Ostatnio przeorganizowałam swoją przestrzeń do pracy magicznej i zaczęłam się zastanawiać, jak inni podchodzą do kwestii ołtarza. Mój stoi w sypialni, na starej komodzie po babci - sam mebel ma już dla mnie wartość sentymentalną, więc dobrze się sprawdza jako baza. Mam tam reprezentację czterech żywiołów ustawionych zgodnie ze stronami świata, świece, kadzidełka i kilka kryształów, które zbieram od lat. A jak to wygląda u Was? Macie stałe miejsce czy może mobilne zestawy?
U mnie ołtarz to tak naprawdę cały parapet w salonie. Wiem, że niektórzy powiedzą, że to zbyt eksponowane miejsce, ale mieszkam sama i lubię mieć te rzeczy na widoku. Zmieniam dekoracje wraz z Kołem Roku - teraz mam suche liście, żołędzie i burgundową świecę. Latem stoją tam świeże zioła w doniczkach. Uważam, że ołtarz powinien żyć razem z nami, nie być statyczną instalacją.
Mój ołtarz jest dość minimalistyczny - mały stolik, biały obrus, pentakl, czarka z wodą, świeca i kadzidło. Nie lubię przeładowanych przestrzeni. Zauważyłem, że im więcej przedmiotów, tym trudniej mi się skupić podczas pracy. Ale rozumiem, że dla innych właśnie ta obfitość ma znaczenie.
Prowadzę dwa ołtarze - główny w domu i mały podróżny w puszce po cukierkach. Ten drugi to ratunek, gdy jestem poza domem dłużej niż parę dni. Mieści się tam: miniaturowa świeczka, sól w fiolce, piórko, mały kryształ górski i złożony obrus. Wszystko, czego potrzebuję do podstawowej pracy.
Mój ołtarz ma wydzieloną część do pracy z przodkami - oddzielną półkę ze zdjęciami i przedmiotami, które do nich należały. Szklanka wody, którą zmieniam co tydzień, i zawsze jakaś mała przekąska - kawałek chleba albo ciastko. Praca z przodkami wymaga regularności i poświęcenia, nie można o nich zapominać tylko dlatego, że akurat nie jest Samhain.
Nie mam klasycznego ołtarza w tradycyjnym sensie. Moja cała pracownia jest przestrzenią sakralną - bębny na ścianach, kości i rogi na półkach, zioła wiszące pod sufitem. Kiedy pracuję, cały pokój staje się ołtarzem. Może to nieortodoksyjne, ale dla mnie działa lepiej niż koncentrowanie wszystkiego w jednym miejscu.
Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy ołtarz powinien być zwrócony w konkretnym kierunku? Czytałem różne rzeczy, jedni mówią o północy, inni o wschodzie...
Mój ołtarz zmienia się praktycznie co tydzień. Nie trzymam tam przedmiotów na stałe poza pentaklem i misą na sól. Reszta zależy od aktualnej pracy - inne rzeczy przy rytuałach ochronnych, inne przy dobrobycie, jeszcze inne przy pracy z cieniem. Lubię tę płynność.
A co z czyszczeniem ołtarza energetycznie? Jak często to robicie? Ja przepalam szałwię raz w tygodniu, ale nie wiem, czy to wystarczy.
Do czyszczenia polecam też selenite - mam płytkę, na której trzymam kryształy i mniejsze przedmioty z ołtarza. Selenite ciągle je oczyszcza, więc nie muszę tak często interweniować.
Jako osoba pracująca głównie z runami, mój ołtarz ma specyficzny charakter. Centralnym elementem jest drewniana misa z zestawem run, obok stoi róg do pitcia, świeca i kamienie z miejsc o znaczeniu dla nordyckiej tradycji - jeden z Islandii, jeden ze Szwecji. Nie trzymam tam rzeczy z innych systemów, bo lubię czystość energetyczną.
Mieszkam z rodziną, która nie do końca akceptuje moje praktyki, więc mój "ołtarz" to tak naprawdę szuflada w komodzie. Wyciągam rzeczy tylko gdy jestem sama. Nie jest to idealne, ale lepsze to niż ciągłe konflikty. Ktoś ma podobne doświadczenia?
