no właśnie, nie jestem pewna czy to właściwe miejsce na takie historie, ale spróbuję i liczę na poważne podejście do tematu 🙂
Jakiś czas temu byłam na pogrzebie pewnej kobiety. Pogoda tamtego dnia była absolutnie normalna, częściowe zachmurzenie, słońce co jakiś czas wychodziło zza chmur, nic szczególnego. Przyjechał karawan, trumna została wniesiona do kaplicy przy cmentarzu, wszyscy po kolei podchodzili żeby się pożegnać ze zmarłą, tak jak to bywa na takich uroczystościach.
Potem wszedł ksiądz, organista zaczął grać i właśnie w tej samej chwili, gdy rozległy się pierwsze dźwięki i ksiądz zaczął mszę, nagle uderzyło potężne grzmot. A potem zaczęły bić pioruny jeden za drugim, grzmoty goniły grzmoty, dosłownie ściany kaplicy się trzęsły. W ciągu dosłownie kilku minut z tej zwyczajnej, spokojnej pogody zrobiła się totalna nawałnica z ulewą.
Co o tym myślicie? Zwykły zbieg okoliczności, czy jednak jakiś znak od tej kobiety?
nigdy bym nie pomyślał że natknę się kiedyś na taki wątek, ale muszę przyznać ze sama byłam świadkiem czegoś podobnego. raz tylko, na pogrzebie starszej kobiety która odeszła z przyczyn naturalnych. w momencie kiedy zaczęli śpiewać pieśń o anielskim orszaku nagle zerwała się taka wichura, że myślałam że kościół zaraz się posypie... serio, ściany dosłownie drżały. i co ciekawe, jak pieśń się skończyła to wszystko ucichło, jakby nigdy nic.
mam swoje zdanie na ten temat. myślę ze ta kobieta za życia musiała mieć sporo na sumieniu, bo podobno pogoda podczas pogrzebu coś mówi o tym jakim ktoś był człowiekiem. czy zasłużył na słoneczny dzień, czy nie. dziwne to i niby niemożliwe, ale jednak 🙂
Hmm, jest tego naprawdę sporo jeśli chodzi o tę kwestię.
Hm, to naprawdę dziwne...
