Powrót Saturna zawsze brzmiał dla mnie jak jakieś ezoteryczne „kolokwium z życia”, dopóki nie policzyłam, że mój pierwszy zaczął się dokładnie wtedy, kiedy rozwaliło mi się wszystko, co wydawało się stabilne. Koło 28–29 roku: nagłe zakończenie związku, wypalenie w pracy, pierwszy raz poważna terapia zamiast „pogadam z koleżanką i przejdzie”. W tekście padło to porównanie do egzaminu z dorosłości i mam wrażenie, że mnie wtedy posadzono w pierwszej ławce, bez ściąg. Jestem ciekawa, jak to u was wyglądało – bardziej jako demolka czy raczej porządkowanie? I czy ktoś z was ma już doświadczenie z drugim powrotem, tym bliżej sześćdziesiątki?
U mnie pierwszy powrót Saturna wszedł podręcznikowo – 29 lat, Saturn wraca na swoje miejsce w horoskopie, a ja dostaję propozycję awansu, która wymaga przeprowadzki, rezygnacji z wygodnego układu i wzięcia odpowiedzialności za ludzi, nie tylko za swoje biurko. Nie było tragedii, ale czułem, że kończy się czas „testowania opcji”, a zaczyna czas wyborów z konsekwencjami na dekady. W tle wyszło też to, co zaniedbywałem przez lata – relacja, w której obiecywałem, że „kiedyś się ogarnę”. Saturn nie tyle zburzył, co postawił pytanie: „to w końcu budujesz czy tylko mówisz, że budujesz?”.
Mój Saturn siedzi w 6 domu i pierwszy powrót poszedł w ciało i pracę. Pracowałam po 10–12 godzin, zero ruchu, „jakoś to będzie”, a w wieku 28–29 lat nagle kręgosłup powiedział dość – wylądowałam na rehabilitacji, musiałam zmienić tryb pracy i godziny. Do tego wysyp konfliktów w biurze, jakby wszystko, co zamiatałam pod dywan, naraz się wysypało. Dopiero wtedy zauważyłam, że ten „egzamin” to nie tylko wydarzenia, ale też pytanie: jak traktujesz swoje zdrowie na co dzień.
Też mam wrażenie, że Saturn najpierw upomina się przez ciało. U mnie pierwsze „uderzenie” w trakcie powrotu to były stany lękowe i wyczerpanie, które lekarz zbył tekstem „to stres, proszę mniej pracować”. Dopiero potem połączyłem kropki: końcówka dwudziestki, zmiana pracy, przeprowadzka, a ja dalej próbowałem funkcjonować jak 20-latek na energetykach. Egzamin saturniczny wyszedł w postaci pytania, czy jestem w stanie ułożyć rytm dnia tak, żeby się nie zajechać.
Jak czytam wasze wpisy, to widzę klasyczny motyw: Saturn wraca i zadaje jedno, bardzo nudne pytanie – „czy to się da utrzymać przez dłuższy czas?”. U mnie pierwszy powrót zamknął okres skakania z jednej fuchy do drugiej. Przyszedł moment, kiedy albo biorę odpowiedzialność za to, co umiem, albo w wieku 40 lat będę dalej tłumaczyć sobie, że „jeszcze szukam swojej drogi”. Drugi powrót widziałam bardziej u klientów – wtedy wychodzi, jak się zarządzało zdrowiem, pieniędzmi i relacjami przez ostatnie 30 lat. To już nie jest burzenie fundamentów, tylko sprawdzanie, czy dom stoi prosto.
Mam trochę alergię na narrację w stylu „wszystko przez Saturna”. Kryzys koło trzydziestki jest wpisany w realia – kończy się beztroska, zaczynają kredyty, dzieci, zobowiązania. Łatwo wtedy dopasować opis powrotu Saturna do czegokolwiek, co i tak by się wydarzyło. Nie mówię, że tranzyt nie działa, ale mam wrażenie, że część osób robi z niego kozła ofiarnego zamiast zobaczyć, co sami zawalili przez poprzednie lata.
