Szczerze mówiąc, naprawdę niewielu jest w Polsce prawdziwych mistrzów tej dziedziny, takich z prawdziwego zdarzenia.
Żeby zdjąć te wszystkie negatywne oddziaływania atakujące subtelne ciała człowieka, trzeba najpierw wiedzieć z czym mamy do czynienia... a to potrafi zdiagnozować tylko ktoś o rzeczywistym darze jasnowidzenia, nie każdy kto się za takiego podaje.
Mogę polecić kilka osób które wykonują rytuały Starożytnej Wysokiej Magii. Mowa tu o rytuale oczyszczającym 333, rytuale wzmacniającym 555 oraz o przemieniającym rytuale 777. Każdy z nich działa na innym poziomie i służy czemu innemu, wiec nie można ich stosować zamiennie.
Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami, niech opisze to w wątku, odpowiem na wszystkie pytania. Mam też schemat rytuału 555, z wiadomych przyczyn nie pokazuję go publicznie w całości, ale dla prawdziwie zainteresowanych osób mogę go udostępnić razem z instrukcją.
Czy ktokolwiek tu w ogóle czuwa nad jakością tego co się pisze... bo to co czytam to już czyste brednie
Cieszę się, że nasze posty w ogóle kogoś poruszają i zmuszają do myślenia, bo to już jest coś... wyrwanie choćby jednej osoby ze skostniałej bierności ma wartość samą w sobie, niezależnie od tego co dalej.
Ale tak się zastanawiam, kto tak naprawdę może orzekać co jest bredniami, a co nie? Chyba tylko Bóg ma taką perspektywę. Bo to co dzisiaj wydaje się niedorzecznością, jutro bywa głęboką prawdą. Najgorsze są właśnie te brednie o domniemanych bredniach, takie nakładanie się warstw fałszywego osądu.
Kiedy ktoś przenosi swoje negatywne doswiadczenia z jednej sfery zycia przez projekcję na cały swój wewnętrzny obraz rzeczywistości, to wykrzywia sobie percepcję. Wtedy ogląd siłą rzeczy musi być nieprawdziwy, a do tego dochodzi jeszcze ta zbyt szybka ocena, w którą wkradają się stereotypy zbudowane na nawarstwionych przez lata schematach.
Życie jest przecież dynamiczne... nie można go zobaczyć z pozycji czysto statycznej. Trzeba wejść do tego nurtu, przyłączyć się do procesu i płynąć razem z nim. Dopiero wtedy jest szansa żeby zrozumieć siebie i otaczający Świat.
Większość widzi tylko to co na powierzchni. Nieliczni decydują się zajrzeć głębiej.
Nie ma znaczenia CO robimy. Ważne JAK i PO CO to robimy.
Coraz więcej ludzi zaczyna odczuwać w sobie coś, czego wcześniej nie rozumiało... zdolności, przeczucia, rzeczy które trudno wytłumaczyć racjonalnie. i naturalnie będą szukać wiedzy, będą chcieli to rozwinąć. Zapotrzebowanie rodzi popyt, tak bylo zawsze i zawsze tak będzie.
Paranormalni zdominują społeczeństwo, bo taka jest natura epoki Wodnika. To nie jest kwestia wyboru ani opinii, to po prostu kierunek w którym zmierza ludzkość. Można się temu opierać, ale jakim kosztem? Człowiek który idzie pod prąd rzeki nie pokona rzeki, tylko siebie wyczerpie.
Może za 10 lat ci, którzy dziś atakują ezoterykę, sami będą jej bronić... życie potrafi zaskakiwać i zmieniać poglądy w sposób którego nikt się nie spodziewa 🙂
no dobra, powiem wprost bo nie mam ochoty owijać w bawełnę
to wszystko istnieje wyłącznie w głowach ludzi którzy w to wierzą. w realnym swiecie nikt nigdy tego nie udowodnił, nie zmierzył, nie potwierdził.
mamy dziesiątki tysięcy uzdrawiaczy, szamanów, energoterapeutów i co tam jeszcze... i co? kto konkretnie kogoś uzdrował? jak ich będzie dwa razy więcej, to uzdrowionych też będzie dwa razy więcej? czyli ile, zero razy dwa...?
