Nie tylko można - to jest chyba najskuteczniejsza kombinacja. Wizualizujesz cel, a potem czujesz wdzięczność jakby już się spełnił. To technika "życia w końcu" Neville'a Goddarda. Ja robię to przed snem - wchodzę w stan między snem a jawą (SATS), wizualizuję i powtarzam w kółko "dziękuję, dziękuję, dziękuję" jak kołysankę. Zasnięcie w tym stanie wpaja to w podświadomość.
Czy to znaczy, że lepiej używać słowa "doceniam" zamiast "jestem wdzięczna"?
Zależy od kontekstu. Jeśli czujesz, że "jestem wdzięczna" brzmi ciężko, to tak. Ale nie rób z tego obsesji. Ważniejsze jest uczucie niż słowo. Abraham mówi o "szale uznania" - szybkie wymienianie rzeczy, które doceniasz, bez analizowania. "Doceniam to drzewo, doceniam ciepło słońca, doceniam mój oddech". To podnosi wibrację momentalnie.
Byłam na warsztatach, gdzie mówili, że trzeba być wdzięcznym za wszystko, nawet za złe rzeczy. To ma sens?
Ostrzegam - to może być niebezpieczny przekaz. NIE musisz być wdzięczna za traumę, przemoc, straty, chorobę. To prowadzi do duchowego omijania i może utrwalać szkodliwe sytuacje. Możesz z czasem znaleźć znaczenie lub wzrost, który przyszedł PO doświadczeniu, ale forsowanie wdzięczności za sam ból jest formą przemocy wobec siebie.
Dokładnie. Widziałem przypadki, gdzie ludzie w toksycznych związkach mówili sobie "muszę być wdzięczny, to lekcja" i dalej trwali w krzywdzie. Wdzięczność nie może zastępować granic i zdrowego rozsądku. Czasami trzeba po prostu wyjść, a nie szukać za co podziękować.
To co z tymi wszystkimi historiami sukcesu? Ludzie piszą, że dzięki wdzięczności zmanifestowali domy, samochody, relacje...
Część tych historii jest prawdziwa, część to tendencyjność potwierdzenia. Widzisz, co chcesz zobaczyć. Ale jest też realna zmiana - kiedy jesteś w stanie wdzięczności, działasz inaczej. Jesteś bardziej otwarty na możliwości, ludzie chętniej ci pomagają, podejmujesz lepsze decyzje. Czy to metafizyczne przyciąganie, czy psychologia? Każdy niech wierzy, w co chce. Efekt jest.
Czy wdzięczność może blokować ambicję? Boję się, że jak zacznę być wdzięczna za to co mam, przestanę chcieć więcej.
To częsta obawa i całkowicie niezasadna. Zdrowa wdzięczność współistnieje z ambicją. Możesz doceniać obecny etap PODCZAS pracy nad następnym. Ja nazywam to "wdzięcznie ambitny". Problem jest, gdy używasz wdzięczności jako wymówki do braku działania: "Mam być wdzięczny, więc nie powinienem chcieć więcej". To już nie jest wdzięczność, to zadowolenie z niewłaściwych powodów.
A jak wygląda praktyka wdzięczności u kogoś, kto robi to od lat? Ciągle piszecie dzienniki?
U mnie to już nie jest oddzielna praktyka, tylko sposób bycia. Zauważam momenty wdzięczności na bieżąco w ciągu dnia. Ale wciąż mam rytuały - piszę listy w pełnię, robię ranną medytację. To pomaga utrzymać fokus. Jak z myciem zębów - robisz to automatycznie, ale wciąż świadomie.
Ja kombinuję wdzięczność z tarototem. Ciągnę trzy karty i za każdą znajduję coś do doceniania. Np. Pięć Pucharów - doceniam, że umiem rozpoznawać stratę i się z nią mierzyć. To pogłębia praktykę.
O, to ciekawe podejście. Też łączę różne systemy. Wdzięczność, tarota, numerologia. Wszystko się wspiera.
Tak, synkretyzm praktyk daje najlepsze rezultaty. Nie zamykajmy się w jednej metodzie. Wdzięczność jako fundament, a reszta jako budynek.
Czy są jakieś konkretne błędy, których powinnam unikać?
Największy błąd to porównywanie się do innych. "Powinienem być wdzięczny, bo inni mają gorzej". To natychmiast zabija autentyczność. Drugi - forsowanie. Jeśli danego dnia nie czujesz wdzięczności, nie udawaj. To gorsza od jej braku. Trzeci - używanie wdzięczności jako tarczy przed działaniem. "Jestem wdzięczna za tę pracę" kiedy w rzeczywistości powinna ją zmienić. To już nie praktyka, tylko paraliż.
Czytałem, że Joe Dispenza mówi o podwyższonych emocjach. Wdzięczność to jedna z nich?
Tak, razem z miłością i radością. Dispenza mówi, że te emocje dosłownie zmieniają ekspresję genów. Ma na to badania - ludzie praktykujący podwyższone emocje po 10 minut dziennie przez cztery dni mieli spadek kortyzolu i wzrost immunoglobuliny A o prawie 50%. To są mierzalne zmiany na poziomie ciała. Ale - i to ważne - mówi też, że większość ludzi mówi "dziękuję" mechanicznie, bez faktycznego CZUCIA. To nie działa. Musisz zatrzymać się i naprawdę poczuć ekspansję w klatce piersiowej.
Jak długo trzeba czuć tę emocję, żeby zadziałało?
Nie ma magicznej liczby, ale Dispenza sugeruje minimum 5-10 minut. Chodzi o to, żeby emocja stała się silniejsza niż warunki zewnętrzne. Większość ludzi czuje wdzięczność przez 10 sekund i się rozpraszają. To za mało, żeby przeprogramować system. Musisz się w tym zanurzyć.
Czy jest różnica między pisaniem dziennika a mówieniem wdzięczności na głos?
Tak, angażujesz różne systemy. Pisanie łączy mózg przez motorykę - ruch ręki wzmacnia pamięć. Mówienie na głos angażuje więcej ciała - wibracje w krtani, oddech. Najsilniejsze jest robienie i jednego i drugiego. Ale dla manifestacji mówienie może być skuteczniejsze, bo bardziej ucieleśnia intencję. Neville Goddard zalecał szeptanie afirmacji wdzięczności podczas zasypiania.
Przepraszam za podstawowe pytanie, ale czy muszę w to wierzyć, żeby działało?
Ciekawe pytanie filozoficzne. Według mnie działają dwa mechanizmy - psychologiczny i duchowy. Psychologiczny działa bez wiary - po prostu zmienia twój mózg i uwagę. Duchowy wymaga przynajmniej otwartości. Ale nie musisz być 100% przekonana. Wystarczy zaciekawienie i gotowość do eksperymentu. Reszta przyjdzie z doświadczenia.
Ja zaczynałem jako totalny sceptyk. Robiłem to przez trzy miesiące z nastawieniem "udowodnię, że to bzdura". I coś się zmieniło. Nie wiem czy to było prawo przyciągania, czy neuronalne przeprogramowanie, ale nie obchodzi mnie już mechanizm. Po prostu działa.
To zdrowe podejście. Mniej dogmatów, więcej praktyki. Spróbuj, obserwuj, wyciągaj wnioski. Rozwój osobisty to laboratorium, nie kościół.
