Hej wszystkim! Ostatnio oglądałem dokumenty o sprawie Enfield i trafiłem też na przypadek z Rosenheim w Niemczech z lat 60-tych. To podobno dwa najbardziej udokumentowane przypadki poltergeistów w historii. Co mnie uderzyło - w obu przypadkach badacze wskazywali na młode kobiety jako "źródło" aktywności. W Enfield była to 11-letnia Janet Hodgson, w Rosenheim 19-letnia sekretarka Annemarie Schaberl. Sprawa wydaje się niejednoznaczna. Z jednej strony było wielu świadków (policja, sąsiedzi, dziennikarze), z drugiej Janet przyznała się później, że część zdarzeń sfałszowała - choć twierdzi, że tylko około 2%. Jak wy to widzicie? Prawdziwe zjawiska paranormalne, mistyfikacja, czy może coś pomiędzy?
Sprawa Enfield to podręcznikowy przykład tego, jak media i chęć uwagi mogą stworzyć mit. Tak, policjantka widziała poruszające się krzesło - ale tylko RAZ, podczas pierwszej wizyty. Potem już nigdy nie zaobserwowano niczego pod kontrolą. Te słynne zdjęcia Janet "lewitującej"? Aparat był ustawiony na automatyczne robienie zdjęć co 15 minut. Na zdjęciach widać po prostu dziewczynę skaczącą na łóżku. A była przecież kapitanem drużyny sportowej w szkole. Wentrilog Ray Alan zbadał te "głosy duchów" i stwierdził, że to zwykłe triki wokalne. Iluzjonista Milbourne Christopher też był tam i nie zobaczył NIC paranormalnego.
A co z głosem "Billa Wilkinsa"? To było najbardziej niesamowite. Janet mówiła głosem starszego mężczyzny i podała szczegóły o jego śmierci, których nie mogła znać. Sprawdzili to później - rzeczywiście mieszkał tam wcześniej taki mężczyzna i zmarł w tym domu dokładnie tak, jak "duch" opisał przez Janet.
Chciałabym zwrócić uwagę na coś ważnego - w parapsychologii istnieje teoria RSPK (Recurrent Spontaneous Psychokinesis). Według niej to nie "duchy" rzucają przedmiotami, tylko nieświadoma energia psychokinetyczna osoby będącej w stresie emocjonalnym. W przypadku Enfield - Janet była w okresie dojrzewania, rodzice niedawno się rozstali, matka miała problemy finansowe. W Rosenheim - Annemarie zerwała zaręczyny i miała problemy w pracy. To pasuje do wzorca: poltergeisty prawie zawsze koncentrują się wokół młodych osób w trudnej sytuacji emocjonalnej.
Sprawa Rosenheim zawsze mi się wydawała bardziej wiarygodna niż Enfield, bo były tam konkretne pomiary techniczne. Hans Bender zainstalował specjalistyczne urządzenia do monitorowania sieci elektrycznej. Zarejestrowali ogromne skoki napięcia w sieci, które nie powinny być możliwe. Zadzwoniono do Germany's Telephone Bureau - oni potwierdzili, że numer 0119 (mówący zegar) był wybierany nawet 46 razy w ciągu 15 minut, mimo że telefony były zablokowane. Fizycy z Max Planck Institute badali sprawę. To nie byli paranormalni entuzjaści, tylko poważni naukowcy.
Moment, moment. Ja przeczytałem "This House is Haunted" Guy Lyon Playfaira o sprawie Enfield. On opisuje tam konkretne sytuacje, które trudno wytłumaczyć oszustwem. Na przykład: Janet została przyłapana na tym, że zgina łyżki i próbuje zgiąć metalowy pręt. Grosse to widział i zapisał. ALE tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, ciężki szaf przesunął się przez pokój gdy wszyscy byli na zewnątrz. Zostawili pudełka przed szafą jako "pułapkę" - szafa je ominęła i stanęła kilka metrów dalej. Jak 11-letnia dziewczynka miała przesunąć ciężki szaf nie ruszając pudełek?
Warto wspomnieć o psychologicznym aspekcie. W latach 70. w Anglii był boom na paranormalne historie. Serial "The Exorcist" wyszedł w '73, ludzie byli owładnięci tematyką duchów. Janet oglądała program telewizyjny o duchach na kilka dni przed rozpoczęciem "aktywności". To mogło ją zainspirować. Rodzina Hodgsonów była w trudnej sytuacji finansowej. Media płaciły za ekskluzywne prawa do historii. Daily Mirror i inne gazety robiły sensacyjne nagłówki. To stwarzało motywację do przedłużania spektaklu.
