Czyli to nie jest paranoja? Bo czasem myślę, że wymyślam sobie, że „czuję cudze emocje".
I tu wracamy do osłon. Bez osłony jesteś jak gąbka – wchłaniasz wszystko. Z osłoną – filtrujesz.
Czyli osłona rano to nie paranoja, tylko realna potrzeba?
A co jeśli ktoś jest totalnie niewrażliwy? Moja koleżanka mówi, że w ogóle nie czuje żadnych energii, więc osłona jej nic nie daje.
Poza tym osłona to też sygnał dla podświadomości: „mam prawo do granic". Dla wielu osób to bardziej psychologiczne niż ezoteryczne – i nic w tym złego.
No dobra, ale jak zacząć, jeśli ktoś nigdy nie robił niczego podobnego? Bo te rytuały brzmią prosto w teorii, ale praktyka to co innego.
I nie porównuj się z innymi. Ktoś ma elabor na pół godziny, Ty masz dwa oddechy i świecę – i co z tego? Twoja praktyka jest Twoją praktyką.
Ale jak to jest z tymi afirmacjami? Mi to brzmi trochę… samouwielbiająco. „Jestem najlepsza" i takie tam.
Afirmacja nie ma Cię przekonać, że jesteś kimś, kim nie jesteś. Ma przypominać o tym, co już w Tobie jest, ale zapominasz o tym w codziennym chaosie.
Czyli afirmacja to bardziej przypomnienie niż sugestia?
Ja mam problem z wieczornym rytuałem. Przychodzę do domu wykończona i ostatnie, na co mam siłę, to zapalanie świec i jakieś formuły. Po prostu padam.
Albo przenieś go na moment tuż po przyjściu do domu. Zanim zaczniesz cokolwiek robić – ręce pod wodą, formuła oczyszczenia, koniec. Dwie minuty, a robi różnicę.
Ja zauważyłam, że rytuał działa lepiej, jeśli jest powiązany z czymś, co i tak robię. Np. parzenie herbaty wieczorem – akt sam w sobie może być rytualny, jeśli wkładam w to intencję.
Nawet coś tak prostego jak zamknięcie drzwi za sobą. Kładę dłoń na klamce i mówię w myślach: „Zostawiam za sobą dzień. Tu jest moja przestrzeń". To działa.
Czy ten rytuał z wdzięcznością przed snem coś daje? Bo brzmi jak coaching, nie ezoteryka.
Poza tym wdzięczność to nie o tym, żeby udawać, że wszystko było super. Możesz być wdzięczny za jedną małą rzecz w ciężkim dniu – i to wystarczy. To nie falszywa pozytywność.
A jak długo trzeba robić te rytuały, żeby zobaczyć efekt?
A nie ma ryzyka, że rytuały staną się wymówką? Że zamiast działać, będziemy tylko „rytualować"?
Magia ma Cię wspierać w życiu, nie zastępować życie. To różnica między używaniem narzędzi a chowaniem się za nimi.
Brzmi sensownie. Może faktycznie spróbuję z tym rytualnym porządkiem. Tylko zacznę od jednej rzeczy, żeby się nie przytłoczyć.
I jeszcze jedno – rytuał może się zmieniać. To, co działało pół roku temu, może dziś już nie rezonować. Nie trzymaj się czegoś z sentymentu.
To znaczy, że można odpuścić rytuał, który przestał działać?
Dokładnie. Czasem najlepsza praktyka to przerwa od praktyk. Dać sobie luz, obserwować, co się dzieje, a potem wrócić z perspektywą.
Czyli nie ma świętych zasad? Wszystko można modyfikować?
Jeszcze wątek – ktoś łączy rytuały z cyklem księżyca? Czy to ma sens w codziennych praktykach, czy to już inna kategoria?
Ja robię podstawowe rytuały codziennie, a w nów i pełnię dodaję coś większego. Tak mam rytm – codzienny plus punktowy.
A czakry? Ten tekst w ogóle ich nie wspomina, a przecież poranna aktywacja czakr to klasyka.
