Ja jestem tzw. spóźnionym kwiatem. Dzieci urodziłam po trzydziestce, karierę zmieniłam po czterdziestce. Powrót Saturna w moim przypadku nie wymusił „doganiania normy”, tylko sprawdził, czy to, że jestem poza schematem, wynika z lęku, czy z wyboru. Trochę mi wtedy odpuściło porównywanie się z rówieśnikami – każdy ma swój kalendarz, a Saturn tylko sprawdza, czy nie żyjesz cudzym.
Z doświadczenia widzę też różnicę znaków. Saturn w Koziorożcu i w Wadze potrafi pójść bardziej w sprawy statusu, prawa, struktury. W Rybach czy Strzelcu bardziej w sens, wiarę, przekonania. Ktoś z Saturnem w Rybach może przy powrocie nagle odkryć, że dotychczasowy system wierzeń przestał go trzymać, a ktoś z Saturnem w Byku – że nie da się już żyć od wypłaty do wypłaty. Egzamin jest ten sam, tylko przedmiot inny.
Zauważyłem, że sporo osób odbiera Saturna jak karzącego ojca, który przychodzi z dzienniczkiem i stawia pały. Ja bym to raczej porównał do szkolnego wychowawcy, który w końcu mówi: „albo poprawki, albo zostajesz w tej klasie kolejny rok”. Nie chodzi o to, żeby coś zabrać, tylko żeby nie udawać, że nie ma zaległości. Jak przestawiłem sobie to w głowie, przestałem się bać kolejnych „saturnicznych” momentów.
I od razu dorzucę, że mit „jak przejdziesz pierwszy powrót, to potem już z górki” można włożyć między bajki. Każdy kolejny cykl Saturna i innych planet stawia kolejne pytania, tylko zmienia się ich treść. Po trzydziestce nie dostajesz nagrody w postaci wiecznego świętego spokoju. Raczej nowe zadania: nie „kim chcesz zostać?”, tylko „co zrobisz z tym, kim już jesteś?”.
Przy drugim powrocie miałam taki zwyczaj, że raz w miesiącu siadałam z kalendarzem i zapisywałam, co w tym czasie zamknęłam, a co świadomie zostawiłam. To bardzo odciąża głowę, bo widać czarno na białym, że coś się domyka. Myślę, że przy pierwszym powrocie też by mi się to przydało – wtedy miałam wrażenie, że wszystko dzieje się naraz, a tak naprawdę to był szereg decyzji rozciągniętych na dwa lata.
Serio zastanawiam się, czy da się „oblać” powrót Saturna. W sensie: czy jest taki moment, że nie wyciągasz wniosków, nie zmieniasz nic i potem drugi powrót dociska cię tak, że nadrabiasz za dwa cykle. Czy raczej on i tak wraca co te 29 lat i zawsze masz kolejne podejście, tylko za każdym razem koszt braku decyzji rośnie?
Nie ma jednego strzału jak na egzaminie na prawo jazdy. Bardziej widzę to tak, że jeśli przy pierwszym powrocie uciekamy od tematów, to one wracają przy kolejnych cyklach w ostrzejszej formie. Kto ignoruje zdrowie w wieku 30 lat, może dostać ostrzeżenie przy 37, a przy drugim powrocie – konkretną diagnozę. Kto trzyma się toksycznej relacji, może przy kolejnym cyklu zostać w niej z coraz większym poczuciem zamknięcia. To nie jest kara, tylko konsekwencja tego, że nie korzystamy z okazji do zmiany.
Ja zignorowałem pierwsze sygnały przy powrocie – Saturn w 1 domu, więc temat ja, ciało, tożsamość. Miałem drobne problemy zdrowotne, zmęczenie, ale stwierdziłem, że „nie mam czasu” na badania. Dopiero jak trafiłem do szpitala koło 32 roku, zrozumiałem, ile lat nadwyrężałem organizm. Można było to ogarnąć przy pierwszych objawach, a tak dostałem wersję „hard”. I to była moja lekcja – że ciało też ma swój limit cierpliwości.
Trochę się z tym utożsamiam. Przy powrocie Saturna lekarz pierwszy raz powiedział mi, że jeśli nie zmienię trybu życia, to za kilka lat będę miała chorobę przewlekłą zamiast „przeciążenia”. Wtedy brzmiało to jak straszenie, dziś widzę, że to był moment zwrotny. Saturn nie zabrał mi zdrowia, on pokazał, gdzie je sama podgryzałam.
