnie.
Patrząc z góry na cały wątek, widzę jedną wspólną nitkę: Chiron pokazuje, gdzie bardzo łatwo wejść w rolę „tej, która pomaga wszystkim, zapominając o sobie”. Jeśli w tym miejscu nauczymy się najpierw zadbać o siebie, a dopiero potem ewentualnie towarzyszyć innym, to już jest ogromna zmiana. I może to jest najważniejsza lekcja tego punktu.
Ciekawe jest to, że jak zaczynaliśmy ten wątek, to miałam w głowie głównie swoje dzieciństwo i rozwalony dom. Teraz, po przeczytaniu Was wszystkich, widzę, ile małych decyzji po drodze sprawiło, że z tej historii zrobiło się coś, co mnie nie definiuje, tylko jest częścią większej całości. I myślę, że to jest dla mnie osobisty „dar” Chirona – świadomość, że moja przeszłość nie jest wyrokiem.
Po tej całej dyskusji mam ochotę wrócić do swojego horoskopu z zupełnie innym nastawieniem. Zamiast szukać, „co jest ze mną nie tak”, spróbuję zobaczyć, gdzie już coś dla siebie zrobiłam. Bo jak tak patrzę wstecz, to mój Chiron w 5 domu faktycznie z „dziewczyny, która boi się pokazać rysunek”, zrobił osobę, która potrafi dodać odwagi dzieciakom. To jest chyba więcej warte niż jakikolwiek opis z książki.
Dzięki wszystkim za podzielenie się. W sumie fajnie, że z jednego punktu w horoskopie można wyciągnąć tyle różnych historii. I że wspólny mianownik nie jest „cierpienie”, tylko to, co z tym dalej robimy. Chyba na tym polega cały sens pracy z Chironem.
