Właśnie o takich prostych testach jest zbyt mało informacji. Ludzie kupują detektory EMF za setki złotych, a pomijają elementarne metody, które dają realne dane. Szklanka wody, termometr, notatnik – to wystarczy na początek.
Podpinam się z pytaniem – czy detektory EMF mają w takich sytuacjach jakiś sens? Widzę je w każdym filmie o duchach i na każdej stronie o ghost huntingu.
Może to i dobrze, że nic nie widać. Nie wszystko musi się manifestować wizualnie. Ważniejsze jest to, co czujesz i co mierzysz.
To układa się w całość. Długa choroba, samotność, śmierć w mieszkaniu, ciało znalezione po kilku dniach. To bardzo trudne odejście. Taka osoba mogła nie w pełni zrozumieć, co się stało. Nie mówię, że jej duch siedzi u Luriska – ale że energetyczny ślad takiego odejścia jest silny i może promieniować na sąsiednie mieszkania.
Z drugiej strony – nie wyciągajmy pochopnych wniosków, zanim nie zobaczymy danych z datalogerów. Teraz stawiamy hipotezy na podstawie subiektywnych obserwacji i jednorazowych pomiarów. Jak będą dane z tygodnia, usiądźmy do nich jeszcze raz.
