Nie o to chodzi. Chodzi o to, że trzeba podejść do tego z szacunkiem i świadomością. Runy to nie są kartki z fortunką. Jeśli ktoś chce się bawić w magię bez konsekwencji, to niech zostanie przy horoskopach w kolorowym piśmie. Ale jeśli naprawdę chce się połączyć z tą mocą, to musi być gotowy na to, że ona go zmieni.
A co z tą kwestią materiału? Mówicie, że nieważne, czy drewno, kamień czy inne. Ale ja pracowałem z ceramiką i wydaje mi się, że nie ma takiej samej "żywotności" jak naturalny materiał.
Ceramika to glina, a glina to ziemia - jak najbardziej naturalny materiał. Problem może być, gdy ktoś zrobi runy z plastiku czy żywicy. Tam faktycznie brakuje tej organicznej energii. Chociaż znam osobę, która ma runy z metalu - każdą wykuła osobno - i mówi, że to najlepszy zestaw, jaki miała.
Metal ma sens, zwłaszcza jeśli mówimy o żelazie czy brązie. W końcu inskrypcje runiczne często znajdowano właśnie na metalowych przedmiotach. Ale trzeba umieć pracować z metalem, to nie jest proste jak cięcie drewna.
Wracając do tekstu - mnie zaskoczyło, że tak mocno kładzie nacisk na dziennik run. Ja próbowałam prowadzić, ale po dwóch tygodniach mi się znudziło. Czy to naprawdę tak ważne?
Tak. Dziennik to nie jest opcja, to jest podstawa. Jak nie zapisujesz, to za miesiąc nie będziesz pamiętać połowy swoich spostrzeżeń. A wzorce widać dopiero po czasie. Ja mam dzienniki run od piętnastu lat i czasem wracam do starych wpisów - widzę rzeczy, których wtedy kompletnie nie rozumiałem.
A jak długo w ogóle trwa, żeby naprawdę opanować wszystkie dwadzieścia cztery runy? Bo ten tekst mówi o dwunastu tygodniach, ale wydaje mi się to... optymistyczne?
Dwanaście tygodni to jest podstawa podstaw. Żeby naprawdę znać runy - ich wszystkie aspekty, powiązania, głębokie znaczenia - to lata. Ja pracuję z runami od dwudziestu lat i nadal odkrywam nowe warstwy. Na przykład dopiero niedawno zrozumiałam prawdziwy związek między Jera a Eihwaz - to jest koncepcja śmierci i odrodzenia zapisana w dwóch sąsiadujących runach.
Dokładnie! I to jest w drugim aetcie - tam, gdzie mówimy o transformacji przez trudność. Pierwsze osiem run to stabilność, drugie osiem to chaos, który ją niszczy, trzecie osiem to mądrość z tego chaosu. Ten system jest genialnie zaprojektowany.
Jeśli jest zaprojektowany. Bo nadal nie mamy stuprocentowej pewności, czy ten układ był świadomy, czy to my nakładamy na niego znaczenia post factum.
Mnie interesuje, dlaczego w tekście nie ma nic o galdrze. To jest przecież kluczowy element pracy z runami - wyśpiewywanie ich nazw, wibrowanie głosem. To zmienia całą praktykę.
Pewnie dlatego, że to jest tekst dla absolutnych początkujących. Galdr wymaga już pewnej wprawy i zrozumienia. Jak ktoś nie zna jeszcze znaczeń, to po co ma śpiewać coś, czego nie rozumie?
Ale z drugiej strony - sam dźwięk ma moc. Niekoniecznie trzeba rozumieć intelektualnie, żeby poczuć wibrację. Czasami właśnie śpiewanie run jest najlepszym sposobem ich poznania. Ciało rozumie wcześniej niż umysł.
A są jakieś konkrente nagrania, na których można posłuchać, jak to się śpiewa? Bo sam próbowałem i czuję się jak idiota, gdy wyję w pustym pokoju.
Są, ale uważaj - połowa nagrań w sieci to totalne bzdury, gdzie ludzie wymyślają melodie na poczekaniu. Najlepiej szukać tradycyjnych skandynawskich wzorców - kulning, joik. To są techniki wokalne bliskie starożytnemu galdringowi.
Dobra, ale czy naprawdę trzeba śpiewać? Czy nie wystarczy po prostu codziennie medytować, jak jest w tekście?
Zależy, co chcesz osiągnąć. Medytacja to kontemplacja, obserwacja. Galdr to działanie, wywoływanie zmiany. To dwa różne rodzaje praktyki. Oba są ważne, ale służą innym celom.
Ja myślę, że dla kogoś, kto zaczyna, medytacja jest bezpieczniejsza. Galdr to już magia operatywna - można coś namieszać, jeśli nie wie się, co się robi.
Zgadzam się. Widziałam już ludzi, którzy zaśpiewali niewłaściwą runę we niewłaściwym momencie i potem mieli problemy. Jedna osoba chciała przyciągnąć bogactwo, więc śpiewała Fehu przez tydzień po kilka godzin dziennie. Skończyło się na tym, że straciła pracę - bo dostała lepszą ofertę, ale przejście było chaotyczne i bolesne. Runy spełniają, ale po swojemu.
To trochę przypomina te ostrzeżenia o uważnym formułowaniu intencji. Jak prosisz o zmianę, to ją dostajesz, ale nie zawsze w formie, której oczekujesz.
Dokładnie. Dlatego ja zawsze mówię - pracuj z runami, ale nie próbuj nimi manipulować. To jest współpraca, nie niewolnictwo. Jak zaczynasz traktować runy jak listonosza, który ma ci dostarczyć paczkę, to się kończą schody.
A co z tą całą kwestią Wyrd? Bo czytałem, że runy są związane z przeznaczeniem, ale jednocześnie mamy wolną wolę. Jak to się ma do siebie?
Wyrd to nie jest "przeznaczenie" w sensie, że wszystko jest zapisane i niezmienne. To bardziej sieć przyczyn i skutków. Twoje poprzednie działania tworzą obecną sytuację, obecne działania kształtują przyszłość. Runy pokazują możliwe ścieżki, ale ty decydujesz, którą obierzesz.
Norny tkają wyrd, ale nić może pójść w różne strony. Runy to sposób na zobaczenie, jak wygląda tkanina w tym momencie. Czasem widzisz, że plączesz się w węzeł - wtedy możesz świadomie zmienić kierunek.
Brzmi głęboko, ale jak to przełożyć na praktykę? Jak to działa przy codziennym losowaniu runy?
Prosto - losowa runa na dany dzień pokazuje ci jakość energii, która jest aktualnie dominująca w twojej sieci wyrd. Jeśli wyciągniesz Raidho, to znak, że dzisiaj jest dzień ruchu, podróży - fizycznej lub mentalnej. Możesz to zignorować i siedzieć w domu, ale pewnie i tak zdarzy się coś, co cię wymusi do działania. Albo możesz świadomie z tym współpracować i wykorzystać tę energię.
To jest właśnie piękno run - one nie mówią "zrób to", tylko "spójrz, ta energia jest teraz dostępna". Jak ją wykorzystasz, zależy od ciebie.