Ciekawy temat. Mój ołtarz ewoluował przez 20 lat praktyki. Na początku był przeładowany wszystkim, co wydawało mi się magiczne. Teraz to właściwie trzy przedmioty - czara, athame i świeca. Reszta przychodzi i odchodzi zależnie od potrzeby.
Mam pytanie praktyczne - co robicie z przedmiotami, których już nie chcecie na ołtarzu, ale były magicznie aktywowane? Zakopujecie? Spalajecie? Oddajecie?
Prowadzę osobny ołtarz tylko do pracy z Hekate - stoi przy drzwiach wejściowych, zgodnie z jej rolą strażniczki progów. Mam tam klucze, czosnki, świecę i miseczkę na ofiary. Ten ołtarz nigdy się nie zmienia, jest jakby poza Kołem Roku.
A co z fotografiami żywych osób na ołtarzu? Chodzi mi o sytuacje, gdy pracuję nad relacją z kimś. Słyszałam różne opinie - jedni mówią, że można, inni że to nieetyczne.
Temat zdjęć to zawsze kontrowersja. Osobiście nigdy nie trzymam fotografii żywych na ołtarzu, nawet swoich własnych. Jedyny wyjątek to zdjęcia przodków - ale oni już nie należą do świata żywych.
Mój ołtarz jest w piwnicy - mam tam wydzielony kąt, który urządziłem specjalnie do praktyki. Ciemno, cicho, nikt nie przeszkadza. Wiem, że niektórzy uważają, że przestrzeń sakralna powinna być jasna i przewiewna, ale dla mnie ta podziemna energia działa lepiej przy pracy z cieniem i duchami.
Przez lata zbierałem przedmioty do ołtarza z różnych miejsc świata - kamienie z Egiptu, piasek z Sahary, wodę z Gangesu w zapieczętowanej fiolce. Każdy element niesie energię miejsca. Mój ołtarz to właściwie mapa mojej duchowej podróży.
A czy ktoś pracuje z ołtarzem zewnętrznym, w ogrodzie? Mam mały kącik między krzewami, gdzie ustawiłam płaski kamień i kilka mniejszych wokół. Praktykuję tam głównie przy pełni, gdy pogoda pozwala.
Zewnętrzne ołtarze to tradycja sięgająca tysięcy lat. Nasze przodki nie praktykowały w zamkniętych pomieszczeniach, tylko pod gołym niebem. Jest w tym coś pierwotnego i autentycznego.
Mam ołtarz w szafie z przeszklonymi drzwiami - połączenie prywatności i estetyki. Kiedy drzwi są zamknięte, wygląda jak zwykła gablota z dekoracjami. Kiedy otwieram, mam pełen dostęp do przestrzeni pracy.
A co z wysokością ołtarza? Niektórzy wolą pracować stojąc przy wysokim stole, inni na poziomie podłogi. Ja mam swój na niskim stoliku i pracuję siedząc lub klęcząc - bardziej sprzyja medytacji.
Zastanawiałam się ostatnio nad dodaniem do ołtarza przedmiotów związanych z moim rzemiosłem - jestem ceramiczką. Czy wplatanie swojej profesji w przestrzeń magiczną ma sens?
Przeczytałem gdzieś, że athame nie powinno leżeć na ołtarzu cały czas, tylko podczas rytuałów. Co o tym sądzicie?
Ciekawa dyskusja. Muszę przyznać, że mój ołtarz przeszedł przez wiele transformacji. Kiedyś byłem purystą - wszystko musiało być idealnie ustawione, konsekrowane, zgodne z tradycją. Teraz jest bardziej organicznie. Przedmioty przychodzą i odchodzą, układ zmienia się naturalnie.
Mam praktyczne pytanie - jak radzicie sobie z kurzem? Mój ołtarz ciągle się kurzy i nie wiem, czy zwykłe ścieranie jest odpowiednie, czy potrzebny jakiś rytuał.