Ja zawsze myślałam, że pierwszy powrót Saturna to tak między 26 a 30 rokiem, w zależności od tego, w jakim znaku się urodziło z Saturnem – że jak ktoś ma w Baranie, to szybciej, a jak w Rybach, to później. I trochę pod to podpinałam swoje doświadczenia, bo największy przełom miałam właśnie w wieku 26 lat. Teraz się zastanawiam, czy to jeszcze było przygotowanie do powrotu, czy już sam powrót?
Pierwszy powrót Saturna zafundował mi klasyczny scenariusz: rozwód, przeprowadzka, zmiana pracy. Z zewnątrz wyglądało to jak katastrofa, a w środku jak ulga, bo już od kilku lat czułem, że żyję w jakiejś prowizorce. Saturn w 4 domu – temat domu rodzinnego, korzeni, poczucia bezpieczeństwa. Musiałem sobie odpowiedzieć, gdzie naprawdę chcę mieszkać i z kim tak serio tworzę rodzinę, a nie „jakoś to będzie, ważne, że jest dom”.
Drugi powrót Saturna mam już za sobą i mogę powiedzieć, że to zupełnie inna jakość. Pierwszy przyszedł jak rozbiegówka, drugi jak podsumowanie. W okolicach 58–60 roku zaczęłam porządkować sprawy, które latami odkładałam: formalności, zdrowie, relacje z dorosłymi dziećmi. To nie był czas wielkich nowych projektów, raczej pytanie, co chcę zostawić po sobie i z czym chcę wejść w starość. Egzamin z dorosłości zamienił się w egzamin z mądrości.
Mój Saturn wrócił do 5 domu – temat twórczości i dzieci. O dziwo, to był czas, kiedy zdecydowałam się, że nie będę mieć własnych dzieci, za to zaczęłam pracować z młodzieżą. Niby decyzja kontrowersyjna w oczach otoczenia („jak to, nie będziesz żałować?”), ale dla mnie to był moment, kiedy naprawdę wzięłam odpowiedzialność za to, na co mam zasoby. Saturn nie „kazał” mi rodzić albo nie rodzić – raczej postawił lustro: co jest twoje, a co jest cudze oczekiwanie.
Z perspektywy pracy z rytuałami miłosnymi widzę, że sporo ludzi wraca po pomoc właśnie koło 29 roku. Nagle okazuje się, że „związek na przeczekanie” nie daje się już ciągnąć, a relacja, w której „może on kiedyś dojrzeje”, po prostu się rozpada. Często wychodzi przy rozkładach, że to nie Saturn rozwalił związek, tylko pokazał, że to, co stoi na glinianych nogach, nie wytrzymało. I tu zaczyna się prawdziwa dorosłość: nie „kto mi to zrobił?”, tylko „czemu ja się na to zgadzałam”.
Ja mam jeszcze jedną obserwację – część osób próbuje Saturn „obchodzić” rytuałami, medytacjami, afirmacjami, zamiast z nim usiąść. W stylu: „zróbmy coś, żeby mnie ominęły konsekwencje”. A on i tak przyjdzie w tych tematach, w których żyjemy na kredyt – emocjonalny, finansowy, zdrowotny. Jeśli używamy magii do tego, żeby poprzesuwać meble, a nie wzmocnić fundament, to i tak po jakimś czasie zaczynają pękać ściany.
Ja swój powrót Saturna zrozumiałam dopiero wstecz, jak już weszłam w trzydziestkę i zaczęłam patrzeć na rozkłady sprzed kilku lat. W kartach non stop wychodziły mi motywy typu Sprawiedliwość, Sąd Ostateczny, Wieża, a ja to interpretowałam jako „coś się zmieni, ale dam radę”. Fakty były takie, że trzymałam się pracy, której nie znosiłam, bo bałam się finansów, aż w końcu firma padła. Saturn w 2 domu zrobił swoje: „nie masz już czego bronić, możesz zacząć od zera, ale tym razem uczciwie”.
