Siedziałem dziś nad tym tematem dłużej niż planowałem. Od jakiegoś czasu prowadzę notatki – zapisuję, kiedy pracuję z afirmacjami, przy jakiej fazie i co się realnie zmienia. I muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Przy pełni mam wrażenie, że afirmacje dotyczące wzmocnienia, widzialności, pewności siebie trafiają lepiej – jakby coś fizycznie rezonowało mocniej. Przy nowiu z kolei to co innego, bardziej wewnętrzne, ciche, takie sadzenie ziarna. Nie twierdzę, że to jedyna zmienna, bo zbyt wiele rzeczy wpływa na skuteczność, ale różnica jest zauważalna. Ktoś jeszcze to notuje systematycznie?
Tak, notuję od kilku lat i widzę wyraźny podział. Przy pełni wszystko co chcę wzmocnić, uczynić widocznym, zakończyć – afirmacje tego typu działają szybciej albo przynajmniej szybciej dostaję jakiś sygnał zwrotny. Przy nowiu pracuję z intencjami, które mają dopiero kiełkować – zmiana pracy, nowy kierunek, relacja którą chcę zbudować. To tam afirmacje o nowym początku mają sens. Robiłam też eksperymenty – te same afirmacje w obu fazach – i nie, nie jest to samo.
Mam podobne obserwacje, ale dodam coś, co rzadko ktoś uwzględnia – to nie tylko pełnia vs. nów, ale też czy jesteś w swoim oknie owulacyjnym czy nie, jeśli masz cykl. Hormonalnie jesteśmy inaczej nastrojone w różnych momentach i to nakłada się na pracę z fazami księżyca. Więc różnica w skuteczności, którą czujemy, może być częściowo naszą biologią, a nie tylko metafizyką.
Ja jestem ostrożna z takimi porównaniami jak "działa lepiej" albo "działa szybciej". Pytanie brzmi – wedle jakiej miary? Jeśli mierzysz efekt po tygodniu od nowiu, to nie wiesz jeszcze czy afirmacja zadziałała. Przy pełni efekty są bardziej namacalne, bo energia pełni jest ekspansywna – ale to nie znaczy, że afirmacja nowiu jest słabsza. Po prostu pracuje na dłuższym horyzoncie czasowym.
A ja mam pytanie – czy ktoś z was pracuje z afirmacjami mówionymi, czy raczej pisanymi? Bo odnoszę wrażenie, że przy pełni pisanie ma dużą siłę – coś w tym fizycznym akcie kreślenia liter przy tym świetle. A mówione głośno przy nowiu, zwłaszcza w ciemności, mają coś innego. Może to tylko moje skojarzenia, ale ciekawa jestem czy ktoś to rozróżnia.
Ja długo robiłam afirmacje bez żadnego odniesienia do faz i zastanawiałam się czemu efekty są tak zmienne. Odkąd zaczęłam ustawiać je pod cykl, coś się zmieniło. Choć mam wrażenie, że bardziej chodzi o moją uwagę i skupienie niż o samą fazę. Bo przy nowiu i pełni po prostu bardziej świadomie do tego siadam. Może to placebo, ale jeśli działa...
Wracając do meritum – zauważyłem też różnicę w tym, jakie TEMATY afirmacji są przy jakiej fazie bardziej podatne. Przy pełni afirmacje finansowe, zdrowotne, związane z działaniem w świecie – silne. Przy nowiu – tożsamościowe, psychologiczne, relacyjne. To jak gdyby pełnia miała związek z zewnętrznym, a nów z wewnętrznym polem. Choć pewnie to zbytnie uproszczenie.
Czytałem kiedyś o badaniach nad wpływem faz księżyca na systemy biologiczne – nie chodzi o mistykę, ale o grawitację i fotony. Pełnia faktycznie ma inny wpływ na płyny biologiczne niż nów. Jeśli afirmacje mają jakiś związek z neuroplastycznością i stanami wewnętrznymi, to ma sens że faza wpływa na ich "przyjęcie". Nie twierdzę że to udowodnione, ale to nie jest bez sensu.
