Programowanie uwagi? Jak to dokładnie działa?
Na przykład przed rytuałem możesz sformułować intencję: "Jeśli moja prośba została wysłuchana, zobaczę jutro niebieskiego motyla". I jeśli twoja intencja była silna, a rytuał skuteczny, zobaczysz tego motyla. Bo albo rzeczywiście Wszechświat ci go pokaże, albo sama go zauważysz, bo zaprogramowałaś na niego swoją uwagę.
Tylko że tutaj pojawia się pytanie - czy to w ogóle ma znaczenie? Jeśli efekt jest ten sam - zobaczysz znak i będziesz miała potwierdzenie - to jaka jest różnica między "Wszechświat pokazał" a "sama zauważyłam"?
Dla praktycznego zastosowania - żadna. W szamanizmie nie ma rozdzielenia między "tu" a "tam", między umysłem a światem. To wszystko jest jedną tkanką rzeczywistości. Synchroniczność to moment, w którym widzimy tę jedność.
Dlatego tak trudno o tym rozmawiać używając języka, który zakłada dualność. "Ja" i "Wszechświat" to sztuczny podział. W momencie synchroniczności ten podział znika.
Brzmi bardzo filozoficznie, ale jak to przełożyć na praktykę? Konkretnie - kiedy pojawia się synchroniczność, co z tym robić?
Po pierwsze - zauważyć. Zapisać w pamięci czy w dzienniczku. Po drugie - sprawdzić, czy to część większego wzoru. Czy to pierwszy raz, czy ta synchroniczność wpisuje się w jakiś ciąg wydarzeń? Po trzecie - zaufać intuicji co do następnego kroku.
I tutaj uwaga - zaufać intuicji nie znaczy rzucić wszystko i jechać do Australii, bo widziałaś kangura na billboardzie. To znaczy być otwartą na subtelne przesunięcia kierunku. Może zadzwonić do tej osoby, o której pomyślałaś. Albo sprawdzić tę ofertę pracy, która przypadkiem ci się przypomniała.
Czyli to bardziej delikatne prowadzenie niż dramatyczne znaki?
W większości przypadków tak. Chociaż czasem zdarzają się synchroniczności typu trzęsienie ziemi - tak oczywiste i mocne, że nie można ich zignorować. Ale to rzadkie sytuacje, zwykle w przełomowych momentach życia.
U mnie taka mocna synchroniczność była, gdy umierała mama. Przez tydzień przed jej śmiercią wszędzie widziałam białe pióra. Dosłownie wszędzie - na ulicy, w domu, nawet w miejscach, gdzie fizycznie nie miały prawa się znaleźć. Po jej odejściu to się skończyło.
Moja babcia zawsze mówiła, że zmarli przesyłają znaki przez pierwsze 40 dni po odejściu. U nas w rodzinie za każdym razem gdy ktoś umierał, pojawiały się specyficzne znaki - albo określone ptaki, albo uszkodzenia w sprzęcie elektronicznym, albo zapachy.
Zapachy? To też może być synchroniczność?
Oczywiście. Gdy zmarł mój dziadek, przez miesiąc w całym domu czuć było jego perfumy, chociaż nikt ich nie używał. To była jasna wiadomość, że jest obok i wszystko jest w porządku.
To mnie prowadzi do pytania - czy wszystkie synchroniczności są pozytywe? Czy mogą być też ostrzeżenia?
Jak najbardziej. Czasem synchroniczność to znak STOP. Planowałem kiedyś ważną transakcję biznesową i przez tydzień przed spotkaniem wszystko szło nie tak - spóźnione pociągi, zgubione dokumenty, awaria komputera. Zignorowałem to. Transakcja okazała się katastrofą. Powinienem był słuchać.
Z drugiej strony jeśli każdą przeszkodę potraktujesz jako znak, że czegoś nie robić, to w ogóle przestaniesz działać. Czasem opór to po prostu opór, nie znak. Trzeba rozpoznać różnicę.
Masz rację, ale jest różnica między naturalnym oporem, który pokonujesz i idziesz dalej, a sytuacją, gdy dosłownie wszystko się wali. Jeśli trzy razy z rzędu coś nie wychodzi mimo twoich wysiłków - może to znak, żeby się wycofać albo zmienić strategię.
W tarach często widzę tę kwestię. Ludzie ignorują ostrzeżenia, bo desperacko chcą, żeby coś się udało. A potem przyznają, że znaki były od dawna, tylko nie chcieli ich zobaczyć.
W rzucie run pojawia się to samo. Hagalaz trzy razy pod rząd w różnych układach? To nie przypadek. To ostrzeżenie przed zniszczeniem, którego możesz uniknąć, jeśli zmienisz kurs. Ale ludzie często wolą wierzyć, że "to tylko runy".
A co z sytuacjami, gdy synchroniczność jest tak dziwna, że nie wiesz, co z nią zrobić? Śnisz o kimś, kogo nie znasz, a następnego dnia ta osoba się pojawia w twoim życiu?
To częste doświadczenie. Sny preparują nas na to, co ma nadejść. W tradycjach tubylczych sny są tak samo realne jak rzeczywistość - to po prostu inna warstwa doświadczenia. Jeśli śnisz o kimś, a potem się pojawia, oznacza to, że wasze ścieżki mają się spleść.
Dodałbym, że czasem takie sny to wręcz wizje przyszłości. Nie symboliczne, ale dosłowne. Znam przypadki ludzi, którzy śnili szczegóły wydarzeń, które później się spełniły co do detalu.
Ja raz śniłam wypadek samochodowy z bardzo konkretnymi detalami - miejsce, godzina, nawet kolor auta. I za trzy dni to się wydarzyło dokładnie tak, jak widziałam. Ale nie wiedziałam, co z tym zrobić, bo nie znałam tych ludzi.
Albo po prostu niektóre wydarzenia muszą się wydarzyć, niezależnie od naszej wiedzy o nich. Nie wszystko da się zmienić, nawet jeśli dostaniemy ostrzeżenie. To frustrujące, ale takie jest życie.
Wolna wola vs. przeznaczenie - odwieczny dylemat. Moim zdaniem synchroniczności istnieją właśnie w tej przestrzeni między nimi. Pokazują nam możliwe ścieżki, ale to my decydujemy, czy nimi pójdziemy.
Lubię to ujęcie. Nie determinizm, ale mapowanie możliwości. Synchroniczność jak drogowskaz - pokazuje kierunek, ale nie zmusza cię, żebyś tam poszedł.
