Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że pewne rzeczy pojawiają się w moim życiu w dziwnie uporządkowany sposób. Wczoraj myślałam o starej koleżance, którą nie widziałam od lat, i dosłownie pół godziny później trafiłam na jej profil przypadkiem przewijając media społecznościowe. Albo te wszystkie 11:11 na zegarze - widzę je praktycznie codziennie. Jak wy podchodzicie do takich zbiegów okoliczności? Czy to rzeczywiście komunikaty czy po prostu nasza selektywna uwaga?
Jung nazywał to "znaczącym zbiegiem okoliczności". Dla mnie kluczem nie jest sama synchroniczność, ale to co czuję w momencie, gdy się pojawia. Czasem to tylko statystyka - przecież na zegarze co minutę jest inna godzina, więc matematycznie musimy czasem trafić na powtarzające się cyfry. Ale są momenty, kiedy czujesz coś więcej. Jakby wszystko idealnie się układało w jeden wzór.
Problem w tym, że łatwo wpaść w pułapkę i zacząć widzieć znaki wszędzie. Znam ludzi, którzy doszli do punktu, w którym każda przypadkowa sytuacja była dla nich "przesłaniem". To prowadzi donikąd. Trzeba umieć odróżnić prawdziwą synchroniczność od projekcji własnych pragnień.
Zawsze sprawdzam, czy synchroniczność coś rzeczywiście zmienia w moim życiu. Jeśli widzę 11:11 i nic z tego nie wynika, to po prostu liczba. Ale jeśli tego samego dnia pojawia się okazja związana z czymś, o czym myślałem - wtedy zwracam uwagę.
A co z takimi sytuacjami, kiedy nagle wszyscy wokół zaczynają mówić o tym samym temacie? W zeszłym tygodniu miałam dzień, gdy trzy różne osoby niezależnie od siebie wspomniały mi o przeprowadzce. A ja akurat od miesiąca myślę o zmianie mieszkania, ale nikomu o tym nie mówiłam.
Tylko że "przypadkowych" to one nie są. Każde spotkanie ma swoją przyczynę energetyczną. Spotykamy tych ludzi, których wibracja rezonuje z naszą aktualną ścieżką. Stąd te powtarzające się tematy w rozmowach.
Czy ktoś prowadzi jakiś dzienniczek synchroniczności? Myślałam, żeby zacząć zapisywać takie sytuacje, ale nie wiem, czy to ma sens.
Dzienniczek to dobry pomysł, ale tylko jeśli nie zamienimy go w obsesję. Widziałam osoby, które tak się skupiły na szukaniu znaków, że przestały normalnie funkcjonować. Wszystko interpretowały jako przesłanie, a to paraliżuje działanie.
Czyli jak się za bardzo przywiąże do szukania synchroniczności, to może to zaszkodzić?
Dokładnie. To jak z proroctwami - jeśli ciągle się w nie wpatrujesz, zamiast żyć, to sam tworzysz samospełniającą się przepowiednię. Synchroniczności powinny być dodatkiem do życia, nie jego osią.
Z drugiej strony całkowite ignorowanie znaków też nie jest rozwiązaniem. Czasem Wszechświat próbuje nam coś powiedzieć przez tygodnie, a my upieramy się przy swoim i idziemy w złą stronę.
Jak rozpoznać, że to jest właśnie ten moment, kiedy trzeba zwrócić uwagę? Bo ja mam wrażenie, że łatwo przeoczyć coś ważnego.
Zwykle im bardziej synchroniczność jest natarczywa, tym większe ma znaczenie. Jeśli coś pojawia się raz - może to przypadek. Jeśli trzy razy w różnych formach - powinienem się zastanowić. Jeśli pięć razy w ciągu tygodnia - Wszechświat krzyczy wprost.
U mnie najsilniejsze synchroniczności zawsze dotyczą ludzi. Spotykam kogoś "przez przypadek" i okazuje się, że ta osoba ma dokładnie tę wiedzę czy kontakt, którego potrzebuję w danym momencie. Albo ktoś mi poleca książkę, która odpowiada na pytanie, które zadałam w medytacji dzień wcześniej.
Te "przypadkowe" spotkania to bardzo stara koncepcja. W alchemii mówi się o kairos - właściwym momencie. Niektóre rzeczy mogą się wydarzyć tylko wtedy, gdy wszystkie elementy są na swoim miejscu. Synchroniczność to znak, że jesteśmy w kairos.
Dodałbym, że synchroniczność często pojawia się, gdy jesteśmy w stanie flow. Gdy nasze ego milknie i przestajemy kontrolować rzeczywistość, wtedy łatwiej jest uniwersalnemu przepływowi się przejawić.
Czyli im bardziej się rozluźnię i przestanę wszystko kontrolować, tym więcej znaków zobaczę?
W teorii tak. Ale to nie jest proste "zobaczysz więcej". Raczej - stajesz się częścią przepływu i rzeczy same zaczynają się układać. To różnica między desperackim szukaniem a otwarciem się na to, co przychodzi.
A te powtarzające się liczby? Wszyscy mówią o 11:11, ale u mnie to 333. Widzę to wszędzie - na zegarze, na biletach, w numerach telefonów. Co to może oznaczać?
Nie ma jednego uniwersalnego znaczenia. 333 w numerologii ma swoją symbolikę, ale ważniejsze jest to, co ta liczba oznacza dla ciebie. Jakie skojarzenia ci się z nią wiążą? Co czujesz, gdy ją widzisz?
Zwykle czuję taki dziwny spokój. Jakby ktoś mi mówił "wszystko jest dobrze, jesteś na właściwej drodze".
No to masz odpowiedź. Twój własny odbiór jest ważniejszy niż jakiekolwiek książkowe interpretacje. Synchroniczność jest osobista.
Chociaż trzeba przyznać, że niektóre liczby rzeczywiście mają uniwersalne wibracje. Trójka zawsze była liczbą związaną z trójcą, z balansem, z manifestacją. Więc jeśli ktoś widzi 333, może to być sygnał dotyczący tych obszarów.
Znowu wracamy do tego samego - projekcja vs. rzeczywistość. Jeśli wierzysz, że trójka coś znaczy, to będziesz ją częściej zauważać. To się nazywa efekt Baader-Meinhof. Czy to znaczy, że synchroniczność nie istnieje? Niekoniecznie. Ale trzeba być świadomym tego mechanizmu.
Właśnie o to chodzi. Nie musi być sprzeczności między wyjaśnieniem naukowym a duchowym. Może synchroniczność wykorzystuje właśnie te mechanizmy uwagi, żeby się do nas przebić. To byłoby sprytne.
Hmm, ciekawe spojrzenie. Czyli Wszechświat nie tworzy nowych fenomenów, tylko używa tego, co już działa - naszego mózgu i jego tendencji do szukania wzorców. Jakby hakowało system od środka.
W praktyce magicznej często wykorzystujemy właśnie ten mechanizm. Programujemy swoją uwagę, żeby zauważać określone znaki. Czy to znaczy, że znaki są sztuczne? Nie. Ale świadomie ułatwiamy sobie ich odbiór.