a co do wyborców i tego kto wie na co głosuje, to serio, nie potrzebuję żadnych mądrości z forum żeby wiedzieć że większość ludzi głosuje totalnie bez rozeznania.
hmm nie wiem czy dobrze to rozumiem ale chciałbym się dowiedzieć więcej o tym jak właściwie działają uroki i klątwy... i skąd się biorą te długi karmiczne bo nigdzie nie mogę znaleźć porządnego wytłumaczenia. Może ktoś z bardziej doświadczonych mógłby napisać coś na ten temat? na pewno byłoby to ciekawsze niż niektóre kłótnie które tu widzę 🙂
i jeszcze jedno pytanie bo mnie to naprawdę nurtuje - czy rytuały mogą być niebezpieczne? od czego to zależy, co sprawia ze jedne są ok a inne nie... i jak taki rytuał w ogóle wyglada w praktyce? byłbym wdzięczny za jakieś konkretne info
Ech, coraz wyżej, coraz bardziej uduchowieni...
Myślę, że warto tu zachować spokój i szacunek dla różnych punktów widzenia... każdy z nas ma prawo wierzyć w to co czuje, o ile swoją wiarą nie czyni nikomu krzywdy.
Chcę też powiedzieć, że pytania zadane przez Annę są naprawdę ważne i cenne dla tego wątku. Wkrótce postaramy się do nich wrócić i dokładniej omówić to co ją interesuje 🙂
Sobota, czas złapać oddech... ludzie, którzy naprawdę dają coś od siebie innym, zasługują na ten spokój i odpoczynek, na tę ciszę w środku.
Ale są też tacy, którzy z tym pokojem wewnętrznym mają ogromny problem. Nie potrafią usiedzieć spokojnie, dopóki kogoś nie skrzywdzą, nie oczernia, nie rozsieja plotek wokół siebie. Takie dusze po prostu nie znają ciszy, bo żyją z cudzego bólu i to jest ich prawdziwa klątwa, chyba gorsza niż jakikolwiek urok rzucony z zewnatrz.
Rzucanie uroku to praktyka stara jak świat. Jej celem jest zaszkodzenie komuś w jakiejś dziedzinie życia, zniszczenie go, skrzywdzenie. Najczęściej stoi za tym chęć przywiązania kogoś do siebie albo po prostu zemsta, zwłaszcza w sprawach sercowych. Warto wiedzieć, po jakich sygnałach rozpoznać, że ktoś mógł nam coś takiego zesłać.
Ale tak naprawdę... to wiedza dość powszechna. Problemem jest to, że mało kto rozumie co za tym idzie od strony energetycznej. A to jest sedno sprawy. Wszystko kręci sie wokół energii, informacji, pewnej głębszej wiedzy o tym jak działa rzeczywistość.
Jedna z osób piszących w tym miejscu zadała bardzo trafne pytania i chciałabym się do nich odnieść. Prosiła, żebyśmy napisali o samym mechanizmie rzucania uroków, klątw i powstawania długów karmicznych, bo to jest coś, co naprawdę może kogoś zainteresować, bardziej niż histeria i podświadome lęki wobec ezoteryki. Pytała też o rytuały, ich znaczenie, czy mogą być szkodliwe, od czego to zależy i jak w ogóle taki rytuał wygłada w praktyce.
To są pytania, na które warto odpowiedzieć rzetelnie. I właśnie to spróbujemy tutaj zrobić.
Gdzieś na początku ubiegłego stulecia fizycy odkryli coś, co dla wielu z nas, wędrowców ścieżek duchowych, brzmi jak potwierdzenie tego, co czuliśmy od zawsze... Einstein i jego następcy pokazali że wszechswiat zbudowany jest z czystej energii. Energii, której nie można unicestwić, można ją jedynie przekształcić. Zero strat, zero zaniku, tylko zmiana formy.
Weźmy kawałek drewna. Wrzucamy go w ogień, zostaje popiół i gazy ulatujące w przestrzeń. Żadna cząstka nie zniknęła, po prostu stała się czymś innym, przeniosła się tam, gdzie była potrzebna.