Ale w Rosenheim nie było motywacji finansowej. Annemarie nie chciała nawet być bohaterką tej historii. Przeciwnie - w końcu została zwolniona z pracy właśnie przez te zjawiska. I nie tylko Bender to badał. Fizycy Dr Friedbert Karger i Dr Gerhard Zicha opublikowali raport w "Zeitschrift für Parapsychologie und Grenzgebiete der Psychologie". Stwierdzili, że zjawiska "wymykały się wyjaśnieniu w ramach fizyki teoretycznej".
Problem z Rosenheim jest taki, że Holender Piet Hein Hoebens - który jest szanowanym sceptycznym dziennikarzem - wskazał, że Bender NIGDY nie opublikował pełnego raportu ze swojego badania. W swoim artykule Hoebens napisał: "Nie został opublikowany żaden pełny raport z badań, więc nie jesteśmy w stanie sprawdzić, na ile parapsycholodzy wykluczyli naturalistyczne wyjaśnienia". To czerwona flaga. Jeśli masz tak mocne dowody, dlaczego nie publikujesz pełnego, transparentnego raportu?
Fizyk John Taylor też był sceptyczny co do Rosenheim. Napisał, że pomiary z rejestratora graficznego monitorującego prąd mogły być wyprodukowane w sposób fraudolenty. Zasugerował, że wyjaśnienie było prawdopodobnie "mieszanką oczekiwań, halucynacji i sprytu".
A może po prostu nie wszystko da się jednoznacznie wyjaśnić? Czytałam wywiad z Janet Hodgson po latach (była już dorosła). Powiedziała wprost: "Tak, sfałszowałam niektóre rzeczy - może 2% - żeby sprawdzić, czy badacze zauważą. Ale 98% było prawdziwe i przerażające. Ludzie nie rozumieją, jak to było mieszkać w tym domu". Możemy nie wierzyć, ale dla niej to była trauma.
Są też inne znane przypadki poltergeistów, które warto wspomnieć. Columbus Poltergeist (1984) - rodzina Resch w Ohio. 14-letnia Tina była w centrum zdarzeń. Rzeczy latały po domu. Ekipa reporterów z Columbus Dispatch fotografowała telefon lecący przez powietrze. Ale później przyłapano Tinę na rzucaniu lampy. Pod obserwacją naukowców nie wydarzyło się nic paranormalnego. Przypadek Mackenzie (1695) - Szkocja, dom Andrew Mackie. To jeden z najstarszych udokumentowanych przypadków. Kamienie latały przez powietrze, słyszano dziwne dźwięki. Badał to sam pastor lokalnej parafii i napisał szczegółowy raport.
Jest jeszcze Borley Rectory w Anglii, nazwane "najbardziej nawiedzonym domem w Anglii" przez badacza Harry'ego Price'a w latach 20. i 30. Price udokumentował latające przedmioty, spontaniczne pożary, dzwony dzwoniące same, duchy. Napisał dwie książki o tym domu. Ale po jego śmierci Society for Psychical Research przeanalizowała jego pracę i stwierdziła, że Price prawdopodobnie SFINGOWAŁ wiele "dowodów". Znaleźli listy pokazujące, że kupował przedmioty używane później jako "dowody" poltergeista.
To pokazuje, jak ważne jest krytyczne myślenie. Nawet "szanowani badacze" mogą fałszować dowody dla sławy lub pieniędzy. Maurice Grosse w Enfield miał osobiste powody do wiary w życie po śmierci - jego córka zginęła w wypadku samochodowym na rok przed sprawą Enfield. Dołączył do SPR szukając dowodów na istnienie duchów. To nie znaczy, że oszukiwał, ale na pewno nie był obiektywnym naukowcem. Miał emocjonalną potrzebę, żeby wierzyć.
Wracając do mojego pierwotnego pytania - wydaje się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Mamy: Za prawdziwością: wielu świadków, techniczne pomiary (Rosenheim), badacze z SPR, niektóre rzeczy trudno wytłumaczyć oszustwem. Przeciw prawdziwości: przyłapano na oszustwach, brak kontrolowanych warunków, motywacje finansowe/emocjonalne, brak pełnych raportów. Może prawda jest gdzieś po środku? Część zdarzeń była prawdziwa (cokolwiek to znaczy), część sfałszowana?
