Mnie zastanawia jeden element etyczny. Jeśli materia jest zła i ciemna, to czy manichejczycy traktowali cierpienie fizyczne jako coś dobrego - oczyszczającego? Czy mieli coś w rodzaju gloryfikacji bólu?
Zostańmy przez chwilę przy kwestii piśmiennictwa. Mani pisał po aramejsku i po persku. Jego pisma były tłumaczone na grecki, łaciński, koptyjski, sogdyjski, ujgurski, chiński, perski - jeden z najszerzej tłumaczonych zbiorów starożytności. To świadczy o rozmiarze ruchu. Każda prowincja miała własną literaturę manichejską dostosowaną kulturowo. To jest niemal nowoczesna technika misyjna - inkulturacja zanim ta nazwa powstała.
Chcę wtrącić coś na temat manichejskiej koncepcji trzech momentów historii - przeszłość, teraźniejszość, przyszłość - bo to jest coś, co ma analogie w wielu tradycjach ezoterycznych. Przed mieszaniem - złoty wiek rozdzielenia. Teraz - mieszanie i walka. Przyszłość - ponowne rozdzielenie. To jest schemat, który pojawia się w hinduskim manwantara, w greckich epokaach metali, w gnostyckiej koncepcji pleroma-kenoma-powrót.
Interesuje mnie perspektywa genderowa, którą Herga i Lady poruszyły wcześniej. Czy w praktyce kobiety factycznie miały równy status? Czy to był raczej postulat teorytyczny?
Ktoś wspomniał o Rycerzach Templariuszy jako możliwym ogniwie w łańcuchu tradycji dualistycznej. To jest śliski temat historycznie, bo templariusze są obarczeni całą warstwą późniejszych spekulacji. Ale czy jest cokolwiek konkretnego, co łączy ich z kataryzmem lub bogomilizmem?
Słyszałam, że współcześnie są grupy, które próbują odtworzyć manicheizm jako żywą praktykę. Coś wiadomo na ten temat?
Na zakończenie tej wątku chcę powiedzieć, że dla mnie manicheizm jest potwierdzeniem czegoś, w co i tak wierzę - że pytania są ważniejsze niż odpowiedzi. Mani postawił pytanie o zło w sposób tak radykalny, że chrześcijaństwo musiało przez stulecia się z nim mierzyć i przez to samo się definiować. Tradycja, która zginęła fizycznie, zdefiniowała intelektualnie swoich prześladowców.
Mnie cały czas nurtuje pytanie na które nikt tutaj nie odpowiedział wprost. Czy manichejczycy praktycznie pracowali z energią lub "cząstkami światła" w sensie techniki duchowej? Czy to była tylko metafizyka i etyka, czy też stały za tym konkretne doświadczenia wewnętrzne?
Przeczytałem całą tę dyskusję i mam poczucie, że manicheizm to temat, który zasługuje na dużo więcej uwagi niż zazwyczaj dostaje. Zaratusztrianizm mamy wyżej na forum, gnostycyzm też. A manicheizm, który jest w pewnym sensie syntezą i radykalizacją obu, jest prawie nieobecny w popularnej ezoteryce.