I teraz sedno. Cały ten wszechświat wibruje. Każda cząsteczka, każdy atom drga z określoną częstotliwoscią. To dlatego kreda jest twarda, woda płynna, a szkło przezroczyste, różnią się tylko tempem wibracji swoich cząsteczek. Temperatura zmienia te wibracje i woda staje się lodem albo parą. Kolory też są po prostu różnymi częstotliwościami.
Materialiści to akceptują dopóki chodzi o materię. Ale gdy schodzimy do subtelniejszych energii, do myśli, świadomości, intencji, rozkładają ręce, bo nie mają narzędzi żeby to zbadać. A przecież każdy z nas myśli, tego nie sposób zaprzeczyć. I jakość tych myśli dosłownie kształtuje jakość naszego życia.
Żyjemy zanurzeni w oceanie czystej energii. Jak ryby, które umierają z pragnienia bo nie wierzą że woda wokół nich nadaje się do picia. Wystarczy otworzyć serce i czerpać z tej obfitości, bo ona jest. Ta energia reaguje na nasze myśli i uczucia, odpowiada na intencje, na to czego oczekujemy. Fizycy nazywają to „zunifikowanym polem", my możemy to nazywać jak chcemy 🙂
John Wheeler, fizyk z Princeton, mówił wprost, że rzeczywistość manifestuje się w momencie gdy umysł wchodzi z nią w interakcję. Obserwator tworzy rzeczywistość. Pomiar jednej cząstki wpływa natychmiast na jej bliźniaczą cząstkę oddaloną o mile. My wszyscy i kosmos to jedna powiązana całość.
Nasze wibracje zależą od naszych myśli. Miłość i radość podnoszą częstotliwość, strach i smutek obniżają. Niskie wibracje przyciągają sytuacje o podobnej energii, dlatego ludzie, którzy trwają w nieszczęściu, często chorują i przyciągają kolejne nieszczęścia. To nie kara, to fizyka.
Fizycy kwantowi doszli do wniosku że w rzeczywistości nic nie jest stałe ani absolutne, poza tym, że każdy z nas tworzy swoją własną rzeczywistość przez to jak postrzega. A percepcja jest produktem naszego uwarunkowania, tego wszystkiego czym nas napełniono w dzieciństwie, w szkole, w wychowaniu. To zaprogramowanie przesłania nam prawdziwą Rzeczywistość. Dlatego tak ważne jest odrodzenie świadomości i oczyszczenie jej z tego, co nam wmówiono
Nauka już dawno odkryła, że nie istnieje coś takiego jak czysty eksperyment, bo sam badacz wpływa na jego wynik poprzez obserwację. Dlatego właśnie wprowadzono podwójnie ślepą próbę, żeby jakoś oddzielić myśli eksperymentatora od tego, co bada. Materialiści mogą sobie nawet nie zdawać z tego sprawy, ale fizycy kwantowi doskonale to rozumieją: nie ma czegoś takiego jak neutralny obserwator. Każdy, kto patrzy, już wpływa. Większość sporów naukowych kręci się właśnie wokół tego, czy dany eksperyment był przeprowadzony prawidłowo, czy zastosowano tę ślepą próbę.
Ciekawe jest to, że naukowiec-materialista zapytany, czy tworzy swoją własną rzeczywistość, odpowie, że absolutnie nie, że rządzą nią prawa fizyki, chemii, biologii. A jednocześnie ten sam człowiek w laboratorium stosuje podwójnie ślepą próbę, przyznając niejako, że nie można być bezstronnym obserwatorem. I nie widzi w tym żadnej sprzeczności. Twierdzi, że w prywatnym życiu już żadnego wpływu na rzeczywistość nie ma. No cóż...
Tak czy inaczej, skądkolwiek spojrzymy, nie uciekniemy od wniosku, że rzeczywistość którą żyjemy wynika z naszego systemu wartości i poziomu świadomości. To my ją tworzymy.
Czysta energia jest wszystkim co istnieje i wszystko jest jej częścią, my również. Znaczy to, że samym swoim istnieniem wpływamy na każdy inny element tej całości.