Ja przerywam tę naukową dywagację – bo ona trochę gubi temat. Pytanie było o doświadczenie. I moje jest takie: przy pełni afirmacje robione na zewnątrz, w ogrodzie, z głosem – mają co innego. Coś w tym świetle, w powietrzu, w tym że widzę wyraźnie nawet bez latarki. Przy nowiu siadam w środku, cicho, ze świecą. Te dwa rytuały są po prostu inne i przynoszą inne efekty.
Ja mam inną obserwację – przy nowiu moje afirmacje są bardziej szczegółowe. Jakby cisza i ciemność zmuszały mnie do precyzji. Przy pełni bywam bardziej porywczy, chcę wszystkiego naraz i wtedy afirmacje wychodzą mi zbyt ogólne. Może to mój problem, ale ciekawe że ta faza wpływa na to jak formułuję zamierzenia.
Mam pytanie bo nie do końca rozumiem tę kwestię "puszczania" przy pełni. Słyszę o tym często – że pełnia to czas puszczania, uwalniania. Ale afirmacja to twierdzenie o tym co MA BYĆ. Jak to się łączy z puszczaniem? To mi trochę nie gra.
Ja kombinowałem z różnymi metodami i zauważyłem, że 5-8 dni po nowiu, kiedy księżyc jest rosnący ale nie jest jeszcze pełnią – to dla mnie złoty środek. Coś się już porusza, jest dynamika, ale jeszcze nie ma tej przesyconej energii pełni. Nie wiem czy inni to czują, ale u mnie wtedy afirmacje "idą" najsprawniej.
Wtrącę się w wątek o precyzji afirmacji – jest jedna rzecz, której się nauczyłam ciężko. Afirmacje przy nowiu pisane w trybie teraźniejszym działają inaczej niż pisane w trybie przyszłym. "Jestem gotowa na zmianę" kontra "będę gotowa na zmianę". Różnica jest ogromna. Mózg inaczej rejestruje jedno i drugie. I przy nowiu, gdzie energia jest jeszcze uśpiona, to napięcie teraźniejszość vs. przyszłość jest wyczuwalne.
Ja mam inne zdanie niż większość tutaj. Uważam, że faza księżyca jest wtórna wobec twojego stanu wewnętrznego. Jeśli ktoś robi afirmacje przy pełni, będąc w rozsypce, będąc wyczerpany, zły na siebie – żadna faza mu nie pomoże. I odwrotnie – w stanie głębokiego skupienia przy zwykłej środe w środku cyklu możesz osiągnąć więcej niż przy rytualnym nowieniu co miesiąc.
Powiem wam, że w tradycjach ceremonialnych faza księżyca ma bardzo konkretne zastosowania w rytuałach i nie chodzi tylko o "nastrój". Przy pełni w niektórych tradycjach celtyckich czas między wschodem a zachodem pełnego księżyca jest uważany za czas wzmożonego przepływu energii i wszelka praca intencyjna, zarówno rytualna jak i językowa (w tym słowne zaklęcia, czyli w pewnym sensie afirmacje), miała być wykonywana właśnie wtedy. Nów to czas zasiewu, oczyszczenia, nowej karty. To nie jest przypadkowe.
Ja jestem sceptyczny wobec ujednolicania tradycji. Celtycka praca z księżycem różniła się od sumeryjskiej, różniła od hinduskiej. To co rozumiemy dziś jako "praca z fazami" to dość współczesna synteza wielu tradycji, często wygładzona na potrzeby rynku. To nie znaczy że jest bezużyteczna, ale warto wiedzieć, że nie stoisz za tym jedną koherentną tradycją.
