Ja właśnie myślę o tym że bardzo dużo zależy od tego jak bardzo dana intencja jest zakorzeniona w emocji, a nie tylko w słowie. Powtarzanie zdania bez emocji to moim zdaniem ćwiczenie pamięciowe, nie afirmacja. I przy nowiu łatwiej mi jest znaleźć tę emocję – ciemność i cisza sprzyjają zejściu głębiej.
Przyszła mi do głowy myśl – czy ktoś próbował wzmacniać afirmacje elementami? Tzn. przy nowiu praca z ziemią (zakopywanie kartki z intencją, świeca w ziemi), przy pełni z wodą albo powietrzem? Albo z ogniem?
Ja używam kadzidła przy nowiu – dym symbolizuje to co posyłam w przestrzeń, ale też oczyszcza. Przy pełni – świeca i woda. To bardzo proste zestawy, nie wymagają żadnego specjalistycznego zaplecza. Ale element zmysłowy sprawia że ciało też jest w to angażowane, nie tylko umysł.
Słyszałem kiedyś od kogoś, że zakopywanie afirmacji nie ma sensu, bo księżyc "nie widzi" co masz pod ziemią. To trochę dosłownie, ale rozumiem skąd to podejście. Macie jakiś komentarz do tego?
Mam wrażenie że ta dyskusja toczy się kołami między "co to jest za mechanizm" a "jak to robimy". I wcale nie uważam że to źle – bo te dwa pytania są naprawdę powiązane. Żeby efektywnie pracować z afirmacjami w kontekście faz, musisz wiedzieć co przez to rozumiesz, bo inaczej działasz losowo.
Wchodzę późno, ale mam coś do dodania. Przez kilka lat robiłem afirmacje zupełnie ignorując księżyc. Efekty były. Potem zacząłem synchronizować z fazami. Efekty też były, może nieco spójniejsze. Ale nie jestem pewny czy różnica wynikała z faz, czy z tego że zrobiłem się po prostu bardziej systematyczny i uważny na swoje stany.
Słuchajcie, wychodzi mi z tej rozmowy że pełnia sprzyja afirmacjom "gotowych stanów" – jestem, mam, widzę, wiem – a nów sprzyja afirmacjom "kierunku" – wybieram, idę ku, buduję, otwieram się na. To dość prosta mapa, ale myślę że użyteczna.
Jest jeszcze jedna rzecz o której nikt nie wspomniał – ciało podczas afirmacji. Badania neurobiologiczne (i tu mówię o konkretnych pracach, np. Soosalu i Olds o whole brain state) pokazują że afirmacje powiedziane głośno z elementem ruchu ciała uruchamiają inne struktury mózgowe niż afirmacje recytowane cicho, siedząc. Przy pełni, gdy energia jest ekspansywna, ruch wydaje się naturalny. Przy nowiu, statyczność i spokój są bardziej adekwatne. Może to element biologiczny który wspiera naturalną tendencję do różnych praktyk przy różnych fazach.
Wrzucę coś z własnej praktyki. Pracuję z afirmacjami w dwóch językach – polskim i angielskim. I zauważyłem, że przy nowiu wolę polski – coś w nim bardziej zakorzenionego, konkretnego. Przy pełni angielski daje mi więcej swobody, jakieś otwarcie. To może być skojarzenie kulturowe albo językowe, ale wpływa na subiektywne odczucie głębi.
To mi przypomniało coś – afirmacje pisane ręcznie vs. drukowane lub wklepywane w telefon. Dla mnie pismo ręczne przy nowiu ma kompletnie inną jakość niż wklepywanie na klawiaturze. Pismo angażuje ciało, spowalnia, zmusza do świadomości każdego słowa.
Przeczytałam całą tę dyskusję i mogę powiedzieć, że największy błąd który widzę u ludzi zaczynających pracę z fazami to traktowanie ich jak magiczny przycisk. "Robię afirmację przy nowiu, wiec zadziała". Faza to rytm wsparcia, nie gwarancja. I myślę że większość z nas tutaj to rozumie, ale warto to powiedzieć wprost.