Zaobserwowano tez taki ciekawy fenomen: krzyżówki w gazetach rozwiązuje sie łatwiej po południu niż rano, zaraz po ukazaniu się numeru. Dlaczego? Bo do południa rozwiązało je już wielu ludzi i to odbija się na świadomości zbiorowej.
Jedna niezwykła kobieta z Rosji, która zupełnie przewróciła mi mój wewnętrzny świat i wybudziła mnie z bardzo długiego snu, porównała kiedyś wszechświat do kwantowej zupy. Powiedziała mniej więcej tak: jeśli wrzucisz do garnka chilli, zmieni to smak każdej cząsteczki zupy. Jeśli wlejesz olej, będzie pływał po powierzchni, bo jego wibracje są wyższe niż wody. Czy to sprawiedliwe? Głupie pytanie, ale nie głupsze niż nasze codzienne sądy o rzeczywistości. Jeśli chcesz spotkać księcia albo księżniczkę, nie możesz być żabą. Musisz podnieść swoje wibracje do ich poziomu. Przejść z wibracji lęku do wibracji miłości.
I na tym właśnie polega sekret tego, co pojawia się w naszym życiu. Mamy moc tworzenia rzeczywistości.
Niestety jesteśmy tak głęboko zaprogramowani w lęku, ze tworzymy też rzeczywistość, której wcale nie chcemy.
W Australii aż czterdzieści procent śmiertelnych przypadkow ukąszenia przez węża dotyczy węży... niejadowitych. Ludzie umierali, bo byli przekonani, że wąż był groźny. W Stanach, przed filmem o rekinie, notowano przeciętnie jedną śmierć rocznie od ataku żarłacza białego. W rok po premierze tej produkcji liczba ta wzrosła do siedmiu. Twórcy horrorów nie mają pojęcia, jak ogromny wpływ mają na ludzką świadomość. Pomagają budować piekło na ziemi, ale nie oni są problemem, są tylko narzędziem odpowiadającym na zapotrzebowanie uśpionej ludzkości.
Ci, którzy zepchnęli swój lęk w głąb, lubią go doświadczać w bezpiecznych warunkach, przez kino, telewizję, książki. Taki kontrolowany strach daje złudne poczucie ekscytującego życia. A jeśli jakaś myśl przewija się w umyśle wystarczająco wiele razy, zostaje zaakceptowana jako prawda. Hitler mówił wprost: jeśli kłamstwo powtarza się dość często, zaczyna się w nie wierzyć.
Większość nurtów rozwojowych zgadza się, że mamy wpływ na swoją rzeczywistość, szczególnie poprzez nastawienie. Pozytywne myślenie, pozytywne rezultaty i tak dalej. Zwolennicy tej koncepcji mówią, że jeśli nawet pojawią się trudności gdy jesteś w dobrym stanie, dotknęłyby cię mniej, bo nie postrzegasz ich tak ostro. Ale już twierdzenie, że tworzymy każdy aspekt swojej rzeczywistości, byłoby dla nich za daleką konkluzją.
Są też tacy, którzy ochoczo deklarują, że tak, tworzą swoją rzeczywistość. Ale kiedy popatrzeć na ich prywatne życie, widać, że osądzają i obwiniają tak samo jak wszyscy inni. To zdradza prawdę: tak naprawdę nie wierzą w to, co głoszą.
Rzeczywistość jest dokładnie taka, jaką ją widzimy. Zawsze subiektywna, ale w miarę jak poszerza się nasza świadomość, może stawać się coraz bardziej obiektywna.
Gdy to do nas dotrze naprawdę, przestajemy czuć potrzebę bronienia własnego punktu widzenia. Dyskutowanie z czyjąś rzeczywistością, z cudzym systemem wartości, kompletnie traci sens, bo ta osoba ma rację... i my też mamy rację. Może więc istnieć sześć miliardów różnych rzeczywistości na tej planecie i każda z nich jest prawdziwa na swój sposób. Gdyby ludzie to pojęli, wszelkie konflikty i wojny mogłyby skończyć się w jednej chwili.
Trudno nam jednak porzucić stare przekonania. Nasze koncepcje i wierzenia są dla nas tak cenne, bo się z nimi utożsamiamy. Gdzieś w głębi podświadomości żyjemy z przeświadczeniem, że gdy one znikną, my rownież przestaniemy istnieć.
