Niedziela, rytual leci. Cisza nadal u mnie. Czytam wasze wiadomosci i probuje miec nadzieje.
Koncze weekend z corka. Zaraz ja odwoze. Dzisiaj pytala czy mama i tata beda znowu razem. Nie wiedzialem co powiedziec, powiedzialem ze zobaczymy. Ciezko tak na dziecku.
Mysle o tej srodzie i z jednej strony nie moge sie doczekac a drugiej troche sie denerwuja. Tak dziwinie troche.
Sprawdzilem rano, ona obejrzala moja nowa relacje. Nie pisze ale widac ze sie interesuje. To chyba efekt rytualu w koncu?
Odwiozlem corke wczoraj. Zona wyszla z domu, powiedziala tylko dzieki i wziela mala do srodka. Widac bylo ze jest zalamana czyms.
Jeszcze dwa dni do spotkania. Piszemy normalnie. Czekam na srode z niecierpliwoscia.
Sluchajcie, cos sie wydarzylo. Dowiedzialem sie od wspolnego znajomego ze zona prawdopodobnie rozstala sie z tym gosciem. I wyprowadzila sie od niego do kolezanki. On mieszka kolo nich, widzial ja wczoraj jak pakowala rzeczy. Zona do mnie nie dzwonila, nic nie mowila. Nie wiem co o tym myslec.
@Jacus Super wiesci u Ciebie! Jutro moje spotkanie, nie moge sie doczekac. Dzisiaj potwierdzilismy godzine. Boje sie tylko ze bedzie niezrecznie.
Umowilismy sie znowu na jutro wieczorem. Widze ze jest coraz wiecej z siebie daje, nawet gdy tak po prostu piszemy ze soba.
Caly dzien mysle o tym co sie stalo. Z jednej strony chce do niej zadzwonic ale wiem ze nie moge. Musze czekac az ona sama sie odezwie. To najciezsze, wiedziec ze tam sie sypnelo a milczec.
Dzisiaj rano ona znowu weszla na moj profil, specjalnie dodaje nowe historie. Trzeci dzien z rzedu. Widze ze cos sie zmienia, moze niedlugo sie odezwie. Trzymam sie, nie pisze pierwszy.
No to dzisiaj spotkanie. Maly stres jest, rece mi sie trzesa z nerwow ale staram sie byc spokojna. Chce zeby bylo dobrze.
Nadal cisza od zony. Pewnie zbiera mysli. Nie wiem ile to potrwa ale musze wytrzymac.
Wrocilam ze spotkania. Bylo super, naprawde super. Gadalismy godzinami, spacerowalismy, na koniec przytulil mnie. Nie rozmawialismy o powrocie ale czulam ze on tego chce. Umowilismy sie znowu na sobote.
Piszę jak po spotkaniu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było na luzie. Widać że mu sie ze mną dobrze gadało. Jak sie żegnaliśmy to zapytałam kiedy sie znowu zobaczymy. Powiedział że niedługo. Więc czekam aż znowu coś zaproponuje. Chyba jest dobrze.
Nadal nic od żony. Wiem że jest u koleżanki. Chce zadzwonić spytać czy wszystko ok ale wiem że muszę milczeć. To trudne bardzo.
U mnie nadal zero kontaktu. Boję sie że to sie nie uda. Czytam was i widzę że u wielu ruszy ale u mnie cisza. Nie wiem co dalej robić.
Napisała! Wczoraj wieczorem, krótko, zapytała co u mnie. Nie odpisałem od razu, czekałem do rano. Właśnie odpisałem że wszystko dobrze. Zobaczymy co dalej.
@Kindis Piszemy sobie prawie codziennie. Dzisiaj nic jeszcze nie napisał, napisze wieczorem pewnie.
On mi właśnie zaproponował kawę w niedziele! Napisał wprost, zapytał czy mam czas. Zgodziłam się be zastanowienia. Nie wierze że to sie dzieje, ze sie spotykamy.
Ile dać mu czasu? Miesiąc? Dwa? Nie wiem czy mam czekać czy odpuścić.
Dzisiaj znowu sie spotykamy, nie mogę się doczekać. Wczoraj pisaliśmy długo wieczorem, dzisiaj rano dostałam wiadomość że sie cieszy na spotkanie. Ja też sie ciesze bardzo.
Piszemy sobie od wczoraj. O pierdołach. Zapytała co u mnie w pracy i takie tam. Nie wiem czy to prowadzi do czegoś więcej ale sam kontakt jest fajny.
Weekend bez niego to dziwne uczucie. Ciągle myślę co robi, z kim jest. Nie wiem ile jeszcze czekać.
Wróciłam późno wczoraj. Było cudownie. Spacerowaliśmy, potem poszliśmy na kolację. Gadaliśmy do późna, była to bardzo szczera rozmowa. Pod koniec powiedział że tęskni za tym co było między nami i nie wie co robić. Że potrzebuje czasu. Nie wiem co dalej ale to była piękna sobota.
Niedziela, siedzę sam. Żona milczy, nie dzwoni. Czekam dalej.
Za chwilę wychodzę na kawę. Ręce mi sie trzęsą. Nie widziałam go tyle czasu, boję sie że będzie dziwnie. Ale chce go zobaczyć bardzo.
