Miałam raz wrażenie, że cień opiera rękę o framugę. Coś jak „postawa”. I to mnie rozwaliło, bo wyglądało naturalnie.
Często w paraliżu mózg bierze zwyczajny cień/kształt z pokoju i robi z niego gest, postawę, ruch. To jak patrzenie na chmury: widzisz psa, bo mózg umie widzieć psa.
Mnie bardziej niepokoi, gdy po takich nocach człowiek chodzi rozbity cały dzień. Jakby to nie był tylko sen. Wtedy warto zadbać o regenerację, bo inaczej koło się kręci.
Dodam jeszcze jedną rzecz: u ludzi z bezdechem sennym paraliż i „cienie” są częstsze. Duszenie się w nocy robi z głową cuda.
Zresztą sporo osób opisuje też szum, wibracje, pisk w uszach. To typowe przejście w paraliż, nie koniecznie „ktoś” w pokoju.
A jednak nie chcę nikomu odbierać jego interpretacji. Jeśli ktoś przeżył to jako spotkanie z czymś obcym, to dla niego to była prawda doświadczenia. Kwestia, co z tym zrobi dalej.
Ja po swoim epizodzie zaczęłam spać przy małej lampce. Trochę dziecinne, ale działa. I nic więcej już się nie pojawiło.
U mnie pomogło odcięcie ciężkich tematów przed snem. Jak oglądałem horrory albo czytałem o duchach, epizody wracały. Jak odciąłem, spokój.
To jest dobry test. Jeśli treści przed snem zwiększają „cienie”, to wskazuje na stronę psychologiczną albo paraliżową.
A jeśli nie zwiększają? Bo znam ludzi, którzy mieli to w spokojnych okresach, bez żadnych filmów, bez stresu.
Mimo wszystko zostaje ten procent, którego nie umiem przyklepać. Widzisz coś, czujesz coś, a medyczne klocki nie pasują. I wtedy człowiek zostaje z pytaniem w środku.
W sumie ciekawe, że nawet sceptycy mówią „to było realne uczucie”. Nieważne, czy to mózg czy coś więcej, intensywność jest ogromna.
I to jest chyba wspólny mianownik: intensywność i to, że człowiek jest w tym absolutnie sam. Dlatego takie wątki są potrzebne, żeby ludzie mogli pogadać i nie czuć się dziwnie.
Ja bym dodał jeszcze, że po takim epizodzie warto się nie nakręcać. Nie czytać po nocach o demonach, nie szukać „znaków”. To tylko pogarsza.
Kto chce, może też zrobić proste oczyszczenie przestrzeni, choćby symboliczne. Nie jako „bo coś siedzi”, tylko jako domknięcie tematu i uspokojenie.
Czyli chyba dochodzimy do tego, że wersji może być kilka: paraliż, złudzenia w półmroku, wpływ zdrowia i stresu, a czasem pozostaje znak zapytania.
I to mi pasuje. Nie ucinamy tematu jednym słowem, ale nie robimy z tego pewnej mapy świata. Każdy przypadek trochę inny.
Dobrze to podsumowaliście. Najważniejsze, żeby człowiek po takim doświadczeniu nie został sam i nie wkręcił się w strach. Resztę każdy już poukłada po swojemu.