Dla mnie ciekawy jest kontekst społeczny powrotu Saturna. Koło trzydziestki system pyta: „masz stabilną pracę, rodzinę, plan na starość?” i ludzie to odczuwają niezależnie od tego, czy znają astrologię. Powrót Saturna tylko to ubiera w język, który pomaga nazwać, z czym się mierzymy. Jedni się wyłamują z tego scenariusza, inni w niego wchodzą, ale w obu przypadkach jest pytanie: czy to jest twój wybór, czy jedziesz na autopilocie?
Saturn w 4 domu dał mi egzamin z rodziny. Pierwszy powrót zbiegł się z koniecznością przejęcia opieki nad schorowaną matką i równoczesnym wyprowadzaniem się z domu rodzinnego. Z jednej strony poczucie obowiązku, z drugiej – potrzeba uwolnienia się od starych schematów. Miałem wrażenie, że muszę zbudować własny dom, jednocześnie nie zostawiając rodziny bez wsparcia. Egzamin polegał na tym, czy potrafię postawić granice, nie uciekając od odpowiedzialności.
Czytam was i widzę, że ten „egzamin” ma różne formy, ale motyw jest podobny: koniec udawania. U mnie Saturn w 3 domu wjechał w komunikację – przestałam znosić powierzchowne znajomości, plotki, kontakty „bo głupio odmówić”. Wyszłam z kilku towarzyskich układów i nagle okazało się, że zostało mi dosłownie kilka osób, z którymi da się rozmawiać naprawdę. Jak ktoś mówi, że to tylko życiowy kryzys, to w sumie się zgadzam – tylko ten kryzys ma bardzo konkretny kierunek.
Dla równowagi dodam, że u mnie pierwszy powrót Saturna nie był jakąś spektakularną historią. Saturn w 11 domu, trochę przewietrzyło grono znajomych, trochę się zmieniły priorytety, ale bez dramatów. Bardziej czułem zmianę w środku: mniej ciągnęło mnie do imprez, bardziej do projektów, które mają sens na dłużej niż weekend. Może dlatego jestem ostrożny z opowiadaniem, że każdy musi przejść przez życiową katastrofę, bo inaczej „nie zaliczy egzaminu”.
Zastanawia mnie jedna rzecz – co z ludźmi, którzy mówią, że „nic specjalnego” się u nich nie działo w czasie powrotu Saturna? Mam znajomą, która sprawdziła sobie tranzyty, Saturn wrócił idealnie, a ona: „no nie wiem, jakoś normalnie było”. Czy to znaczy, że wcześniej już zrobiła porządek, czy po prostu nie łączy faktów?
Dorzucę tu jeszcze wątek innych tranzytów. Często jest tak, że ludzie mylą powrót Saturna z opozycją Urana, kwadraturą Plutona albo czymś, co dzieje się równolegle. W okolicach 42–44 lat mamy np. opozycję Urana – to jest dopiero jazda bez trzymanki. Przy powrocie Saturna zmiana jest bardziej „ziemska”: papierologia, zobowiązania, decyzje, których nie da się już cofnąć bez kosztów. Uran każe wyskoczyć z układu, Saturn pyta, czy ten układ ma sens.
Mam pytanie bardziej techniczne: czy widzicie różnicę w tym, jak ludzie przeżywają powrót Saturna, jeśli mają go urodzeniowo w ruchu wstecznym? Znajomy, który ma Saturna retro, mówi, że jego powrót był bardziej „do środka” – mniej wydarzeń, więcej poczucia, że musi się rozliczyć sam ze sobą.
