Zastanawiasz się, jak zacząć naukę run Elder Futhark, ale nie wiesz od czego zacząć? Najlepszą metodą dla początkujących jest codzienna medytacja z jedną runą, a nie próba zapamiętania wszystkich 24 symboli naraz. Ta prosta praktyka pozwoli Ci w ciągu miesiąca lepiej poznać runy niż tygodnie spędzone na zakuwaniu znaczeń z książek. Runy to nie tylko starożytny alfabet – to żywe symbole energii, z którymi musisz nawiązać osobistą relację. Dla tysięcy osób pracujących z runami na całym świecie stały się one kluczem do samopoznania, rozwoju intuicji i głębszego zrozumienia życiowych cykli.
W tym przewodniku dowiesz się wszystkiego, czego potrzebujesz, aby rozpocząć swoją przygodę z runami: od wyboru pierwszego zestawu, przez skuteczne metody nauki, aż po praktyczne ćwiczenia na pierwsze tygodnie. Nie musisz być znawcą mitologii nordyckiej ani posiadać szczególnych zdolności – wystarczy ciekawość i gotowość do codziennej, nawet kilkuminutowej praktyki.
Cały wpis dostępny tutaj: Twoja pierwsza runa: Praktyczny przewodnik dla początkujących
Widzę, że metodę codziennej runy podano jako podstawową. U mnie to działało zupełnie inaczej - najpierw przepracowałam każdy aett osobno przez miesiąc, dopiero potem losowałam. Przy losowaniu na początku człowiek nie ma pojęcia, co trzyma w ręku, więc trudno o prawdziwą medytację.
Ale to zależy od człowieka, nie? Ja bez losowania bym się nie nauczył - książki mnie usypiają, a gdy musiałem obserwować, jak dana runa przejawia się w moim dniu, to wreszcie kliknęło. Zresztą po trzecim tygodniu zacząłem zauważać rzeczy, których bym nie połączył bez tej praktyki.
Mnie zastanawia ta kwestia z "runami samymi uczącymi w kolejności". To brzmi ładnie, ale w praktyce widziałam ludzi, którzy losowali Hagalaz przez tydzień z rzędu i to ich kompletnie zablokowało. Czasem chaos na początku nie jest pomocny.
Thorsson to dobra baza, chociaż jego interpretacje bywają... specyficzne. Wolę wrócić do źródeł - "Runatal" z Hávamál daje zupełnie inny obraz niż większość współczesnych książek. Tam runy to nie tylko symbole do medytacji, ale galdr - wibracje, które trzeba wyśpiewać.
A ja się zastanawiam nad tą radą o tworzeniu własnych run. Sam wyrobiłem zestaw z kamieni rzecznych, ale szczerze mówiąc, połowa symboli wyszła krzywo. Teraz jak patrzę na komercyjny zestaw mojej partnerki, to widzę różnicę - jej Algiz wygląda jak Algiz, a mój jak połamana gałąź.
No dobra, ale jak ktoś ma się nauczyć, skoro każdy mówi co innego? Jeden mówi "rób sam", drugi "ucz się aettów", trzeci "losuj od razu". Gdzie jest złoty środek?
Złotego środka nie ma, bo każdy ma inny typ umysłu. Analitycy muszą najpierw wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze, intuicyjni potrzebują kontaktu. Problem w tym, że większość materiałów jest pisana przez akademików, którzy sami nigdy run nie używali w praktyce.
Mnie się wydaje, że ten tekst jest dobry jako start, ale brakuje mi tam czegoś o odwróconych runach. Czy je stosować, czy nie? Ja początkowo nie stosowałam, ale ostatnio zaczynam myśleć, że to błąd.
Dokładnie. Merkstave to nie jest "zła" wersja runy, tylko jej cień. Jak spojrzysz na Fehu w merkstave - to nie jest "bieda", tylko utrata mobilności bogactwa, jego zamrożenie. To subtelna różnica, ale kluczowa.
Ja ogólnie mam problem ze zrozumieniem tych trzech aettów. Czemu akurat takie podziały? Czy to ma jakieś źródło historyczne, czy ktoś to sobie wymyślił w XX wieku?