Jak tak to wszystko czytam, to próbuję sobie to jakoś prosto ułożyć: powrót Saturna = sprawdzian z tego, czy żyjemy „na swoim”, w zgodzie ze sobą, czy raczej w czyimś scenariuszu. Jeśli w swoim, to dostajemy może kilka korekt, jeśli w cudzym – większe trzęsienie ziemi. Wiem, że to uproszczenie, ale pomaga mi to nie panikować na myśl o kolejnych cyklach.
Mam takie zdanie, że Saturn jest mniej „policjantem”, bardziej architektem. On patrzy na konstrukcję, a nie na to, jak się przy niej czujesz danego dnia. Jeśli fundament jest słaby, to przy powrocie wyjdą pęknięcia, nawet jeśli do tej pory było „miło”. Jeśli fundament mocny, to przy powrocie możesz poczuć zmęczenie, ale dom stoi. Egzamin polega na tym, czy masz odwagę zobaczyć te pęknięcia i coś z nimi zrobić.
Wciąż mam w głowie ten wątek o „potwierdzaniu po fakcie”. Myślę, że uczciwe podejście do powrotu Saturna wymaga, żeby chociaż raz zaznaczyć go sobie w kalendarzu wcześniej, zanim zacznie się cokolwiek dziać, i zobaczyć, jak to w praktyce wypada. Wtedy widać, czy naprawdę coś się zagęszcza wokół tego czasu, czy tylko dopasowujemy historię po latach. U mnie to ćwiczenie dało efekt: niewiele „akcji”, za to sporo wewnętrznych decyzji, które dopiero później przełożyły się na konkret.
A nawet jeśli ktoś uważa to wszystko za efekt „nakładania narracji”, to i tak taka narracja może być użyteczna. Świadomość, że koło trzydziestki przychodzi czas bilansu, pomaga nie odkładać pewnych tematów na „kiedyś”. Na poziomie psychicznym powrót Saturna jest po prostu dobrą okazją, żeby zadać sobie parę niewygodnych pytań. Czy ktoś to nazwie tranzytem, kryzysem wieku czy „dorosłością 1.0”, to już inna sprawa.
Z mojej strony, przy czytaniu kart, widzę przy powrocie Saturna powtarzające się układy typu Sprawiedliwość + 10 Monet albo Wieża + 4 Denarów. To są momenty, kiedy ktoś trzyma się kurczowo czegoś, co nie działa, albo odwrotnie – wreszcie odpuszcza. Nie traktuję tego jako wyroku, raczej jako informację: „tu jest napięcie, tu będzie się coś domykać”. I wtedy można się zastanowić, jak przejść ten etap z możliwie małą ilością chaosu.
Miałam klientkę, która przyszła z pytaniem o rytuał na „uratowanie” związku właśnie przy powrocie Saturna. W rozkładzie wyszło jasno, że ona się tego związku trzyma z lęku przed samotnością, a nie z miłości. Wyszło nam też, że od lat odkłada rozmowy o tym, czego naprawdę chce. Zamiast robić coś na „przyciągnięcie”, zaczęłyśmy pracować nad tym, żeby umiała odejść, jeśli druga strona nie jest gotowa na dorosłą relację. Saturn w 7 domu nie żąda ślubu, tylko prawdy o jakości więzi.
Widzę, że przewija się motyw „końca udawania” i podpisuję się pod tym. Przy powrocie Saturna bardzo wyraźnie wychodzą wszystkie „jakoś to będzie”: w pracy, w związkach, w finansach. To jest dobry czas, żeby przestać odgrywać role, które już do nas nie pasują. Nawet jeśli efektem jest chwilowy chaos, to na dłuższą metę daje to więcej spokoju niż trzymanie fasady.
Mam jeszcze pytanie o osoby po ciężkich traumach, które wchodzą w powrót Saturna będąc już na lekach, w terapii, czasem na rencie. Czy wtedy ten „egzamin” jest w ogóle odczuwalny, czy to się zlewa z resztą trudnych doświadczeń?
Przy takich osobach widzę często, że Saturn przy powrocie wzmacnia kontakt z systemem – lekarze, terapeuci, instytucje. To bywa czas, kiedy dostają właściwą diagnozę, zmieniają terapię na bardziej dopasowaną, albo wreszcie udaje się im wywalczyć należne świadczenia. Z perspektywy duchowej to nie wygląda spektakularnie, ale jeśli ktoś wreszcie przestaje być „przeźroczysty” dla systemu, to jest ogromny krok.
