Chciałabym wrócić do praktycznego aspektu - jak pracować z takimi snami jeśli przyjmiemy że mogą być autentyczne? Bo nawet jeśli nie jesteśmy pewni, sam proces eksploracji może być terapeutyczny.
U mnie praca z tymi snami pomogła zrozumieć skąd bierze się mój nieuzasadniony lęk przed wodą. Śniłam kilka razy o tym samym zdarzeniu - utonięciu podczas burzy na morzu. Po przepracowaniu tego lęk nie zniknął całkowicie ale przestał paraliżować.
Ale jak przepracowałaś coś co może w ogóle nie być prawdziwe?
To prawda. Jung mówił o archetypach i zbiorowej nieświadomości. Może te "wspomnienia" to nie są dosłowne poprzednie życia ale dostęp do jakiegoś głębszego poziomu ludzkiego doświadczenia. Efekt terapeutyczny jest podobny.
Ale to przeczy badaniom Stevensona gdzie szczegóły zostały zweryfikowane. Jeśli dziecko podaje nazwisko zmarłego, adres, okoliczności śmierci i wszystko się zgadza - to nie może być tylko archetyp czy symbol.
A jak rozpoznać do której kategorii należy mój sen?
Trzeba też pamiętać o tym że nie każdy sen o przeszłości to wspomnienie z poprzedniego życia. Czasem śnimy historyczne scenerie bo oglądaliśmy film, czytaliśmy książkę. Klucz jest w tym CZY coś w tym śnie was zaskakuje - wiedza której nie powinniście mieć, emocje nieproporcjonalne do treści, poczucie "bycia tam" zamiast "oglądania".
Jak długo powinien powtarzać się taki sen żeby uznać go za potencjalne wspomnienie?
Ważne żeby nie forsować. Niektórzy próbują wymusić te sny medytacją, hipnozą, specjalnymi technikami. To może prowadzić do konfabulacji - tworzenia fałszywych wspomnień. Prawdziwe przychodzą same, w swoim czasie.
Statystycznie myśląc większość ludzi w historii prowadziła zwykłe życia, więc większość "wspomnień" powinna dotyczyć zwykłych ludzi. Jeśli ktoś twierdzi że był wielką postacią historyczną to alarm sceptycyzmu powinien zawyć.
Ale teoretycznie możliwe że ktoś był kimś sławnym, nie?
Miałam klientkę która była przekonana że w poprzednim życiu była egipską królową. Po dłuższej pracy okazało się że jej prawdziwe wspomnienie dotyczy bycia służącą w małym gospodarstwie w Polsce XVIII wieku. Ale to nie brzmiało dość "duchowo" więc jej umysł to przekształcił.
To pokazuje jak ważna jest uczciwość ze sobą w tej pracy. Ego chce spektakularnych historii. Prawda jest zwykle prostsza i bardziej poruszająca właśnie przez swoją zwyczajność.
Jest jeszcze jedna rzecz - sny o poprzednich wcieleniach często pojawiają się w momentach przełomowych w życiu. Jakby dusza chciała przypomnieć o jakiejś lekcji której już się uczyła. Zauważyliście taki wzorzec?
To fascynujące ale też przerażające. Jakby nasz los był jakoś zaprogramowany, musimy powtarzać te same błędy...
Z perspektywy buddyjskiej całym celem reinkarnacji jest uczenie się i ewolucja. Każde życie to lekcja. Wspomnienia są jak podpowiedzi w egzaminie - pokazują co już przerabialiśmy.
A co jeśli ktoś ma wspomnienia z kilku różnych życiów? To się zdarza?
Czytałam o przypadku kobiety która pamiętała pięć różnych wcieleń. Każde uczyło jej czegoś innego - w jednym była matką, w innym wojowniczką, w jeszcze innym uzdrowicielką. Wszystkie te role przygotowywały ją do tego kim jest teraz.
Ale jak możemy być pewni że to nie jest jakaś forma schizofrenii albo rozszczepienia osobowości?
Plus osoby ze schizofrenią lub rozszczepioną osobowością rzadko podają weryfikowalne dane historyczne. Ich "inne osobowości" zwykle nie mogą być potwierdzone przez zewnętrzne źródła.
Wracając do praktyki - są jakieś techniki które pomagają lepiej pamiętać te sny? Bo u mnie przychodzą rzadko i często zapominam szczegóły.
Ja stosuję inną metodę - przed snem pytam "co muszę wiedzieć o moich poprzednich życiach". Nie wymuszam konkretów, po prostu otwieram się. Czasem nie dostanę nic przez tygodnie, a potem przyjdzie seria snów.
Ważne żeby nie mieć oczekiwań. Desperacja blokuje. Trzeba podejść z ciekawością ale bez przywiązania do rezultatu.
A co z ludźmi którzy w ogóle nie mają takich snów? To znaczy że nie mieli poprzednich wcieleń?
Może też być tak że ktoś potrzebuje skupić się na obecnym życiu bez rozpraszania przeszłością. Nie każdy musi pamiętać. Czasem czysta karta jest błogosławieństwem.
Zgadzam się. Nie powinniśmy szukać tych wspomnień na siłę. Jeśli są nam potrzebne, przyjdą. Jeśli nie - lepiej żyć tu i teraz.
Pytanie które mnie nurtuje - jeśli rozpoznam że to prawdziwe wspomnienie, co mam z tym zrobić? Jaki jest kolejny krok?
