Ja w weekendy robię tylko rano te trzy oddechy. Nic więcej. I wystarczy – czuję ciągłość, ale bez presji.
Jeszcze jedna rzecz – od kiedy zaczęłam świadomie zamykać dzień rytuałem wdzięczności, to przestałam się budzić w nocy z niepokojem. Jakby psychika wiedziała, że dzień został zamknięty.
To piękne. Ja miałam podobnie – jak dodałam wieczorny moment na „odpuszczenie" tego, co było, to sen się pogłębił. Nie budzę się już z myślami o tym, co muszę zrobić.
To właśnie pokazuje, że rytuały to nie fanaberie. To realna praca z układem nerwowym. Psychika dostaje sygnał: „teraz możesz odpocząć, bo wszystko zostało zamknięte".
A co z ludźmi, którzy mają nieregularny tryb życia? Pracuję na zmiany i czasem rano to dla mnie wieczór. Jak wtedy dostosować praktyki?
Dokładnie. Ja pracowałam kiedyś nocami i robiłam „poranny" rytuał o 16:00, bo to był mój poranek. Działało równie dobrze.
Czy ktoś zauważył, że jak praktyka staje się regularna, to ludzie wokół reagują inaczej? Jakby czuli, że coś się zmieniło, chociaż nie mówisz im o rytuałach.
Energia jest zaraźliwa. Jak Twoja zmienia się na bardziej stabilną i uziemioną, ludzie to wyczuwają podświadomie. Nie musisz nic mówić – oni po prostu czują się przy Tobie inaczej.
U mnie było tak, że koleżanka zapytała, czy zmieniłam fryzurę. Nie zmieniłam 🙂 Ale najwyraźniej coś w mojej obecności się zmieniło na tyle, że ludzie to zauważają.
Praktykuję już prawie trzy miesiące. Nie wiem jak to powiedzieć, ale czuję się bardziej… sobą. Jakby rytuały pomogły mi odnaleźć coś, co było zatracone.
To najlepsza rzecz, jaką mogłaś powiedzieć. Bo o to właśnie chodzi – nie o bycie kimś innym, tylko o powrót do siebie. Rytuały to narzędzia do odkrywania tego, co już jest.
Ja dodałam ostatnio jeszcze jeden element – zanim zasnę, dziękuję swojemu ciału za dzień. Brzmi banalnie, ale efekt jest niesamowity. Czuję więcej spokoju.
To piękna praktyka. Ciało nosi nas przez życie i rzadko dostaje za to uznanie. Taka wdzięczność to forma szacunku dla siebie.
Wracając do tematu osłon – od kiedy robię osłonę każdego ranka, zauważyłam, że przestałam wchłaniać negatywność obcych ludzi. Wcześniej wystarczył jeden zły komentarz, żeby zepsuć mi dzień.
Osłona to jedna z najważniejszych praktyk. Większość ludzi żyje jak otwarte rany – wszystko ich boli, bo nie mają żadnych granic energetycznych.
Czy da się przerośćpotrzebę osłony? Czy to zawsze będzie konieczne, czy w końcu energia staje się na tyle silna, że nie trzeba jej chronić?
Z mojego doświadczenia – osłona staje się naturalna. Na początku musisz ją budować świadomie. Po latach praktyki? Dzieje się automatycznie, jak oddychanie. Ale nigdy nie odpuszczam jej całkowicie.
Myślę, że im bardziej świadomy jesteś, tym bardziej też rozumiesz, że granice są potrzebne. Nie chodzi o strach, tylko o zdrowy rozsądek energetyczny.
Czyli praktyka nie kończy się nigdy? Zawsze będzie coś do pracy, coś do utrzymania?
Ale czy życie kończy się kiedyś? Praktyka to część życia. Dopóki żyjesz, pracujesz. I to nie jest obciążenie – to przywilej.
Przeszłam pełny rok z codziennymi rytuałami. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez nich. To nie jest już „praktyka", tylko część tego, kim jestem.
To jest cel. Nie żebyś robiła praktykę, ale żebyś nią była. Wtedy magia przestaje być czymś osobnym – staje się sposobem bycia.
I pamiętajcie – nie ma idealnej praktyki. Będą dni, gdy coś odpuścicie. Będą momenty zwątpienia. To wszystko część drogi. Ważne, żeby wracać.
Ja miałam taką przerwę w sierpniu. Dwa tygodnie nic nie robiłam. I to było ok. Jak wróciłam, czułam się nawet bardziej zmotywowana.
Czasem przerwa jest potrzebna, żeby docenić to, co robimy. Jak przestajemy na chwilę, czujemy różnicę – i to przypomina, po co w ogóle zaczęliśmy.
Dzięki za tę rozmowę. Czytając wasze doświadczenia, sama znalazłam motywację do systematyczności. To piękne, jak wspólna przestrzeń może wspierać.
Tak, ta rozmowa to też rodzaj rytuału. Wracamy tu, dzielimy się, inspirujemy. To wszystko tworzy energię, która wspiera każdego z nas.
