Shadowscapes to poezja na kartach. Ale rzeczywiście, jak się nie ma podstaw, to można się pogubić. Ja dopiero po dwóch latach z RWS przesiadłam się na Shadowscapes.
Czy ktoś miał kontakt z taliami typu "tarot dla początkujących" z opisami na kartach? Widziałam takie w internecie.
Prawda jest taka, że każda metoda działa dla kogoś innego. Ja znam ludzi, którzy zaczęli od Thota i świetnie im poszło. Znam też takich, co uczyli się rok z RWS i dalej nie czują się pewnie.
Dużo zależy też od celu. Jeśli ktoś chce wróżyć innym, to trzeba mieć solidne podstawy i umieć wytłumaczyć skąd się bierze interpretacja. Jak ktoś czyta tylko dla siebie, to może sobie pozwolić na większą swobodę.
Ja czytam tylko dla siebie i kupiłam sobie Arcana Iris Sacra. Przepiękna, ale totalnie niekonwencjonalna. I mi pasuje, bo nie planuję robić z tego zawodu.
Myślę, że ludzie za bardzo się stresują wyborem pierwszej talii. Przecież to nie jest małżeństwo na zawsze. Jak się okaże, że źle wybrano, to się kupi inną.
Jest jeszcze kwestia przyzwyczajenia. Jak się zacznie od jednego systemu, potem trudno przeskakiwać. Ja zaczynałem od RWS i jak próbowałem przejść na Thota, to przez pół roku wszystko mi się mieszało.
Ja mam pytanie praktyczne - czy rozmiar ma znaczenie? Bo niektóre talie są ogromne, inne małe. Która wielkość jest lepsza na początek?
Zależy też od rozmiaru dłoni. Ja mam małe ręce i standardowe karty są dla mnie niewygodne do tasowania. Wolę wersje kieszonkowe.
A ja się tu wtrącę z takim pytaniem - czy lepiej kupić talię z książką w zestawie, czy osobno?
Ja się uczę głównie z YouTube'a i blogów. Czytanie książek to nie moja bajka.
Są też dobre kanały na YouTube. Roślinna Moc na przykład, albo zagraniczne jak Biddy Tarot. Ale faktycznie, trzeba selekcjonować.
Ja się uczę mieszanką wszystkiego - książki, YouTube, blogi, Instagram. I próbuję, jak najwięcej stawiam kart. Praktyka robi swoje.
Ja robiłam sobie dziennik tarota przez pierwszy rok. Każdego dnia ciągnęłam kartę rano, zapisywałam co myślę że oznacza, a wieczorem sprawdzałam czy się sprawdziło. To mega pomaga.
Dziennik to świetny pomysł, ale uwaga na pułapkę szukania potwierdzeń. Łatwo tak interpretować wydarzenia, żeby pasowały do karty, którą rano wyciągnęłaś.
Ważne, żeby być z tym szczerym wobec siebie. Tarot to nie zabawa w potwierdzanie własnych życzeń, tylko szczere spojrzenie na rzeczywistość.
Wracając do tematu - myślę, że najważniejsze to nie przeinwestować na początku. Lepiej kupić jedną solidną talię średniej ceny niż trzy tanie.
Ja mam rotację talii w zależności od pory roku i energii. Zima - ciemniejsze talie, lato - jaśniejsze. Tak mi to organicznie wyszło.
Ja mam dwie talie - jedną do pracy dla innych, drugą tylko dla siebie. Nie przepadam za mieszaniem energii.
Myślę, że to wszystko pokazuje, że nie ma jednej właściwej odpowiedzi na pytanie "którą talię wybrać". Każdy musi znaleźć swoją drogę.
To prawda. Ale dyskusja była super przydatna! Przynajmniej wiem teraz jakie są opcje i na co zwrócić uwagę.
Dla mnie też mega pomocna rozmowa. Sama myślałam o kupnie nowej talii i teraz mam więcej pojęcia.
Jeszcze jedno zastrzeżenie - jak już kupi się talię, warto jej dać szansę. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu. Czasem relacja z talią potrzebuje czasu żeby się rozwinąć.
Z drugiej strony, jak po trzech miesiącach regularnej pracy talia dalej nie rezonuje, to może lepiej szukać innej. Życie jest za krótkie na męczenie się z niepassującymi kartami.
I nie zapominajmy, że tarot to przede wszystkim ma być przyjemność. Jeśli coś sprawia, że ta przyjemność się pojawia - niech będzie talia z jednorożcami czy robotami - to jest to właściwa talia.
Każdy ma swoje. Ja nie znoszę talii z trupami i czaszkami, ale znam ludzi którzy właśnie takie uwielbiają. Kwestia gustu i energii.
Dokładnie dlatego powtarzam - nie ma uniwersalnej najlepszej talii. Jest talia najlepsza dla konkretnej osoby w konkretnym momencie jej drogi.