Ale kiedy naprawde zdasz sobie sprawę, że życie zawsze mówi ci „tak", wchodzisz w posiadanie mocy, o której niewielu zdaje się wiedzieć. Jeśli wierzysz, że życie jest ciężkie, takie będzie. Jeśli wierzysz, że jest pełne miłości, też masz rację. Życie po prostu przytakuje...
Gdy mowa o tworzeniu własnego życia, wiele osób reaguje oporem. Nie podoba im się myśl, że sami stworzyli własne cierpienie. Niektórzy woleliby odejść zdruzgotani chorobą, niż przebaczyć komuś, kto według nich kiedyś zrobił im krzywdę.
A jeśli tak sprawnie potrafimy tworzyć negatywną rzeczywistość, to powinniśmy się cieszyć, bo z taką samą siłą możemy tworzyć doświadczenia piękne i pozytywne. Człowiek naprawdę skupiony na tym, czego pragnie, zawsze to osiągnie.
Spójrzcie choćby na alkoholikow. Nie pracują, nie mają pieniędzy, a jednak zawsze jakoś zdobywają to, czego potrzebują. Skutecznie tworzą swoja rzeczywistość.
To, że jesteśmy twórcami własnej rzeczywistości, jest powszechnym prawem, bez wyjątków i zastrzeżeń. Jesteśmy twórcami zarówno sposobu postrzegania, jak i tego, co postrzegamy. Czasem współtworzymy z innymi i doświadczamy tego, co oni tworzą, w takim stopniu, w jakim nasze rzeczywistości się pokrywają. Jeśli tworzymy miłość i radość, nigdy nie zostaniemy wciągnięci w czyjąś rzeczywistość strachu. Wszystko, czego doświadczamy, tworzymy świadomie lub podświadomie, jako przyczyna lub przez przyzwolenie.
Zrozumienie związku między tym, co cenimy, a tym, co tworzymy w życiu, jest właśnie tą magiczną różdżką, która może wszystko zmienić.
Zależnie od wyznawanych wartości, koncepcja że sami tworzymy swoje życie (w przeciwieństwie do teorii, że życie nam się po prostu przydarza), będzie dla jednych absurdem, dla innych tylko ciekawą filozofią.
Dla osób świadomych życie nie jest jednak czymś, co dzieje się poza nimi. Człowiek świadomy wie, że nie jest obserwatorem, lecz twórcą.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której nie można zapomnieć. Tak, sami tworzymy swoją rzeczywistość, a niektóre zdarzenia zostały przez nas zaplanowane jeszcze przed narodzinami.
Pamiętajmy jednak, że nasze prawdziwe Ja czasem wybiera dla nas doświadczenia pozornie negatywne, po to byśmy mogli się z nich uczyć i wzrastać.
Nie bądźmy więc dla siebie zbyt surowi, gdy w życiu pojawia się coś trudnego. Niech to będzie lekcja, nie wyrok 🙂
Chi... to słowo, które od lat towarzyszy mi w różnych lekturach i przemyśleniach. Chciałam zebrać w jednym miejscu to, co wiem na ten temat, żeby może komuś pomóc poukładać sobie to w głowie.
W ludzkim ciele krąży niewidzialna siła życiowa, którą Chińczycy określają właśnie mianem Chi. W japońskiej tradycji mówi się Ki, Koreańczycy mówią Kichol, Hindusi Prana, starożytni Grecy Logos, a w filozofii buddyjskiej znajdziemy pojęcie Dharmy. To wszystko nazwy tej samej, pierwotnej energii, którą od wieków próbuje się opisać i zrozumieć.
Na tej właśnie energii opiera się zarówno akupunktura jak i akupresura. Stare chińskie księgi mówią o Chi jako o sile niezbędnej do prawidłowego działania każdej komórki, każdej tkanki, całego organizmu. I co ważne, Chi to nie tylko domena człowieka. Mają ją zwierzęta, rośliny, zjawiska przyrody, a nawet materia jako taka.
Chi steruje procesami wzrostu, obrony i rozrodu. Jest napędem wszelkiego życia... właściwie jest samym życiem. To ona spaja nasze ciało, umysł i ducha w jedną całość. Każdy narząd, każda komórka ma swój zasób Chi, a suma tych zasobów stanowi o witalności całego organizmu.
