Piszę, bo mam coś, z czym nie mogę sobie poradzić od kilku tygodni. W moim mieszkaniu, konkretnie w korytarzu między sypialnią a łazienką, jest taki punkt, jakieś pół metra na pół metra, gdzie temperatura jest wyraźnie niższa. Nie mówię o przeciągu, bo okna i drzwi są zamknięte, wentylacja daleko. Mierzyłem zwykłym termometrem – różnica dochodzi do 4-5 stopni w stosunku do reszty korytarza. Dzieje się to głównie po zmroku, w ciągu dnia jest mniej odczuwalne. Ktoś jeszcze ma coś podobnego u siebie?
Lurisk, zanim pójdziemy w kierunku paranormalnym – sprawdziłeś instalację? Stare rury z zimną wodą biegnące pod tynkiem potrafią robić dokładnie taki efekt. Też ściany od strony klatki schodowej, jeśli jest nieogrzewana. Ja zawsze najpierw eliminuję prozaiczne przyczyny, bo w 80% przypadków to jest właśnie coś takiego.
Miałem kiedyś identyczną sytuację u siebie. Zimny punkt na środku pokoju, bez żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Sprawdzałem okna, wentylację, rury – nic. Trwało to jakieś dwa miesiące i samo przeszło. Do dzisiaj nie wiem, co to było. Ale zwróciłem uwagę na jedną rzecz – mój kot omijał to miejsce łukiem. Nie przechodził tam za żadne skarby.
To z rozładowywaniem telefonów jest ciekawy wątek. Niektórzy badacze zjawisk paranormalnych – np. Mark Keyes z Pennsylvania Paranormal Association – twierdzą, że byty próbujące się manifestować pobierają energię z otoczenia. Ciepło jest formą energii, więc jego pobieranie tworzy zlokalizowany spadek temperatury. Ale pobierają też energię elektryczną – stąd rozładowujące się baterie, migoczące żarówki, dziwne zachowania sprzętu elektronicznego.
Chciałbym tu wtrącić coś z własnego doświadczenia. Przez lata badałem różne lokacje i zimne miejsca to jedno z najczęstszych zgłoszeń. Ale też jedno z najtrudniejszych do zweryfikowania. Problem polega na tym, że większość osób mierzy temperaturę termometrem na podczerwień, a ten mierzy temperaturę powierzchni, nie powietrza. Żeby rzetelnie zmierzyć cold spot, potrzebujesz dobrego termometru powietrznego i najlepiej datalogera, który rejestruje zmiany w czasie.
Czytam to wszystko i przychodzi mi do głowy takie pytanie – czy istnieje jakiś sposób, żeby stwierdzić na pewno, czy zimne miejsce ma źródło paranormalne, czy zwyczajne? Bo rozumiem, że eliminujemy przeciągi i rury, ale co dalej?
A ja chciałam zapytać o coś innego. Czy zimne miejsca mogą się przemieszczać? Bo miałam taką sytuację u koleżanki – robiłyśmy u niej wieczór z kartami, i w pewnym momencie poczułyśmy zimno. Nie wiatr, nie przeciąg, tylko takie nieruchome zimno, jakby stałaś przy otwartej lodówce. I to zimno powoli się przesunęło z jednego końca pokoju na drugi. Trwało może minutę, potem zniknęło. Wszystkie trzy to poczułyśmy.
Chcę dodać trochę kontekstu naukowego, bo ten temat ma też taką stronę. Vic Tandy, brytyjski inżynier, w 1998 roku odkrył, że infradźwięki o częstotliwości około 18,9 Hz mogą wywoływać u ludzi dreszcze, uczucie zimna, lęk i nawet zaburzenia widzenia – widzenie niewyraźnych kształtów kątem oka. Ta częstotliwość jest bliska rezonansowi ludzkiego ciała, w tym gałki ocznej. Źródłem może być wentylator, klimatyzacja, nawet ruch powietrza w kanałach wentylacyjnych. Więc część "zimnych miejsc" może być w rzeczywistości odczuciem wywołanym przez dźwięk, którego nie słyszymy.
A co z podejściem od strony energetycznej? Mam na myśli – w wielu tradycjach mówi się o miejscach, gdzie energia się zatrzymuje lub gdzie jest jakiś "przeciek" między wymiarami. W feng shui na przykład mówi się o martwych punktach energii chi, które potrafią powodować dyskomfort fizyczny, w tym odczucie zimna.
Poruszyliście kilka wątków naraz, więc spróbuję to jakoś podsumować. Mamy kilka możliwości:
Przyczyna fizyczna – rury, izolacja, przeciągi. Lurisk mówi, że to sprawdził.
Infradźwięk – ale to nie wyjaśnia mierzalnego spadku temperatury.
Obecność – byt pobierający energię z otoczenia.
Ślad energetyczny – coś w rodzaju "nagrania" emocji lub zdarzenia w danym miejscu.
Portal lub punkt przejścia – miejsce, gdzie bariera między wymiarami jest cieńsza.
