Napisał. Godzinę temu. "Przepraszam za tamten wieczór. Możemy pogadać?" Siedzę i gapiię się w te słowa.
Czwarty dzień egipskiego. Czuję się dziś dziwnie spokojna. Jakby burza minęła i zostało tylko czekanie.
Spędziliśmy razem całą wczorajszą noc. Rano zrobił śniadanie. Jest cudownie 🙂 Dzisiaj znowu idę do niego 🙂
Kolejny dzień czekania. Wszyscy wokół mają efekty a ja dalej siedzę w miejscu. Zaczynam tracić wiarę że cokolwiek się zmieni.
Napisał rano. Odwołuje dzisiejsze spotkanie. "Muszę się jeszcze dobrze zastanowić". Siedzę i płaczę.
Piąty dzień egipskiego. Dziś rano obudziłam się z wrażeniem że muszę do niego zadzwonić. Ledwo się powstrzymałam. To jakiś obłęd.
Dwunasty dzień wiccańskiego. Piszemy codziennie ale płytko. O pogodzie, o pracy. Boję się ruszyć temat nas bo może spłoszy.
Kupiłam dziś nowe perfumy. Te które zawsze mu się podobały. Głupie ale daje mi to jakieś poczucie kontroli.
Cześć, czytam o waszych historiach i przyznam szczerze, że jestem pełna podziwu za waszą wytrwałość! Ja niestety wariuje w trakcie rytu, mój humor i emocje co chwilę się zmieniają. Płaczę, później powtarzam sobie, że dam radę … jest naprawdę niezły rollercoaster i czasami mam ochotę już ponieść się emocją.
Szósty dzień egipskiego. Miałam dziś sen że dzwoni do mnie z lotniska. Mówił że wraca. Obudziłam się z sercem na języku.
Wczoraj znowu pisaliśmy do późna. Po raz pierwszy poruszył temat co między nami poszło nie tak.
Dzisiaj napisał że pamięta że lubię kakao z bitą śmietaną. Takie małe rzeczy które pokazują że myśli o mnie.
Nie odezwał się od wczoraj. Ta niepewność mnie zabija. Wolałabym usłyszeć że koniec niż tak wisieć w próżni.
Odezwał się. Po tylu dniach ciszy. Jedno zdanie: „Hej, jak się masz?”. Piszę to i trzęsą mi się ręce. Nie wiem co odpisać żeby go nie spłoszyć.
Dzisiaj od rana mam dobry nastrój. Wczoraj pisał ze mną do późna, pierwszy raz się śmialiśmy jak dawniej. Może to w końcu przełom.
Napisał znowu. Chce się spotkać w sobotę. „Jeśli chcesz jeszcze pogadać”. Nie wiem czy się cieszyć, czy przygotowywać na koniec.
Siódmy dzień egipskiego. Dziś mam dziwny spokój. Zero emocji, jakby wszystko się zawiesiło. Może to cisza przed zmianą.
Napisał! „Może byśmy się dzisiaj zobaczyli?”. Nie wiem czy krzyczeć z radości czy płakać ze strachu.
Dzisiaj mamy z moim dzień wolny. Zrobimy coś spokojnego, może spacer. Czasem po prostu dobrze być obok siebie.
Ósmy dzień egipskiego. Mam w sobie mieszankę zmęczenia i ulgi. Dziwna mieszanka.
Dzisiaj zero kontaktu, być może on potrzebuje trochę przestrzeni. Nie chcę naciskać.
Już po spotkaniu. Było spokojnie. Rozmawialiśmy normalnie, bez spięcia. Nie było deklaracji, patrzył na mnie jednak jak dawniej. Czekam na jego kolejny ruch.
Dzień spotkania. Powiem wam że całą noc nie spałam. Myślę o każdym słowie które mogę powiedzieć. Boję się, że znów się pokłócimy.
U mnie dziś cisza. Po ostatnim spotkaniu trochę tęsknię, ale chyba muszę dać mu przestrzeń.
Dzisiaj od rana czuję się jakoś takka lżejsza. Jakby coś się w końcu oczyściło po egipskim. Może energia zaczyna działać.
Wczoraj zaczęłam egipski. Dziś pierwsza noc za mną. Spałam może dwie godziny, cały czas miałam wrażenie że ktoś przy mnie stoi. Dziwnie spokojne ale intensywne uczucie.
Już po spotkaniu. Było spokojnie, bez napięcia. Na koniec powiedział że fajnie było mnie zobaczyć. Nie wiem jak to interpretować, ale uśmiechał się.