Ale jeśli przyłapiesz kogoś na jednym kłamstwie, jak możesz wierzyć w cokolwiek innego, co mówi? Janet przyznała się do fałszowania. W Rosenheim znaleziono nici i pałkę. To kompletnie podważa wiarygodność WSZYSTKICH "dowodów".
Dokładnie. To jest znane zjawisko w badaniach parapsychologicznych - ludzie czasami symulują zjawiska, bo czują, że prawdziwe nie występują "na zawołanie". Niekoniecznie to dyskwalifikuje cały przypadek. Grosse i Playfair byli świadomi, że Janet czasami oszukuje - i napisali o tym w swoich raportach. Mimo to wierzyli, że rdzeń sprawy był autentyczny.
Dr Melvyn Willin z Society for Psychical Research przepisał ostatnio wszystkie setki godzin taśm audio z Enfield (książka "The Enfield Poltergeist Tapes"). W wywiadzie powiedział: "Nie próbuję nikogo przekonać w jedną czy drugą stronę. Przedstawiam fakty i niech czytelnicy sami decydują." To chyba najlepsze podejście. Nie możemy mieć pewności, więc każdy musi sam ocenić dowody.
Ciekawi mnie aspekt technologiczny Rosenheim. To był 1967 rok - telefony były mechaniczne, z tarczą. Żeby zadzwonić 46 razy w 15 minut, trzeba by kręcić tarczą non-stop. Technicy z Deutsche Post zainstalowali własne urządzenie monitorujące i nadal rejestrowano te połączenia. Jak to sfałszować w 1967 bez zaawansowanej elektroniki?
Ale prawnik Adam mógł. Miał pieniądze i motywację - jego biuro stało się sławne. Ludzie przyjeżdżali z całych Niemiec to zobaczyć. To była świetna reklama. Mógł wynająć kogoś do zainstalowania ukrytych urządzeń. W końcu książka "Falsche Geister, echte Schwindler?" pokazała, że znaleziono fizyczne dowody oszustwa - nici, pałki.
Studiowałem materiały o obu przypadkach i wydaje mi się, że kluczowa różnica jest taka: Enfield: głównie zjawiska fizyczne, które MOŻNA sfałszować ręcznie (rzucanie przedmiotami, głosy, poruszanie meblami). Rosenheim: głównie zjawiska elektryczne/techniczne, które TRUDNO sfałszować bez specjalistycznej wiedzy (skoki napięcia, automatyczne wybieranie numerów przy zablokowanych telefonach, fluorescencyjne lampy wybuchające). Jeśli Enfield był oszustwem, to całkiem prawdopodobnym. Jeśli Rosenheim był oszustwem, wymagałoby to zaawansowanej wiedzy technicznej i sprzętu.
Fizyk John Taylor zasugerował, że anomalie elektryczne w Rosenheim mogły być spowodowane maszyną rentgenowską w tym samym budynku lub przypadkowymi zwarciami w instalacji. To brzmi bardziej prawdopodobnie niż "psychokineza" czy "duchy".
Fair point. Powinniśmy być otwarci na nowe zjawiska, ale jednocześnie krytyczni wobec dowodów. Pytanie brzmi: co by przekonało sceptyków? Jakie dowody byłyby wystarczające?
Wracając do konkretów: czy ktoś zna jakieś NAJNOWSZE przypadki poltergeistów? Wszystkie słynne sprawy są z lat 60., 70., 80. Dlaczego teraz, w erze smartfonów gdzie każdy ma kamerę w kieszeni, nie ma nowych, dobrze udokumentowanych przypadków?
Była też sprawa Canneto di Caronia na Sycylii (2004-2005) - to było całkiem niedawno. Spontaniczne pożary w całej wiosce, sprzęty elektryczne wybuchały. Włoski rząd wysłał komisję naukową. Wniosek? "Nie znaleźliśmy wyjaśnienia". Niektórzy mówili o poltergeist, inni o tajnej broni wojskowej.
Myślę, że problem z nowszymi przypadkami jest też taki, że ludzie są bardziej świadomi, że wszystko będzie analizowane i debunkowane. W latach 70. mogłeś opowiedzieć historię i część ludzi uwierzy. Teraz natychmiast znajdzie się 100 osób na Reddit czy YouTube, którzy rozbiorą każdy szczegół i wskażą, gdzie oszukujesz. To zniechęca do fałszowania - albo motywuje do lepszego fałszowania.