W zdrowym ciele Chi krąży w sposób ciągły, ustalonymi szlakami zwanymi meridianami albo południkami. Jeden pełny obieg, od serca i z powrotem do serca, trwa dokładnie 24 godziny, a w tym czasie najwyższa fala przepływa kolejno przez wszystkie narządy i tkanki.
Poziom tej fali w danym narządzie zależy od tego, jak naładowany był narząd poprzedni. Co więcej, same narządy wzmacniają i uszlachetniają przepływającą przez nie Chi, i posyłają ją dalej, ku mózgowi, gdzie uczestniczy w kształtowaniu naszych myśli, uczuć i snów.
Kiedy jakiś narząd jest chory, poziom Chi spada w nim i fala płynąca dalej jest słabsza, osłabiając kolejne narządy. Nakłucie odpowiedniego kanału wyrównuje poziom energii i przywraca prawidłowe funkcjonowanie.
Chi zaczyna krążyć bardzo wcześnie. Jedne źródła mówią, że już z pierwszym śladem bicia serca płodu, inne, że z pierwszym oddechem. W pierwszym przypadku dziecko od samego początku miałoby własne krążenie energii, w drugim korzystałoby z Chi matki.
Praktyczne znaczenie tego jest ogromne. Kiedy maksimum energii przepływa przez dany narząd, jest on wtedy najbardziej aktywny i zarazem najbardziej podatny na działanie lecznicze. W obserwacjach klinicznych zauważono nawet, że w tym szczytowym czasie można znacznie zmniejszyć dawkę leku, a efekty pozostają takie same. Dlatego klasyczna akupunktura zaleca przeprowadzanie zabiegów właśnie w godzinach największej aktywności danego narządu, nawet jeśli wypada to w środku nocy. I właśnie w tych momentach zdarzają się rzeczy naprawdę zaskakujące...
hmm czytam to i naprawde sie zamyslam... chyba nie zdawałem sobie sprawy jak duży jest ten temat z energią. materialisci mysla ze wiedzą wszystko a tu sie okazuje ze świat jest o wiele bogatszy i bardziej złożony niż im się wydaje. tyle różnych przejawów energii o których oni nawet nie mają pojecia 🙂
mam trochę czasu to moze sie pouczę co nieco na ten temat 🙂
żeby naprawdę pojąć, czym są klątwy i uroki, trzeba wyjść poza takie płytkie, materialistyczne patrzenie na świat. Trzeba spojrzeć na całość, na energię, na to co za nią stoi.
I tu właśnie ciekawa rzecz... wspólczesna fizyka kwantowa, badania z Princeton, zaczynają potwierdzać to, o czym od wieków mówi Tao, okultyzm, joga, sufizm, Kabała, Huna czy wiedza starożytnych kapłanów egipskich. Te wszystkie tradycje wskazywały na to samo, tylko innymi słowami.
Tesla, genialny wynalazca, pisał że prąd elektryczny jako forma energii posiada własną świadomość. A skoro każda komórka naszego ciała jest zasilana właśnie tym prądem elektrycznym, to ma ona swoją niezależną, indywidualną swiadomość. To ogromna myśl, choć mało kto się przy niej zatrzymuje.
Z tego też wynika, że życie po śmierci jest jak najbardziej możliwe. Nie ma żadnej „śmierci" w sensie absolutnym, jest jedynie przejście z jednej formy świadomości w inną, w innym wymiarze. Energia nie znika, zmienia postać i przenosi ze sobą świadomość.