To ma źródło w anglosaksońskim poemacie runicznym, gdzie runy są pogrupowane. Ale trzeba pamiętać, że to już był okres późniejszy. W najstarszych inskrypcjach nie widzimy takiego podziału - tam runy po prostu "są" w jednym ciągu. Podział na aettiry to raczej mnemotechnika niż kosmologia.
Nie zgodzę się. Podział na trzy odnosi się do trzech poziomów Yggdrasil - Asgard, Midgard, Helheim. Pierwszy aett to świat bogów i porządku, drugi to świat ludzi i jego chaos, trzeci to świat przodków i mądrości. To ma sens kosmologiczny.
Nie wszystko musi być zapisane w Eddzie, żeby było prawdziwe. Tradycja ustna istniała tysiące lat przed tym, jak chrześcijanie zaczęli coś zapisywać. Pomyśl logicznie - trzy aettiry, trzy korzenie Yggdrasil, trzy norny. To nie przypadek.
Panowie, czy moglibyśmy nie zaczynać kolejnej wojny o rekonstrukcjonizm versus UPG? Dla kogoś, kto zaczyna, te spory są bez sensu. Ważne, żeby system był spójny wewnętrznie, a nie czy Snorri by się zgodził.
Ale to jest ważne! Bo jeśli ktoś uczy się run myśląc, że to starożytna tradycja niezmieniona od czasów wikingów, a potem odkrywa, że połowa to wymysły z lat 80., to czuje się oszukany. Sam przez to przechodziłem.
Z drugiej strony, jeśli ktoś czyta runy dla siebie i to działa - czy ma znaczenie, czy stosuje metodę z VIII czy z XXI wieku? Magia to praktyka, nie muzealnictwo.
A ja mam pytanie praktyczne - czy runy można łączyć z innymi systemami? Bo ja robię czasem układ mieszany - trzy runy i trzy karty Tarota do tego samego pytania. Działa mi to lepiej niż osobno.
Można wszystko, ale pytanie czy powinnaś. To są dwa różne języki - runy mają inną symbolikę niż Tarot. Jak mieszasz języki w jednym zdaniu, to czasem wychodzi bełkot. Lepiej nauczyć się jednego systemu naprawdę dobrze, niż powierzchownie dwóch.
Ja mieszam runy z seidr, ale to dlatego, że oba pochodzą z tej samej tradycji. Tarot to system kabalistyczny, hermetyczny - zupełnie inna energia. Może i będzie działać, ale czy nie rozmywasz mocy każdego z systemów?
Widzę, że dużo osób używa run do wróżenia. A co z użyciem magicznym? Ten tekst o tym nie mówi, a przecież runy to przede wszystkim były znaki mocy, nie?
Dokładnie. Bind runy, sigile runiczne, amulet - to jest właściwe zastosowanie. Wróżenie to tylko jedna funkcja, i to prawdopodobnie późniejsza. Gdybyś zobaczył, jak stawiałem sobie Thurisaz na progu domu przed kłótnią z sąsiadem... no cóż, powiedzmy, że dyskusja przebiegła po mojej myśli.
To znaczy, że jak robię codzienna medytację, to też powinienem uważać? Bo ja np. nosiłem Naudhiz przez tydzień i faktycznie poczułem jakby... no, jakby życie mnie sprawdzało na każdym kroku.
Chociaż z drugiej strony - może właśnie tak powinno być? Może te "przypadkowe" trudności to część procesu nauczania? W tradycji nordyckiej nikt cię nie głaskał po główce. Odin wisiał dziewięć dni przebity włócznią, żeby zdobyć runy. To nie jest ścieżka dla delikatnych dusz.
Rozumiem tę filozofię, ale jednak są ludzie w różnych miejscach życiowych. Ktoś, kto przechodzi kryzys, losuje Hagalaz i może go to po prostu złamać psychicznie. Czy to jest wtedy rozwój, czy po prostu okrucieństwo?
To jest dobre pytanie. Może dlatego w starożytności nie każdy mógł być godi lub volva? To była ścieżka dla wybranych, którzy mieli odpowiednią konstrukcję psychiczną. Dziś każdy może kupić zestaw run na Allegro, ale nie każdy jest gotowy na konfrontację z tymi siłami.
Brzmi to trochę elitarnie. Czy to znaczy, że "zwykli" ludzie nie powinni się uczyć run?
