Ale jak to w ogóle ma działać? Podświadomość wpływa na to, które karty wypadają?
Ja uczę swoich klientów, że karty wypadające to "karty z naciskiem". Coś w rozkładzie będzie wymagało szczególnej uwagi - i właśnie ta karta pokazuje co.
A jeśli nie tasuję, tylko wyciągam karty z talii jedną po drugiej, to też mogą wypadać?
Mi się zdarzyło, że podczas wyciągania karty, jakaś inna wyskoczyła mi z talii. To też się liczy?
Czy karty odwrócone też mają znaczenie, jeśli wypadną?
Ja kiedyś miałam sytuację, że podczas rozkładu na związek, wypadł mi Diabeł. Zignorowałam go, zrobiłam normalny rozkład - i Diabeł tam też był. To był jasny sygnał, że coś jest nie tak w tej relacji.
Mnie zastanawia, czy ktoś próbował tego nie czytać wcale? Czyli kompletnie ignorować karty wypadające?
To może głupie pytanie, ale czy da się zmusić kartę do wypadnięcia? Na przykład jeśli chcę, żeby wypadła konkretna karta?
Ciekawe, czy ktoś robił badania statystyczne tego zjawiska? Byłbym ciekawy, czy rzeczywiście niektóre karty wypadają częściej.
A jak rozróżnić, czy karta wypada przez przypadek czy przez "przeznaczenie"?
Moim zdaniem problemem jest to, że zbyt wielu początkujących chce mieć sztywne zasady. "Co mam zrobić, gdy karta wypada?" - nie ma jednej odpowiedzi. Musisz wypracować swój własny system.
Ja stosuję zasadę "pierwsza karta się liczy". Jeśli podczas sesji pierwsza karta wypada, czytam ją. Kolejne już ignoruję, bo zaczynam podejrzewać, że to kwestia zmęczenia rąk.
Mi ostatnio podczas tasowania wypadły trzy karty jednocześnie - wszystkie karta dworskie. Król Pucharów, Królowa Buław, Paź Mieczy. Co to mogło znaczyć?
A czy kiedyś może się zdarzyć, że ŻADNA karta nie wypada przez długi czas?
Ja tasuje już pół roku i nigdy mi żadna nie wypadła. Czy to znaczy, że robię coś źle?
Czy kartę, która wypada, powinienem pokazać klientowi od razu, czy poczekać do końca rozkładu?
Mi się zdarzyło, że podczas rozkładu dla koleżanki, jej karta wypada i ląduje idealnie na miejscu sygnifikatora. To był taki moment WOW.
A czy rozmiar stołu ma znaczenie? Bo mi często karty spadają na podłogę, bo mam małe biurko.
Co zrobić, jeśli karta wypada i niszczy się podczas upadku? Mi się stało z Imperatorem - narożnik się zagięł.
Mi kiedyś wypadła Śmierć. Wystraszyłam się tak, że w ogóle przerwałam sesję. Czy powinnam była kontynuować?
Jak długo trzeba się uczyć, żeby rozumieć te wszystkie zasady?
A jeśli podczas jednej sesji wypadnie mi pięć różnych kart? Mam wszystkie czytać?
Kupiłam talię na Allegro za 25 zł i rzeczywiście karty są strasznie śliskie. Może to nie jest dobra talia do nauki?
Ja używam aplikacji na telefonie do tarota. Tam oczywiście żadne karty nie wypadają. Czy to znaczy, że tracę jakiś wymiar interpretacji?
Ostatnie pytanie - czy karty muszą być nowe, żeby dobrze ze mną "współpracowały"?
Wracając do głównego tematu - myślę, że najważniejszą rzeczą jest konsekwencja. Jeśli zdecydujesz, że karty wypadające są dla ciebie ważne, stosuj tę zasadę zawsze. Jeśli zdecydujesz, że to przypadek, też trzymaj się tego. Karty "nauczą się" jak z tobą komunikować.
Dzięki wszystkim za odpowiedzi! Dużo mnie to nauczyło. Myślę, że sprawdzę metodę z odkładaniem kart na bok i porównam je z końcowym rozkładem. Zobaczymy, co mi to da.