Wracam do praktycznego aspektu. Bo rozmowa zrobiła się filozoficzna, a ja chcę powiedzieć coś konkretnego: przez dwa lata zapisywałam wyniki swoich afirmacji w prostej tabelce – data, temat, faza, wynik po 30 dniach. I statystycznie – nie mam wątpliwości – tematy finansowe i zawodowe lepiej szły przy rosnącym księżycu niż przy malejącym. Zdrowie i relacje były bardziej wyrównane. Nie wiem czemu, ale dane mówią swoje.
Powiem wam jedną rzecz o afirmacjach przy nowiu, którą odkryłem stosunkowo niedawno. Nów to nie tylko brak światła – to też moment zerowy, punkt resetu. I afirmacje robione przy nowiu mają sens gdy naprawdę coś kończysz i zaczynasz od nowa. Jeśli robisz afirmacje "chcę być bardziej cierpliwy", a w głębi wiesz że poprzednie afirmacje cierpliwości nigdy nie zaczęły działać – może problem nie jest w fazie, ale w tym że coś blokuje na głębszym poziomie.
Ja mam takie obserwacje z ostatnich miesięcy – przy nowiu coraz bardziej zamiast typowych afirmacji stosuję coś w stylu pytań-afirmacji. Zamiast "jestem odważna" – "co by zrobiła odważna wersja mnie?" i potem odpowiadam sobie na to. To gdzieś między afirmacją a medytacją. I przy nowiu to siada lepiej niż przy pełni.
Słuchajcie, mam pytanie które może być trochę z innej beczki. Jak długo robicie afirmacje w danej fazie? Tzn. czy zaczyna się dokładnie w nów i kończy gdy księżyc zaczyna maleć, czy to jest codzienna praktyka niezależna od dnia cyklu, tylko zainicjowana przy nowiu?
Wchodzę z pytaniem który mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy dla was ma znaczenie, w jakim znaku zodiaku jest księżyc przy nowiu lub pełni? Bo wydaje mi się, że to może być kolejna warstwa, która wpływa na to które tematy "lepiej idą" przy danej fazie.
Ja muszę przyznać że dopiero zaczynam wchodzić w ten temat znaków przy fazach. Do tej pory patrzyłem tylko na samą fazę. Ale to co mówicie ma sens – fazy to rytm, a znaki to kierunek.
Powiem jeszcze jedno – jest różnica między pracą z afirmacjami a pracą z intencją. Afirmacja to technika językowa. Intencja to stan wewnętrzny. Można robić afirmacje mechanicznie i nie pracować z intencją. Można pracować z intencją bez żadnych afirmacji. I myślę, że fazy księżyca wpływają głównie na intencję, a nie na słowa. Słowa są nośnikiem, nie sednem.
Mam inne pytanie – czy ktoś miał doświadczenie w którym afirmacje robione "pod prąd" fazy dały nieoczekiwany efekt? Tzn. np. afirmacje zakończenia przy nowiu albo nowych początków przy pełni?
Wtrącę coś z innej perspektywy – w niektórych tradycjach wiccańskich nie robi się magii pożądania w czasie malejącego księżyca, bo energia wspiera wtedy eliminację, nie akwizycję. Ale jeśli ktoś traktuje afirmacje jako pracę z przekonaniami, a nie jako "życzenie do kosmosu" – wtedy można pracować z eliminacją przekonań nawet w malejącym księżycu i to ma sens.
Jedna rzecz mnie w tej dyskusji uderza – wszyscy mówimy o skuteczności, ale nikt nie powiedział wprost co przez to rozumie. Zmiana zewnętrzna? Wewnętrzna? Szybkość? Trwałość? Bo wyniki mogą być różne w zależności od tego co mierzysz.
Ja definiuję skuteczność jako: czy po 60 dniach widzę u siebie inny wzorzec niż przed? To nie musi być dramatyczna zmiana. Może być subtelna. Ale musi być.
