Ktoś z Was używa rozkładów "rzucanych" zamiast kłaść runy jak karty? Od lat pracuję z metodą, gdzie sypię runy na białe płótno i czytam ich położenie względem siebie. Daje to znacznie więcej informacji niż zwykłe układanie w pozycje.
Też tak robię od jakichś trzech lat. Problem w tym, że większość książek skupia się na rozkładach tarotowych, co kompletnie ignoruje nordyckie źródła. Tacyt wspominał przecież o rzucaniu na białe płótno.
Podpisuję się pod tym obiema rękami. Te sztywne rozkłady typu "pozycja 1 - przeszłość, pozycja 2 - teraźniejszość" są okej dla początkujących, ale tracisz cały kontekst przestrzenny. Kiedy Thurisaz pada na Fehu, to ma zupełnie inne znaczenie niż kiedy leży daleko.
Nie zgodzę się. Pracuję z klasycznym trójrunowym od lat i działa bez zarzutu. Urd-Verdandi-Skuld to przecież rdzeń nordyckiej koncepcji czasu. Nie potrzebuję skomplikowanych rzutów żeby dostać precyzyjną odpowiedź.
Ale sam widzisz że używasz nomenklatury Norn, czyli odwołujesz się do tej samej koncepcji wyrd co w rzucaniu. Różnica jest taka, że w rzucie masz więcej run i widzisz jak na siebie wpływają. Trzy to minimum, ale często za mało.
Przepraszam że się wtrącam, ale jak to wygląda w praktyce? Te runy, które spadną odwrotnie to traktujecie jako odwrócone znaczenie czy po prostu je przekręcacie?
Czekajcie, wracam do pytania o rozkłady. Ja używam dziewiętki - Web of Wyrd. Dziewięć run rzuconych naraz, te które są do góry nogami odkładam, resztę czytam. Koncentryczne kręgi na płótnie pokazują wagę - środek najważniejszy, brzegi mniej.
A co z runami które leżą zakryte stroną w dół? Po prostu je ignorujecie?
Dokładnie. Uważam że to rzeczy które jeszcze się nie ujawniły albo nie są istotne dla pytania. Niektórzy je przekręcają ale ja nie widzę sensu.
Ja mam inaczej - wszystkie runy wrzucam do worka, mieszam i wyciągam kolejno tyle ile potrzebuję. Bez rzucania. Proste, czyste, działa.
To jest właśnie różnica między casting a drawing. Obie metody są OK, zależy co Ci bardziej pasuje. Casting wymaga więcej przestrzeni i umiejętności czytania relacji, drawing jest bardziej bezpośredni.
Używam prostego układu pięciorunowego w kształcie krzyża. Środek to temat, cztery strony świata to wpływy. Sprawdza się u mnie lepiej niż trójka.
Widzę że duża część z Was odchodzi od klasyki. Mnie nadal najbardziej odpowiada prosty układ trzech run. Pytanie konkretne, odpowiedź konkretna. Nie rozumiem skąd ta potrzeba komplikowania.
Dla mnie najlepiej sprawdza się metoda, gdzie najpierw sypię wszystkie 24 runy, a potem intuitywnie wybieram te które "krzyczą" do mnie. Czasem jest ich pięć, czasem dziewięć. Nie narzucam liczby z góry.
Ja zawsze przed rzutem medytuję nad pytaniem przynajmniej 10 minut. Runy to nie magic 8-ball. Jak nie wejdziesz w odpowiedni stan, dostaniesz bzdury.
Ciekawe że nikt nie wspomniał o rozkładzie Yggdrasil. Dziewięć run w trzech rzędach po trzy - korzenie, pień, korona. Dobrze pokazuje źródło problemu, obecną sytuację i dokąd to wszystko zmierza.
Bo to w zasadzie wariant trójki pomnożony razy trzy. Niektórzy go lubią, ja uważam że bez rzucania przestrzennego to trochę sztucznie narzucona struktura.
Nie zgadzam się. Struktura Yggdrasil ma sens symboliczny - światowe drzewo łączy wszystkie światy. To nie jest arbitralne jak rozkłady tarotowe.
A ktoś używa pojedynczej runy? Na przykład "runa dnia"?
Oczywiście. Codziennie rano wyciągam jedną runę i medytuję nad nią. To dobra praktyka żeby pogłębiać znajomość poszczególnych symboli.
Ja też tak robię. Wpisuję do dziennika co wyciągnęłam i co się wydarzyło. Po czasie widzę wzorce których bym nie złapała bez zapisków.
Dziennik runiczny to must-have. Sam prowadzę od pewnie 15 lat. Czytanie starych wpisów pokazuje jak ewoluowało moje rozumienie run.
Wracając do rzucania - na jakiej wysokości rzucacie? Czytałem że niektórzy robią to stojąc, żeby runy miały więcej losowości.
Ja siadam i puszczam z około 30 cm nad płótnem. Nie chodzi o losowość tylko o intencję. Runy same wiedzą gdzie upaść.
Ważniejsze od wysokości jest stan umysłu. Widziałem ludzi którzy mechanicznie rzucają runy i dziwią się że nic z tego nie wychodzi.
A co myślicie o tym żeby łączyć runy z innymi systemami? Na przykład najpierw karta tarota, potem trzy runy jako rozwinięcie?
Nie polecam. Runy to kompletny system sam w sobie. Mieszanie z tarotem to jak dodawać ketchup do sushi - teoretycznie można, ale po co?
