Wracam do wcześniejszego wątku o znakach. Czy ktoś doświadczył fizycznych objawów przed odpuszczeniem? Poza migreną którą wspomniał Taurus?
Ja przed każdym większym odpuszczeniem mam problem ze snem. Budzę się o 3 nad ranem przez tydzień.
Ja dostaję wysypki. Brzmi dziwnie, ale za każdym razem kiedy coś dużego się kończy w moim życiu, dostaję egzemę.
Ciało zawsze mówi. Tylko rzadko słuchamy przed kryzysem.
Czy można odpuścić za dużo? Stać się za bardzo oderwany?
Jak rozpoznać tę różnicę?
Czy macie jakieś praktyki codzienne które pomagają w odpuszczaniu? Nie jednorazowe rytuały, tylko coś regularnego?
Wieczorna medytacja przeglądu dnia. Przeglądam co się wydarzyło i świadomie puszczam każdy moment. "To było, minęło, idę dalej".
Ja piszę dziennik wdzięczności. Ale nie tylko za dobre rzeczy. Także za trudne sytuacje które odeszły. To pomaga zamykać rozdziały na bieżąco.
To wymaga dużej dojrzałości emocjonalnej.
W tarocie Śmierć to karta transformacji i odpuszczania. Zawsze mi ją wyciągam kiedy coś się kończy. To uspokaja, bo przypomina że każdy koniec to początek.
Ostatnio miałam Wieżę i potem Gwiazdę. Zniszczenie i nadzieja. Idealnie oddało mój proces odpuszczania toksycznego związku.
Karty mogą być wsparciem w procesie, ale trzeba uważać żeby nie stały się kolejnym przywiązaniem. Nie czytać kart obsesyjnie szukając potwierdzenia.
Czy ktoś odpuszczał coś prewencyjnie? Zanim stało się problemem?
To się nazywa mądrość. Rozpoznać co służy a co nie na wczesnym etapie. Ale wymaga dużej samoświadomości.
Czytałam ostatnio że minimaliści stosują regułę - jeśli rzecz nie służyła ci przez rok, oddaj ją. Zastanawiam się czy to można przenieść na relacje i sytuacje.
Wzorce to dobry punkt. Jeśli jakiś wzorzec nie służył ci przez rok mimo prób zmiany - prawdopodobnie czas go puścić.
Czy odpuszczanie to też przebaczenie?
Choć prawdziwe odpuszczanie zwykle wymaga jakiejś formy przebaczenia. Jeśli nosisz gniew, to nie puściłaś naprawdę.
Widzę że nawet eksperci się nie zgadzają. To chyba pokazuje jak osobiste jest to wszystko.
A co z sytuacją kiedy odpuszczasz, ale otoczenie cię za to krytykuje? "Jak mogłaś odejść", "powinnaś była walczyć" itd.
Łatwo powiedzieć. Ale gdy najbliżsi na ciebie naciskają, trudno się oprzeć.
Czy odpuszczanie może być egoistyczne?
W kulturze mamy bardzo przekręcone pojęcie poświęcenia. Poświęcenie które cię wyniszcza nie jest cnotą, to autodestrukcja.
I to jest pułapka. Odpuszczanie wymaga odwagi, szczególnie gdy idziesz przeciwko społecznym oczekiwaniom.
Widzę że ten temat budzi dużo emocji i różnych perspektyw. Chyba każdy odpuszcza po swojemu.
Jedna rzecz nas wszystkich łączy - wszyscy mamy coś do puszczenia. To część ludzkiego doświadczenia.
