Witam wszystkich
Ostatnio coraz częściej spotykam się z tematem przebudzenia Kundalini - zarówno w tekstach duchowych, jak i w rozmowach z praktykującymi. To zjawisko owiane jest tajemnicą, a opisy są często sprzeczne - jedni mówią o największym duchowym przełomie, inni ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami.
Interesuje mnie wasze rzeczywiste doświadczenie z tym zjawiskiem:
- Czy ktoś z was przeszedł przez spontaniczne przebudzenie Kundalini?
- Jakie były fizyczne i psychiczne objawy tego procesu?
- Jak długo trwał cały proces i czy przebiegał etapami?
- Czy naprawdę jest tak niebezpieczny jak ostrzegają niektóre źródła?
- Jak odróżnić prawdziwe przebudzenie od intensywnych doznań energetycznych?
- Co z tzw. zespołem Kundalini - czy to realne zagrożenie?
Chodzi mi o praktyczne doświadczenia, nie teorie ze starożytnych tekstów. Potrzebuję usłyszeć od ludzi, którzy przez to przeszli - co jest prawdą, a co mitem.
Czy to możliwe bez guru i wieloletnich przygotowań? A może współczesne techniki pracy z czakrami mogą to wywołać przypadkowo?
U mnie zaczęło się spontanicznie podczas intensywnej sesji pranajamy, siedem lat temu. Robiłem kapalabhati przez około 45 minut i nagle poczułem, jakby coś pękło u podstawy kręgosłupa. To nie jest metafora - dosłownie usłyszałem trzask i od razu wiedziałem, że stało się coś nieodwracalnego.
Pierwsze tygodnie to był horror. Spałem może po trzy godziny na dobę, a i tak budziłem się w środku nocy z uczuciem, jakby płonąłem od środka. Temperatura mojego ciała faktycznie była podwyższona - mierzyłem, miałem 37.8 przez cały miesiąc bez żadnej infekcji. Drgania wzdłuż kręgosłupa były tak intensywne, że czasem nie mogłem usiedzieć w miejscu.
Najgorsze były pierwsze pół roku. Energia szła chaotycznie - raz w górę, raz w dół, bez żadnej logiki. Dopiero po roku zaczęła stabilizować się i poruszać systematycznie przez kolejne czakry.
Kriyas brzmią przerażająco. Czyli nagle tracisz kontrolę nad własnym ciałem? To jak nie zwariować?
Skoro mowa o objawach - @Simma pytałaś o fizyczne. U mnie najdziwniejsze było uczucie gorąca. Nie ciepła - GORĄCA. Jakbym miał wewnętrzny piec rozpałony do białości. I ten piec wędrował - raz był u podstawy kręgosłupa, potem w brzuchu, potem w klatce piersiowej.
A jak energia schodziła z jednego miejsca do drugiego, to poprzednie miejsce stawało się lodowate. To było bardzo dziwne.
A co z wizjami i halucynacjami? @Simma wspominałaś o tym w pytaniu. Czy to normalne?
To wszystko brzmi bardzo intensywnie. Pytanie - czy są sposoby, żeby to wszystko złagodzić? Jakieś techniki uziemiania?
Pytanie praktyczne - co z dietą? Bo @Seid wspomniał o ciężkim jedzeniu, ale czytałam, że podczas Kundalini powinno się jeść lekko, wegetariańsko.
A jak długo to wszystko trwa? Od początku do końca?
Muszę powiedzieć coś ważnego - trauma może wywołać przebudzenie. U mnie było to doświadczenie bliskie śmierci podczas porodu. Moja córka prawie nie przeżyła, ja prawie nie przeżyłam.
I w tej chwili śmierci coś się otworzyło. Energie eksplodowała. Przez rok nie mogłam normalnie funkcjonować. Byłam świeżo upieczoną matką z niemowlakiem i przedzierałam się przez Kundalini. To było piekło.