Każda z tych opcji wymaga innego podejścia. Dlatego pytanie do Luriska – co chcesz zrobić? Zbadać to dalej, czy raczej pozbyć się problemu?
Czy ktoś tu próbował kiedyś oczyszczania szałwią akurat w kontekście takich zimnych punktów? Pytam, bo sama kiedyś paliłam szałwię u siebie – ale z innego powodu – i po fakcie zauważyłam, że zniknęło takie dziwne uczucie w rogu pokoju. Nie mierzyłam temperatury, ale fizycznie czułam tam coś nieprzyjemnego.
Przeczytałem gdzieś, że grupy badaczy paranormalnych robią tak zwany baseline sweep – najpierw mierzą temperaturę w całym pomieszczeniu, żeby mieć punkt odniesienia, a potem monitorują zmiany. Czy dałoby się coś takiego zrobić domowym sposobem? Np. kilka termometrów w różnych punktach korytarza?
A nie pomyśleliście o kamerze termowizyjnej? Teraz są nawet nakładki na telefon za niewielkie pieniądze. Nie będą tak precyzyjne jak profesjonalny sprzęt, ale zimne miejsce na ścianie czy podłodze powinny złapać.
Wracając do wątku energetycznego – czy ktoś z was pracował z wahadełkiem w kontekście takich miejsc? Słyszałam, że za pomocą wahadełka można określić, czy dane miejsce jest energetycznie "obciążone".
Zrobiłam tak kiedyś u tej koleżanki, o której pisałam. Usiadłam w pokoju, w którym czułyśmy to zimno, sama, z zamkniętymi oczami. Po kilkunastu minutach poczułam wyraźny smutek. Nie mój – nie miałam powodu być smutna. Taki obcy smutek, jakby ktoś obok mnie płakał, ale nie było nikogo. I po chwili przeszło. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam.
Mam takie pytanie praktyczne – załóżmy, że ktoś ma zimne miejsce i chce je po prostu usunąć, bez wchodzenia w głębszą diagnostykę. Co jest najbezpieczniejszą opcją?
Chcę tu wtrącić jeszcze jedną rzecz. Sól, szałwia, palo santo – to wszystko działa na poziomie oczyszczenia przestrzeni. Ale jeśli mamy do czynienia z bytem, który jest tam z konkretnego powodu – np. jest związany z osobą, która zmarła w budynku – to oczyszczenie może być niewystarczające. Taki byt może potrzebować czegoś innego – przekazania, rozmowy, rytuału przejścia.
To jak z Luriskim i sąsiadką – mogła chorować, mogła cierpieć samotność, a ta energia przeniknęła przez strop. Czy to jest w ogóle możliwe – że energia "przechodzi" przez betonowe ściany i stropy?
A co jeśli to nie przechodzi przez strop, tylko jest w samym budynku? Kamień, beton, metal – to wszystko niesie energię. Stare budynki mają w sobie więcej niż nowe, bo nagromadziło się w nich więcej doświadczeń. Bloki z wielkiej płyty mniej, bo są młodsze i bardziej "jednorodne" energetycznie.
To co robicie to brzmi prawie jak naukowe badanie. Podoba mi się to podejście. Zbyt często ludzie od razu rzucają się do rytuałów, zamiast najpierw zebrać informacje.
Mam pytanie do grupy – czy ktoś z was badał korelację między zimnymi miejscami a aktywnością geopatyczną? Żyły wodne, uskoki geologiczne, skrzyżowania siatki Hartmanna. To zupełnie inna ścieżka wyjaśniania, ale w radiestezji mówi się o tym od dziesięcioleci.
Ale czy nie może być tak, że jedno napędza drugie? Że jest punkt geopatyczny, który osłabia barierę, i przez to wchodzi coś, co pobiera energię i obniża temperaturę?
To jak sprawdzić, czy pod mieszkaniem nie ma czegoś takiego? Wezwać radiestetę?
Mam jeszcze jedno pytanie do was. Czy to zimne miejsce może mi jakoś zaszkodzić? Znaczy – czy samo przebywanie w pobliżu jest niebezpieczne, czy to jest bardziej nieprzyjemne niż groźne?
Dodam od siebie – dlatego tak ważne jest, żeby nie spać w pobliżu takiego miejsca. Lurisk, to jest w korytarzu, więc przynajmniej nie śpisz bezpośrednio na tym. Ale gdyby to było w sypialni, nad łóżkiem – tam bym już zalecała pilne działanie.
Jak Lurisk wrzuci dane z datalogerów, będziemy mogli lepiej ocenić sytuację. Bo jeśli spadki temperatury pojawiają się tylko w nocy – to jedno. A jeśli są stałe i nie zmieniają się w zależności od pory – to drugie.
Ja tam uważam, że nawet jeśli Lurisk zbierze dane, to i tak nie będziemy wiedzieć na pewno. Termometr powie ci, że jest zimno, ale nie powie dlaczego. To tak jak z bólem – wiesz, że boli, ale rentgen nie zawsze pokaże przyczynę.