Zdarza mi się pracować z historiami ludzi, którzy przy powrocie Saturna trafiają do więzienia albo na odwyk. Tam dopiero widać, jak ten egzamin działa – nie na poziomie „czy masz fajną pracę”, tylko „czy konsekwencje twoich wyborów dopadły cię tak, że nie możesz już od nich uciec”. Często to jest początek najuczciwszego etapu w ich życiu, choć oczywiście okupionego bólem. Saturn nie jest „dobry” ani „zły”, on jest nieubłagany.
Dla mnie osobistym symbolem powrotu Saturna były pierwsze siwe włosy, które zauważyłam właśnie w tym czasie. Zamiast panikować, zaczęłam się zastanawiać, jak chcę się starzeć – w sensie fizycznym, psychicznym, duchowym. Saturn jest bardzo związany z czasem i starzeniem się, ale jeśli się nie obrażamy na ten proces, tylko z nim współpracujemy, to ten egzamin robi się trochę mniej groźny.
Podoba mi się to ujęcie, że Saturn nie tyle „sprawdza, czy jesteśmy dorośli według jakiejś normy”, co raczej pyta, czy jesteśmy dorośli dla siebie. Ja przy pierwszym powrocie miałam poczucie, że zawiodłam, bo nie mam „pełnego pakietu”: mąż, dzieci, dom na kredyt. Teraz patrzę na to inaczej – egzaminem było raczej to, czy umiem stanąć za sobą, kiedy wybieram inną ścieżkę niż większość.
Też wybrałam życie bez dzieci i przy powrocie Saturna miałam poważny kryzys w stylu „czy nie popełniam błędu życia”. Wszystko dookoła mówiło: „ostatni dzwonek”. Z perspektywy czasu widzę, że to był moment, kiedy musiałam zaufać swojej decyzji, a nie statystykom. Saturn w 5 domu nie zrobił ze mnie matki na siłę, tylko zmusił, żebym wzięła odpowiedzialność za wybór, który podjęłam.
Na koniec dorzucę, że dla wielu osób powrót Saturna jest po prostu pytaniem o powołanie – nie tylko zawodowe. Czy robisz to, do czego masz predyspozycje, czy raczej to, czego oczekują inni? Czy sposób, w jaki żyjesz, jest dla ciebie konstruktywny na dłuższą metę? Jeśli na większość z tych pytań odpowiadasz „nie wiem” albo „chyba nie”, to wiadomo, że egzamin będzie trochę ostrzejszy.
Drugi powrót Saturna ma jeszcze jeden wymiar – pokoleniowy. Często widać wtedy, jak całe roczniki przechodzą podobne tematy: jedni kończą kariery, inni przechodzą na częściowe emerytury, wielu zaczyna opiekować się rodzicami albo wnukami. To już nie jest tylko egzamin indywidualny, ale też pytanie, jaką rolę dana generacja chce pełnić w społeczeństwie. W tym sensie Saturn scala historię jednostki z historią zbiorową.
I żeby nie było zbyt groźnie – powrót Saturna nie jest zapowiedzią nieszczęścia. To jest po prostu czas, kiedy życie przestaje tolerować nasze wymówki. Można się wtedy przestraszyć, ale można też potraktować to jako okazję do zrobienia porządku. Im bardziej świadomie podejdziemy do tego okresu, tym mniej będzie poczucia, że „ktoś nam coś zrobił”.
Jeśli ktoś się zastanawia, co praktycznie zrobić przy zbliżającym się powrocie, to ja polecam trzy rzeczy: spisać swoje stałe zobowiązania (finanse, relacje, zdrowie), zobaczyć, gdzie jest największy bałagan, i zacząć od małych, konsekwentnych kroków. Saturn docenia regularność bardziej niż wielkie zrywy. To trochę jak z ćwiczeniami – lepiej robić coś trzy razy w tygodniu niż raz w roku przebiec maraton.
Jak miałabym podsumować swój powrót Saturna jednym zdaniem, to powiedziałabym: „zabrał mi iluzje, oddał kręgosłup”. Straciłam sporo rzeczy, które wydawały się ważne, ale w zamian zyskałam poczucie, że stoję na swoich nogach. I choć nie chciałabym tego przeżywać drugi raz, to bez tego etapu dalej bym grała kogoś, kim nie jestem.
