Jesteśmy w trasie. Zapytał, czy w przyszły weekend nie wyskoczymy do kina. Sam z siebie! Planuje już kolejny tydzień.
Napisał! "Dzięki za wczoraj, miło było. Odpoczywaj". Krótko, ale jest! Kamień z serca.
Odwiózł dzieci. Wszedł dosłownie na minutę do przedpokoju zanieść plecaki. Powiedział "cześć", "dzięki" i "do jutra" (w sensie do dzieci). Nawet kurtki nie rozpiął. Jest jak ściana lodu.
Nowy tydzień a ja budzę się z tym samym ściśniętym żołądkiem. Kolejny dzień czekania na jakikolwiek znak. W pracy chyba nic nie zrobię, gapię się tylko w telefon.
Powrót do rzeczywistości boli, siedzę w biurze ale myślami jestem jeszcze na plaży. Rano dostałem SMS-a: "Miłego dnia w pracy". Taka normalność jest cudowna.
Dziś dziesiąta, ostatnia sesja. Po wczorajszym mam doła, ale staram się nie poddawać. Mąż napisał rano SMS, serce mi stanęło... a to tylko informacja, że przeleje pieniądze na obiady dla dzieci. Takie to wszystko techniczne i zimne.
Wrócił w nocy, spałam. Rano standard, cisza. Ale zauważyłam że nie zabrał telefonu do łazienki jak szedł pod prysznic. Zawsze zabierał. Może paranoja mi mija, albo on przestaje tak pilnować tego telefonu.
U nas sielanka trwa. Właśnie dostałam wiadomość, że robi zakupy i pyta, czy mam ochotę na spaghetti. Kiedyś bym pomyślała "nuda", teraz to dla mnie szczyt marzeń.
Dziś u mnie cisza ale jestem spokojniejsza po weekendzie. Wiem, że on ma dziś ciężki dzień w pracy, więc nie panikuję (przynajmniej się staram).
Nie wytrzymałam. Wrzuciłam zdjęcie na story, takie obojętne, z kawą. Zobaczył po 5 minutach. Ale nie napisał. To czekanie to tortura.
Dzisiaj ostatnia, dziesiąta sesja. Boję się tego, co będzie teraz. Tego czasu "pustki". Czy u was po zakończeniu od razu coś ruszyło, czy była cisza?
Przeglądam stare zdjęcia, kiedy byliśmy szczęśliwi. Wiem że nie powinnam, bo tylko ryczę. Pan Eryk mówił żeby nie żyć przeszłością, ale ciężko, gdy teraźniejszość jest tak bolesna.
Siedzi w salonie. Zapytałam, czy chce herbatę. Powiedział "nie, dzięki", ale nie było w tym takiej agresji jak wcześniej. Raczej... zmęczenie? Obojętność? Sama nie wiem. Idę spać, jutro kolejny dzień walki.
Cześć wszystkim. Dołączam do Was bo chyba wyczerpałam już inne opcje. Od dzisiaj zaczynam rytuał egipski u pana Eryka. Moja historia: facet odszedł dwa miesiące temu, stwierdził że się wypalił i potrzebuje wolności. Zostawił mnie z dnia na dzień. Próbowałam już ratować to u innej osoby, miałam rytuał wiccański, trwał tylko 7 dni i kompletnie nic nie dał, wręcz jest gorzej. Mam nadzieję że tutaj będzie inaczej choć boję się kolejnego rozczarowania.
@Monika_M Mam to samo. Mąż rano napisał tylko o której odbierze dzieci ze szkoły. Zero emocji, czysta logistyka. Ciężko utrzymać wiarę gdy widzi się taki chłód.
U mnie w domu stabilnie czyli cisza. Mąż wychodzi, wraca, rzuca "cześć" i zamyka się w pokoju. Ale zauważyłam jedną rzecz że przestał chować telefon pod poduszkę jak idzie spać. Leży na szafce. Może to przypadek a może po prostu przestał się tak pilnować.
Widziałam że polubił post naszego wspólnego znajomego. Mnie nadal ignoruje ale przynajmniej żyje w social mediach. Staram się nie analizować każdego jego kliknięcia, ale jest ciężko.
Dzięki wszystkim za przyjęcie. Boję się, bo po tamtym nieudanym rytuale on mnie zablokował na tydzień. Teraz mamy kontakt ale taki o rzeczy z mieszkania. Pan Eryk mówi że sytuacja jest do uratowania. Wieczorem pierwsza sesja.
Wracam z pracy, a w telefonie wiadomość czy ma kupić wino na wieczór. Czyli chce się spotkać! Kiedyś bym to zignorował teraz cieszę się jak dziecko. Życzę Wam wszystkim tego etapu.
A u mnie niespodzianka. Napisał sam z siebie, podesłał link do piosenki której kiedyś słuchaliśmy. Bez komentarza, sam link. Serce mi wali.
Pierwsza sesja egipska za mną. Zupełnie inne odczucia niż przy tym wiccańskim co robiłam wcześniej. Tam nic nie czułam a tu w nocy budziłam się chyba z pięć razy, cała spocona. Śniło mi się że on stoi w deszczu pod moim oknem.
Dziś mąż wpadł rano po dokumenty których zapomniał. Zapytałam czy chce kawę na wynos. Powiedział że nie, spieszy się. Nawet się nie zatrzymał. Boli ta obojętność ale przynajmniej nie był niemiły. Po prostu chłodny.
Drugi dzień czekania. Staram się zająć pracą, ale myśli uciekają. Złapałam się na tym, że sprawdzam czy nie napisał, mimo że nie miałam powiadomienia. Muszę schować telefon do torebki.
Dziewczyny, a czy wy miałyście przy egipskim takie uderzenia gorąca? Siedzę w pracy i nagle robi mi się duszno, a za chwilę zimno. Nie wiem czy mnie coś bierze, czy to sesje.
Odpisałam mu na tę piosenkę rano. Odczytał ale na razie nic nie odpisał. Trochę żałuję że napisałam krótko, ale nie chcę wyjść na desperatkę.
U mnie nadal cisza w eterze. Czasami mam ochotę do niego napisać i wygarnąć, że tęsknię, ale wiem, że to zepsuje wszystko. Czytam stare rozmowy i to tylko pogarsza sprawę.
Czy ktoś robił wiccański u Pana Eryka? Mocniejszy niż egipski?