No i wreszcie to co dla nas tutaj chyba najważniejsze: właśnie dlatego możliwe jest przesyłanie energii na odległość. Nasze myśli to energia, a energia nie zna granic przestrzeni ani czasu. Myśl dosłownie wędruje, przekracza czas i przestrzeń jakby ich nie było.
szczerze mowiac to nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni raz słyszę te same bajki o zdejmowaniu uroków i klątwach... dowodów żadnych, jak zwykle. Ktoś rzuca hasłami, wszyscy kiwają głowami i jakoś nikt nie pyta o konkrety 🙂
Energia psychiczna, to co Jung nazywał libido, jest oczywiście zakorzeniona w procesach biologicznych, fizjologicznych, ale jej źródła są znacznie głębsze. Zasilają ją również uczucia, intelekt, wyobraźnia... wszystko to, co zostaje poruszone przez symbole archetypowe obecne w snach, rytuałach, dziełach sztuki czy stanach medytacyjnych. Te symbole mają taką moc dlatego, że sięgają poziomu nieświadomości zbiorowej, nie działają na powierzchni, ale dotykają czegoś pradawnego w nas.
Jung uważał, że archetypy są wrodzone i dlatego mają dla całej psychiki znaczenie żywotne i regulacyjne. Przejawiają się zarówno w formie jak i treści procesów psychicznych, w sposobie myślenia, w stanach emocjonalnych, w fantazjowaniu, w snach. Zaznaczają się zarówno na poziomie świadomości jak i nieświadomości.
Uzupełnieniem tej koncepcji jest Jungowska teoria typów psychicznych, ekstrawersji i introwersji. Ekstrawersja to naturalna tendencja do kierowania energii psychicznej ku zewnętrzu, ku obiektom i otoczeniu. Introwersja natomiast oznacza naturalne zwrócenie tej energii do wewnątrz, ku własnemu „ja" jako obiektowi wewnętrznemu. To nie jest wartościowanie, to po prostu opis kierunku przepływu tej samej energii, ktora w każdym z nas płynie trochę inaczej.
Jesteśmy czystym potencjałem. I nie mówię tu o tym, że każdy z nas ma „potencjał" by schudnąć, zmienić pracę albo napisać coś wartościowego... choć to też prawda i warto w to wierzyć. Chodzi o coś głębszego. Na fundamentalnym poziomie jesteśmy czystą energią, która nie może zostać zniszczona, zraniona ani unicestwiona. To zmienia wszystko, jeśli tylko naprawde się nad tym zatrzymasz.
Wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni energetycznie. Ta sama energia, z której jesteś zbudowany, łączy cię z partnerem, sąsiadem, kobietą żyjącą po drugiej stronie ziemi, z gwiazdami, nawet z wiatrem. Na poziomie kwantowym granice między tobą a światem po prostu nie istnieją. Nie jesteś oddzielną wyspą, samotną i zamkniętą w sobie. Jesteś falą na ogromnym oceanie inteligencji i mocy.
Wiem, że ktoś może pomyśleć: „dobrze, pięknie, ale jeśli jestem taką energią, czemu wieczorem padam ze zmęczenia?„ 🙂 I tu właśnie jest ten subtelny, ważny niuans. Kiedy mówię „energia” i kiedy mówią to fizycy kwantowi, nie chodzi o energię w potocznym sensie, o tę z reklam białka czy batonów dla sportowców. Chodzi o samo źródło życia. Ocean czystej egzystencji, który zawsze w nas i wokół nas istnieje, niezależnie od tego, czy go czujemy czy nie.
Zastanów się przez chwilę, co to naprawdę oznacza... dla ciebie, dla twojego ciała i dla twojego umysłu. Ciało, każdy jego najmniejszy fragment, to masa -- a masa to twoja energia w formie fizycznej. Twoje myśli też są energią, tylko że nie mają formy, nie mają masy, istnieją jako czysta energia. A uczucia? Uczucia to coś pomiędzy jednym a drugim. Nie widzimy emocji bezpośrednio, ale ich przejawy są bardzo namacalne -- uśmiech, łzy, zmarszczone brwi, śmiech. To wszystko jest twoją energią.
I ta energia nie jest zamknięta w tobie jak w więzieniu. Nieustannie wypływa w przestrzeń wszechświata i oddziaływuje na świat wokół -- na ludzi, na okoliczności, na wszystko co nas otacza. Dzieje się tak właśnie za sprawą tej głębokiej, wzajemnej łączności między nami.
(„Kwantowa miłość")
Chciałam podzielić się czymś, co od dawna wydaje mi się kluczowe w rozumieniu tego, jak funkcjonujemy energetycznie...
