cześć, trochę się wstydzę że piszę bo dopiero zaczynam sie uczyć astrologii i pewnie połowę rzeczy źle rozumiem, ale może ktoś mi pomoże...
mam teraz tranzyt Urana do mojej Wenus i Księżyca i to podobno sa kwadratury dla obu. Kwadratura Urana do Wenus podobno nie wróży dobrze jeśli chodzi o związki... a do tego mam Wenus i Księżyc w 12 domu w horoskopie natalnym, co chyba też niezbyt pomaga w sprawach miłosnych. W miejscu gdzie teraz mieszkam Księżyc jest w 1 domu ale Wenus wciąż zostaje w tym 12.
no i jeszcze w urodzeniowym horoskopie mam Wenus w kwadraturze do Jowisza, co podobno też nie jest korzystne dla spraw osobistych. Trochę czuję ze wszystko tu jakoś niekorzystnie się składa i chyba trudno żeby bylo gorzej 🙁 jestem sama i z tego co odczytuję to szybko sie to nie zmieni...
do tego Mars w 7 domu (czyli ta chęć do bycia w związku), i Saturn też w 7 w horoskopie natalnym. W obecnym miejscu zamieszkania Saturn przechodzi do 8 domu.
Nie wiem ile lat może trwać taki tranzyt Urana i czy w ogóle mozna jakoś to... nie wiem, przepracować? Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki od kogoś kto ma więcej doświadczenia w astrologii 🙂
no więc tyle mogę powiedzieć na razie, że mam podobną sytuację u siebie w horoskopie, Księżyc, Wenus, Uran i Pluton wszystkie pod napięciem, a do tego jeszcze AC wchodzi w to całe zamieszanie.
Wróce tu jak coś przemyślę, bo temat wymaga dłuższej analizy.
Ale tak sobie myślę, zastanówcie się, czy te wszystkie restrykcje, cyberprzestrzeń i te straszaki epidemiczne czy rządowe nie mają przypadkiem związku z tym co się dzieje z planetami. Bo „planety libido” lubią sobie wskakiwać w takie momenty kryzysu, czy to gospodarczego, czy innego. Albo mają długofalowy związek z jakimś procesem, epidemia to dobry przykład.
Prywatnie dodam tylko, że sama już jestem odporna na tego rotawirusowego straszaka. U nas sytuacja wygląda tak, że albo i tak zaszczepieni są ci, którzy się boją, albo te sztucznie wymyślone terminy i testy polityków pro-nacjonalistycznych zwyczajnie nie mają nic wspolnego z realnym zachorowaniem. Zachorowanie co prawda widziałam na własne oczy, ale mam być posłuszna oczywistej żenadzie powiązanej z jakimś pro-rządowym, wojennym i grupowym „tajnym” układem. No, nie chcę już z tym wirusem nic mieć wspólnego.
Jeszcze mój kotek, wyzdrowiał dosłownie cudem z kilku dolegliwości, ale wyczerpanie organizmu daje o sobie znać, zmiana diety chyba konieczna.
I ta sfera prywatna jest teraz mocno „przyciśnięta” różnymi zarządzeniami, opłaty gonią opłaty i wymagają działania.
Krótko mówiac, rozróby są i w strefie „kobiecej” i „marsjańskiej”, nie tylko ten długofalowy Uran.
Pozdrawiam, jak rozkminie te tranzyty to wpadnę z powrotem 🙂
