Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym, skąd tak naprawdę wiemy, że coś w naszym życiu powinno zostać puszczone. Niektóre rzeczy trzymamy latami, choć już dawno przestały nam służyć. Czy macie jakieś własne wskaźniki, które mówią wam "to już czas"?
U mnie to zawsze jest uczucie w okolicy splotu słonecznego. Taki dziwny ciężar, jakby coś mnie ściągało w dół. Kiedy myślę o danej sytuacji albo osobie i czuję ten dyskomfort fizyczny, wiem że to znak.
A jak to rozróżnić od zwykłego lęku przed zmianą? Bo ja czasem też czuję ten dyskomfort, ale potem myślę sobie - może to tylko strach przed nieznanym?
Ja zwracam uwagę na sny. Jak zaczynam śnić o zamkniętych drzwiach, ślepych uliczkach albo tonięciu, to wiem że gdzieś się zapętlam. Podświadomość krzyczy wtedy głośniej niż umysł.
Ciekawe co mówisz o snach. Ja ostatnio miałam serial snów o pakowaniu walizek i nigdzie nie mogłam dojechać. Obudziłam się z myślą, że to chyba o mojej pracy.
Mnie nauczono, że moment odpuszczania przychodzi, gdy energia zaczyna krążyć wstecz. Zamiast płynąć do przodu, zaczynasz wracać w kółko do tych samych myśli, tych samych rozmów, tych samych wzorców. To jak próbować iść pod prąd rzeki.
Nie wierzę w znaki od Wszechświata. To my nadajemy znaczenia przypadkowym zdarzeniom, bo potrzebujemy racjonalizacji dla decyzji, które i tak już podjęliśmy podświadomie.
Dziewczyny, czy odpuszczanie to zawsze dobra decyzja? Bo ja mam wrażenie, że czasem rezygnujemy zbyt szybko, zamiast przepracować trudności.
Ja sprawdzam to energetycznie. Biorę wahadełko i pytam proste pytanie - czy ta sytuacja służy mojemu najwyższemu dobru? Jeśli dostaję wyraźne "nie", wiem co robić.
U mnie zawsze pojawia się wyczerpanie. Takie totalne. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, tylko o uczucie że dalsze inwestowanie energii w coś jest jak wlewanie wody w dziurawy dzban.
Ale jak to zrobić w praktyce? Bo ja wiem że powinnam odpuścić pewne relacje, czuję to, ale jakoś nie potrafię.
Zgadzam się z Lady. To jak odwyk. Najpierw jeden dzień bez kontaktu, potem tydzień, potem miesiąc. I w końcu zorientujesz się że minął rok i nawet o tym nie pomyślałaś.
A ja uważam że ludzie mylą odpuszczanie z obojętnością. Prawdziwe puszczenie nie oznacza że przestajesz się troszczyć. Tylko przestajesz pozwalać żeby to cię kontrolowało.
Ktoś próbował rytuałów odpuszczania? Ostatnio robiłam taki z przekładaniem kamieni z jednej ręki do drugiej i wyobrażaniem sobie że każdy kamień to coś czego się pozbywam.
Rytuały pomagają bo dają fizyczną manifestację procesu mentalnego. Ja osobiście piszę listy i je parzę - wszystko co chcę puścić ląduje w ogniu.
W ziołolecznictwie mamy powiedzenie - jeśli roślina trzy razy nie przyjmie się w twoim ogrodzie, przestań ją sadzić. To samo w życiu. Jeśli coś trzykrotnie nie wypala mimo wysiłków, może to znak.
Wracając do moich początnych pytań - widzę że każdy ma swoje znaki. Czy to oznacza że odpuszczanie jest procesem bardzo indywidualnym?
Wszystko w ezoteryce jest indywidualne, Simma. Mogę ci dać sto wskazówek, ale ty musisz sam poczuć co jest twoją prawdą.
A co z rzeczami które powinnyśmy odpuścić, ale one same się nie odpuszczają? Mam na myśli sytuacje które wracają, ludzi którzy się pojawiają znowu?
Ja mam problem z odpuszczaniem przeszłości. Konkretnie wspomnień które nie chcą odejść. Jak to przepracować?
Stoiccy filozofowie mówili - nie możesz kontrolować co się wydarzyło, możesz kontrolować jak na to reagujesz teraz. Przeszłość istnieje tylko w twoim umyśle w tym momencie.
Tutaj pomaga medytacja Vipassana. Obserwujesz ból bez osądzania, bez historii. Po prostu "czuję ból w klatce piersiowej". I nic więcej.
Brzmi prosto, ale praktyka pewnie jest trudna.
Ktoś wspominał o znakach wcześniej. Ja zauważyłem że przed każdym większym odpuszczeniem dostaję migrenę. Jakby ciało fizycznie protestowało przeciwko zmianie.
W tantrze mówi się że przed każdą transformacją jest "mała śmierć". Część ciebie musi umrzeć żeby mogła narodzić się nowa. Dlatego to boli.
To wszystko brzmi sensownie, ale czy nie romantyzujemy trochę cierpienia? Może czasem ból to po prostu ból i tyle?
Jak rozpoznać ucieczkę od prawdziwego odpuszczania?