Drugi powrót Saturna to już temat finito i przemijanie. Przy pierwszym walczyłem o to, żeby udowodnić, że „dam radę”, przy drugim – żeby zostawić po sobie porządek. Zrobiłem testament, przepisałem mieszkanie, zamknąłem firmę, która dawno powinna była zostać zamknięta. Zamiast myśleć „co jeszcze zrobię”, bardziej myślałem „co chcę dokończyć”. Egzamin z dorosłości zamienił się w egzamin z odpowiedzialności za tych, którzy zostaną, jak mnie już nie będzie.
Czytając o drugim powrocie, łapię się na tym, że pierwszy trochę potraktowałam jak karę, a nie jak szansę. Wtedy miałam poczucie, że ktoś mi zabiera zabawki: luz, spontaniczność, „życie chwilą”. Dopiero później zobaczyłam, że część tych „zabawek” była po prostu ucieczką. Ciekawi mnie, czy da się do powrotu Saturna podejść świadomie, zanim zacznie walić w najwrażliwsze miejsca, czy i tak większość z nas musi się sparzyć.
Ja próbuję się przygotować, bo mam Saturna w Wodniku, więc ten powrót trochę niedawno miałam i tak czy siak mnie zaskoczył. Stwierdziłam, że skoro siedzi wysoko w horoskopie, to powinnam „zaplanować” zmiany w karierze i wtedy obejdzie się bez strat. Skończyło się tym, że plan, który wymyśliłam z głowy, w ogóle się nie przyjął, a życie i tak zrobiło swoje. Wniosek – Saturn chyba średnio lubi, jak się go próbuje ograć sprytem.
Zauważyłam jeszcze jedną rzecz przy czytaniu rozkładów klientów – koło trzydziestki w kartach często wychodzi konflikt między 3 Monet a 10 Kielichów. Jedni cisną karierę i zaniedbują życie prywatne, inni odwrotnie, i potem przychodzą z pytaniem „czy dało się to połączyć?”. Powrót Saturna robi z tego pytanie na egzaminie: na czym chcesz faktycznie stać? I już nie wystarczy odpowiedź „na wszystkim po trochu”.
Dorzucę tu jeszcze cykle pośrednie. Przed powrotem Saturna jest kwadratura około 21 roku, kiedy często kończymy edukację, próbujemy pierwszej samodzielności. Potem opozycja koło 44–45 roku, która zwykle nakłada się z innymi „kryzysami środka życia”. Powrót w okolicy 29 lat nie dzieje się w próżni, tylko domyka to, co zaczęło się przy wcześniejszych punktach. Jeśli ktoś już wtedy zaczyna brać odpowiedzialność za siebie, to ten „duży” powrót bywa łagodniejszy.
Saturn ma w sobie logikę siedmioletnich progów: 7, 14, 21, 28–29, 36, 42… Gdy patrzę na swoje życie, idealnie widzę, jak co kilka lat zmieniały się role – od dziecka, przez studenta, pracownika, partnera, aż po kogoś, kto bierze odpowiedzialność za innych. Pierwszy powrót to zamknięcie rozdziału „szukam siebie, bo mogę”, drugi – „jestem sobą, bo już nie mam siły udawać”. W tym sensie egzamin z dorosłości nie polega na tym, żeby odpowiedzieć dobrze na pytanie, tylko żeby się przyznać, kim się stało.
Ciekawy jest też temat ludzi, którzy żyją jakby „poza kalendarzem społecznym” – bez dzieci, bez ślubów, bez typowej kariery. U nich powrót Saturna potrafi przyjść np. w formie pytania: czy ten alternatywny styl życia jest świadomym wyborem, czy ucieczką? Miałem klienta, który całe życie podróżował, mieszkał po hostelach, a przy 29 latach nagle poczuł, że chce mieć miejsce, do którego wraca. Saturn nie powiedział mu „załóż rodzinę”, tylko „zdefiniuj, co dla ciebie znaczy dom”.
