Temat trochę rzeka, ale warto go poruszyć, bo widzę, że co chwilę wraca w różnych wątkach. Moje doświadczenie jest takie — łączyć można, ale to nie jest kwestia wrzucenia dwóch rytuałów do jednego garnka i mieszania. Kluczowe jest, żeby każdy rytualista, u którego zamawiasz, wiedział o tym, że pracujesz z kimś jeszcze. Bez tego to jak dawanie dwóch leków bez konsultacji z lekarzem. Niby oba dobre, ale razem mogą narobić bałaganu.
A nie jest tak, że jak ktoś robi rytuał egipski u jednej osoby, to drugi rytualista z automatu to wyczuje? Pytam, bo spotkałem się z takim podejściem i nie wiem, co o tym myśleć.
Ja kiedyś popełniłem taki błąd. Zamówiłem rytuał u jednej osoby, a po dwóch tygodniach, bo się niecierpliwiłem, poszedłem do kogoś drugiego. Nic nie powiedziałem. Efekt? Zero. Absolutne zero. Dopiero jak się z tego wycofałem i dałem jednemu rytualiście dokończyć, coś ruszyło.
Dodam od siebie — w tradycji, z której ja czerpię, łączenie rytuałów jest czymś naturalnym. W hoodoo na przykład standardowo robi się pracę warstwową. Masz jednocześnie mojo bag, paliszą świecę na konkretną intencję i robisz kąpiel duchową. Ale to wszystko jest spójne, wykonane przez jedną osobę albo pod jednym kierunkiem. Problem pojawia się wtedy, kiedy dwa niezależne źródła pracują na tę samą osobę bez koordynacji.
Pozwolę sobie dodać jeszcze jedną warstwę do tego. Często pomijany aspekt to kwestia tradycji, z jakich pochodzą rytuały. Łączenie rytuału z tradycji wiccańskiej z rytuałem opartym o goecję to proszenie się o kłopoty, nawet jeśli oba rytualiści o sobie wiedzą. Różne systemy operują na różnych planach i z różnymi źródłami energii. Spójność systemu magicznego ma znaczenie.
Hmm, a co jeśli obaj rytualiści pracują w tej samej tradycji, np. obaj robią rytuał egipski, ale każdy inny jego wariant? Wtedy chyba łatwiej to skoordynować?
Mam pytanie praktyczne — jak to wygląda z perspektywy klienta? Znaczy, jak powiedzieć rytualiście, że pracuję z kimś innym? Czy oni się nie obrażają? Bo miałam taką sytuację, że wspomniałam jednej osobie o drugiej i poczułam taką... dezaprobatę.