Nazywam je więziami energetycznymi, albo więziami powinowactwa. Chodzi o te subtelne nici, sznury, wiązki energii, które łączą nas z innymi ludźmi, miejscami, przedmiotami, z całym Wszechświatem. Słowo „powinowactwo" jest tu bardzo ważne, bo energia kogoś lub czegoś nie może do nas po prostu przylgnąć bez powodu. Musi istnieć pewne dopasowanie częstotliwości, jakieś naturalne przyciąganie, podobieństwo, zgoda. W chemii powinowactwo to siła łącząca atomy, i właśnie tak to rozumiem, tyle że w wymiarze energetycznym. Takie powinowactwa mogą nas wzmacniać, albo, przeciwnie, osłabiać i wyczerpywać.
Same więzi bywają rozmaite. Jedne są jak delikatne mikrowłókno, ledwo wyczuwalne, inne grube jak prawdziwe liny. Mogą być elastyczne, lśniące, przeźroczyste i żywe albo gęste, lepkie, mętne i jakby zastygłe. Szamani i osoby obdarzone silną intuicją potrafią je nierzadko zobaczyć lub wyczuć, wydobywające się ze splotu słonecznego, z czakry serca, trzeciego oka, czubka głowy albo z podstawy kręgosłupa.
Kiedy dwoje ludzi się kocha, więź między nimi bywa wielka, promienista, złota lub różowa, krystalicznie czysta, biegnąca od serca do serca. Kiedy zaś pojawia się uraza, złość, poczucie krzywdy, ta sama więź robi się matowa, szarozielona, łykowata i gęsta.
I to jest właśnie clou: więzi te przenoszą energię, informację, emocje. W obie strony, albo jednostronnie. Znacie to uczucie, gdy po rozmowie z jakąś osobą jesteście totalnie wyczerpani, a tamten człowiek promieniuje energią i witalnością? To właśnie jeden z przejawów takiego jednostronnego przepływu. Wasza energia popłynęła do niego, a żadna nie wróciła.
Co ciekawe, takie połączenia mogą działać niezaleznie od odległości. Osoba, z którą jesteśmy silnie związani, może znajdować się po drugiej stronie globu, a i tak nagle poczujemy jej ból, smutek, radość... albo w tej samej chwili pomyślimy o tym samym. Dlatego tak ważne jest, żeby umieć rozróżniać, które emocje są naprawdę nasze, a które „pożyczone" od kogoś, z kim jesteśmy połączeni.
Powyższe to moje przemyślenia zainspirowane lekturą Denise Linn i jej pracy poświęconej odcinaniu więzów energetycznych.
no dobra, może wróćmy do tego tematu bo naprawdę jest ważny... uroki, klątwy, długi karmiczne - chciałbym się dowiedziec więcej o tym jak to działa i jak się bronić
wiem ze rzucaniem uroków zajmuje sie sporo ludzi w Polsce, zarówno kobiety jak i meżczyźni, i wiele osób szuka pomocy właśnie w tym kierunku. więc chyba warto to lepiej zrozumieć
szczerze podziwiam cierpliwość adminów i moderatorów tutaj, bo naprawdę nieźle sobie radzicie z tymi co tylko przeszkadzają i wypisują głupoty zamiast wnosić cokolwiek sensownego do dyskusji. sam bym juz dawno stracił cierpliwość 🙂
więc prosiłbym żeby nie porzucać tego wątku i kontynuować, bo mnie to naprawdę interesuje i chciałbym poznac mechanizmy które za tym stoją. z gory dzięki
przez ciernie do gwiazd... trafne słowa, sama tak właśnie to czuję.
Niedługo otrzymasz odpowiedź na swoją prośbę. Musimy skupić się na tym co naprawdę istotne, ludzi i sprawy które nie służą naszemu rozwojowi po prostu zostawić za sobą i iść dalej.
po co w ogóle ten rysunek?
Całkiem fajna ta technika z urokami 🙂 a jestem ciekawa co wy myślicie o kąpielach w soli, bo słyszałam że też pomaga na takie rzeczy... ktoś próbował?
Najpierw warto zacząć od porządnego oczyszczenia energetycznego, to zawsze dobra baza przed jakimikolwiek dalszymi działaniami.
