Odruch przyłożenia dłoni do miejsca, które boli, jest starszy niż jakikolwiek system i nie trzeba nikogo do niego namawiać. Robią to matki, robią to ludzie po urazie, robi to każdy, kto zmarznie. Na tym prostym geście wyrosła cała rodzina praktyk, w Polsce znanych najczęściej jako bioenergoterapia. Uzdrawianie rękami obrosło jednak taką ilością obietnic, że warto od razu ustalić, co ta praktyka może, a czego stanowczo nie.
Zacznijmy od granic
Praca z dłońmi nie leczy chorób i nie zastępuje leczenia. Nie wolno na jej podstawie odstawiać leków, przerywać terapii ani odkładać wizyty u lekarza. Osoba prowadząca sesję nie stawia rozpoznania, bo do tego nie ma ani uprawnień, ani narzędzi. Wszystko, co da się o tej praktyce powiedzieć uczciwie, mieści się w kategorii wyciszenia, rozluźnienia i poczucia, że ktoś przy nas jest - a to bywa sporo, tylko trzeba nazwać to po imieniu.
Jeśli ktoś obiecuje wyleczenie konkretnej choroby, każe zrezygnować z leków albo żąda dużych pieniędzy za serię sesji, należy się z takiej propozycji wycofać. To nie jest kwestia sceptycyzmu wobec bioenergoterapii, tylko zwykłej ostrożności.
Skąd się to wzięło
Nakładanie rąk pojawia się właściwie wszędzie: w tradycji chrześcijańskiej, w medycynie ludowej, w japońskim reiki, w chińskim qigong zewnętrznym, u szeptuch na wschodzie Polski. Formy różnią się nazwą i oprawą, powtarza się natomiast schemat - jedna osoba siedzi lub leży, druga trzyma dłonie w bezruchu nad ciałem albo lekko na nim, przez kilkanaście do kilkudziesięciu minut.
W Polsce określenie bioenergoterapia upowszechniło się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, razem z modą na telewizyjne seanse. Zostawiło to po sobie sporo zamieszania, bo do jednego worka wrzucono praktyki spokojne i uczciwe oraz zwykłe naciąganie.
Uzdrawianie rękami: jak wygląda sesja
- Rozmowa - kilka minut na ustalenie, po co ktoś przyszedł i czego oczekuje.
- Ułożenie - osoba przyjmująca siedzi na krześle albo leży w ubraniu, przykryta kocem.
- Wyciszenie - obie strony przez chwilę oddychają spokojnie, bez rozmowy.
- Praca - dłonie zatrzymują się kolejno w kilku miejscach, zwykle na kilka minut w każdym. Bez ucisku, bez masażu.
- Zakończenie - krótkie zejście do stóp, potem chwila w bezruchu.
- Powrót - szklanka wody, kilka minut siedzenia, dopiero potem wstawanie.
Najczęściej opisywane odczucia to ciepło, mrowienie, czasem chłód albo ciężkość kończyn. Zdarza się też, że nie dzieje się nic i to również jest normalne. Brak wrażeń nie oznacza, że ktoś jest zamknięty, nieczuły czy zablokowany - takie tłumaczenie służy zwykle tylko osobie prowadzącej.
Higiena pracy
Osoby praktykujące od lat zwracają uwagę przede wszystkim na własną kondycję. Zasady są proste i całkiem przyziemne.
- Nie pracuj, gdy jesteś chory, przemęczony albo rozdrażniony.
- Zdejmij zegarek i pierścionki, umyj ręce przed sesją i po niej.
- Nie prowadź sesji dla kogoś, o kogo bardzo się martwisz - nadmierne zaangażowanie przeszkadza obu stronom.
- Po skończonej pracy zrób coś fizycznego: przejdź się, umyj naczynia, wyjdź na balkon.
- Nie rób więcej niż dwie, trzy sesje jednego dnia.
- Nigdy nie komentuj cudzego stanu zdrowia. To nie jest twoja rola.
Praca na sobie
Najprostsza wersja nie wymaga nikogo z zewnątrz. Wystarczy usiąść wygodnie, położyć jedną dłoń na mostku, drugą na brzuchu i oddychać spokojnie przez pięć minut, nie starając się niczego osiągnąć. Efektem bywa zwolnienie tętna i rozluźnienie barków - to samo, co daje każda chwila świadomego bezruchu. Nie trzeba dorabiać do tego teorii, żeby było wartościowe.
Kto ma ochotę połączyć to z inną praktyką, może sięgnąć po wydłużony wydech znany z pracy z mantrą. Obie rzeczy działają na ten sam mechanizm i dobrze się uzupełniają.
Uzdrawianie rękami a inne metody pracy z energią
Pod wspólną nazwą kryje się kilka odrębnych szkół i warto je rozróżniać, choćby po to, żeby wiedzieć, na co się umawiamy. Reiki opiera się na inicjacjach i ustalonych pozycjach dłoni. Polska bioenergoterapia bywa bardziej swobodna, często łączona z wywiadem i rozmową. Uzdrawianie rękami w wersji ludowej - to, co robiły szeptuchy - splata gest z modlitwą i zamawianiem. Techniki wschodnie kładą nacisk na własne ćwiczenia praktykującego, a dopiero potem na pracę z drugą osobą.
Różnią się oprawą, natomiast opis odczuć zgłaszanych przez osoby przyjmujące jest w każdej z nich zaskakująco podobny: ciepło, mrowienie, senność, czasem nic. To dobra wskazówka, żeby nie przywiązywać się nadmiernie do nazw i certyfikatów.
Niezależnie od szkoły obowiązuje ta sama reguła: uzdrawianie rękami jest dodatkiem do opieki medycznej, nigdy jej zamiennikiem. Praktyka, która każe rezygnować z leczenia, przestaje być pomocą, a staje się zagrożeniem. Przy chorobie przewlekłej, w ciąży czy po zabiegu decyduje lekarz, a praca z dłońmi może co najwyżej towarzyszyć jako element wyciszenia.
Dyskusja dostępna na naszym Forum Ezoterycznym, pod adresem: Uzdrawianie rękami - co ta praktyka może, a czego nie
