To najkrótsza mantra świata i jednocześnie ta, wokół której narosło najwięcej nieporozumień. Mantra OM bywa traktowana jak ozdobnik na początku zajęć jogi albo jak magiczne zaklęcie z filmu. Tymczasem w tradycji indyjskiej jest to pranava, dźwięk pierwotny, a jej wymowa i budowa mają całkiem konkretny sens, który da się zrozumieć bez wiary w cokolwiek.
Mantra OM: trzy głoski i cisza
Zapisywana bywa jako OM albo AUM i ta druga forma lepiej oddaje, co się dzieje. Składa się z trzech dźwięków i czwartego elementu, którym jest milczenie po ostatnim z nich.
- A - powstaje z otwartym gardłem, głęboko, bez udziału warg. Odczuwalne w klatce piersiowej.
- U - dźwięk toczy się do przodu, usta stopniowo się zaokrąglają. Rezonans wędruje do gardła.
- M - wargi zamknięte, dźwięk osiada w głowie i zatokach.
- Cisza - ta po wybrzmieniu, nazywana turija. Według Mandukja Upaniszady najważniejsza część całości.
Polskie „om” wymawiane jak w słowie dom gubi całą tę drogę. Warto poświęcić kilka minut na samo przechodzenie od A do M, bez pośpiechu, żeby poczuć, jak wibracja przesuwa się w górę ciała.
Skąd się wzięła
Sylaba pojawia się w najstarszych warstwach tekstów wedyjskich, a osobny traktat poświęca jej Mandukja Upaniszada - króciutka, licząca kilkanaście wersów. Używają jej hinduizm, buddyzm, dżinizm i sikhizm, choć każda z tych tradycji rozkłada akcenty inaczej. Warto od razu rozwiać dwie pomyłki, które wracają najczęściej: OM nie jest skrótem od imion trzech bóstw ani nie jest tym samym co Om mani padme hum, czyli sześciosylabowa mantra tybetańska, w której OM stanowi jedynie pierwszy człon.
Jak praktykować
- Usiądź wygodnie z prostym kręgosłupem. Krzesło jest równie dobre jak poduszka, lotos nie jest do niczego potrzebny.
- Zrób dwa spokojne oddechy, bez pogłębiania na siłę.
- Na wydechu wybrzmiewaj A-U-M, poświęcając mniej więcej po tyle samo czasu każdej głosce.
- Nie dociągaj do końca powietrza. Zostaw sobie zapas, inaczej gardło się zaciśnie.
- Po ostatnim M zatrzymaj się na chwilę w ciszy, zanim weźmiesz kolejny wdech.
- Zacznij od siedmiu powtórzeń. Dopiero potem myśl o dłuższych seriach.
Tradycyjna liczba powtórzeń to 108 i tyle też koralików ma mala, sznur używany do liczenia. Nie jest to jednak norma, którą trzeba wyrobić - osoba zaczynająca od stu ośmiu zwykle kończy z bólem gardła i niechęcią. Sto osiem ma sens wtedy, gdy przestaje się liczyć.
Najczęstsze błędy
Za głośno - mantra nie jest występem, wystarczy głośność zwykłej rozmowy albo mniej. Za szybko - przy pośpiechu znika M, a to właśnie ono niesie największą część wibracji. Z napiętą szczęką - zaciśnięte zęby zamieniają dźwięk w charczenie. I wreszcie z przymusem: praktyka codzienna po pięć minut daje więcej niż godzina raz na dwa tygodnie odrobiona z poczuciem obowiązku.
Osoby o wrażliwych strunach głosowych mogą praktykować w myślach. Wersja bezdźwięczna jest w tradycji uznawana za równie ważną, a bywa nazywana najsubtelniejszą.
Co daje w praktyce
Najbardziej wymierny efekt jest prozaiczny: powolne wybrzmiewanie wydłuża wydech, a dłuższy wydech uspokaja. Do tego dochodzi skupienie - podczas trzymania jednego dźwięku trudno jednocześnie układać w głowie listę zakupów. Reszta zależy od nastawienia i od tego, czy praktyka wpisze się w codzienny rytm, czy zostanie ciekawostką na jeden wieczór.
Kiedy i jak wpleść to w dzień
Tradycja indyjska umieszcza tę praktykę o świcie i o zmierzchu, ale w polskich realiach decydująca jest zwykle dostępność ciszy. Najczęściej sprawdza się kwadrans po przebudzeniu, zanim dom ruszy, albo chwila po powrocie z pracy, jeszcze przed zdjęciem butów. Wieczorem tuż przed snem bywa nieco za późno - część osób relacjonuje, że dłuższa praca z dźwiękiem raczej rozbudza, niż usypia.
Mantra OM pojawia się też jako ramka dla innych ćwiczeń: trzy powtórzenia na początku rozciągania, jedno na zakończenie spaceru, kilka przed trudną rozmową. W tym zastosowaniu nie chodzi o żadną liczbę, tylko o wyraźne postawienie granicy między jedną czynnością a drugą.
Osobne pytanie dotyczy tego, czy praktyka wymaga jakiegokolwiek wyznania. Nie wymaga. Sylaba należy do konkretnej tradycji religijnej i warto o tym pamiętać przez zwykły szacunek, ale samo ćwiczenie oddechowe jest neutralne. Kto czuje się z tym niezręcznie, może pracować na dowolnym przeciągniętym dźwięku - efekt fizjologiczny będzie ten sam, choć bez całej warstwy znaczeń.
Jeśli po dwóch tygodniach praktyka wciąż wydaje się pusta, nie ma sensu ciągnąć jej na siłę. Czasem lepiej pracuje zwykły spokojny oddech liczony do czterech albo krótki spacer bez muzyki. Narzędzie ma służyć, a nie stawać się kolejnym obowiązkiem na liście.
Dyskusja dostępna na naszym Forum Ezoterycznym, pod adresem: Mantra OM - jak ją naprawdę wymawiać