Jest jeszcze jeden wątek, który mi się kręci w głowie podczas tej dyskusji. Badania Richarda Wisemana nad "szczęśliwymi ludźmi" pokazały, że osoby które wierzą że działają w sprzyjających okolicznościach – faktycznie mają lepsze wyniki niż ci, którzy traktują okoliczności jako obojętne. Nieważne czy okoliczność jest "prawdziwie" sprzyjająca, ważne że w nią wierzysz. Jeśli wierzysz że nów sprzyja twoim afirmacjom – twoja uwaga, zaangażowanie i otwartość rosną. I efekty rosną.
Ja wychodzę z tej dyskusji z przekonaniem, że muszę być bardziej precyzyjny w tym co afirmuję przy jakiej fazie. Do tej pory byłem trochę chaotyczny – czasem to, czasem tamto, bez jasnej logiki. A z tego co mówicie – ta logika ma znaczenie.
Apropos wzorców – czy ktoś kiedyś miał coś takiego, że konkretny temat afirmacji "odbijał się" przez kilka cykli i dopiero za czwartym podejściem zaczął działać? Zastanawiam się czy to kwestia głębokości zakorzenionych przekonań, czy czegoś innego.
To chyba jest ważna korekta do popularnego wyobrażenia o afirmacjach – że mają działać szybko i spektakularnie. Praca z głębokimi przekonaniami jest długa. Fazy księżyca dają ci rytm tej pracy, ale nie przyspieszają jej wbrew naturze materiału z którym pracujesz.
Dołączam późno. Mam jedno przemyślenie, które może być niepopularne – afirmacje generalnie są bardzo zachodnim, kognitywistycznym podejściem. Starsze tradycje używają pieśni, rytuałów ciała, interakcji ze świętymi miejscami i czasem. To co my robimy, "afirmacje przy fazach księżyca", to jest dość nowe hybrydowe podejście. I ono może działać, ale warto zdać sobie sprawę że to jest wynalazek ostatnich dekad, nie starodawna mądrość.
Zostańmy przy tym co praktyczne. Moje rekomendacje z własnej praktyki – nów: pisane, szczegółowe, w ciemności albo przy jednej świecy, emocja spokoju, tematy nowe i głęboko tożsamościowe. Pełnia: mówione głośno, szerokie, w naturalnym świetle albo przy kilku świecach, emocja siły i pewności, tematy zewnętrzne i zakończeniowe. To nie jest dogmat, ale punkt wyjścia dla kogoś kto zaczyna.
Mam wrażenie że ta rozmowa przekroczyła temat afirmacji i dotknęła czegoś szerszego – jak w ogóle pracuje się świadomie z cyklami i rytmami. Nie tylko księżyc, ale własny rytm, rytm roku, rytm życia. Afirmacje to tylko jeden język tej pracy.
Jeszcze jedno na koniec ode mnie – pilnujcie też fazy księżyca przy której urodziliście się w horoskopie urodzeniowym. Dla mnie pełnia ma osobiste znaczenie nie tylko cykliczne, ale i natalalne. Urodzony przy rosnącym księżycu jestem bardziej wrażliwy na fazy rosnące. Nie twierdzę że to obiektywna prawda, ale w swojej pracy widzę tę indywidualną zmienną.
Nie wiedziałam o tej zmiennej urodzeniowej. To oznacza że każda osoba ma swój indywidualny "klucz" do faz? Czyli ogólne zasady to punkt wyjścia, a potem trzeba ten klucz znaleźć dla siebie?
No i mamy temat na kolejną rozmowę. Księżyc natalny, księżyc progresywny, cykl Metona... a my dopiero zaczynamy zdrapywać powierzchnię przy afirmacjach i fazach.
