Pracuję z runami od dłuższego czasu i zauważyłem, że pewne runy pojawiają się regularnie kiedy coś się wali. Nie mówię o jednorazowym zbieżności - mówię o wzorcu, który zaczął być nie do zignorowania. Zastanawiam się czy inni mają podobne doświadczenia, czy to jest kwestia indywidualna. Która runa jest u Was niemal pewna kiedy dzieje się coś trudnego?
U mnie Hagalaz, prawie bez wyjątku. Ta runa pojawia się za każdym razem gdy muszę przez coś przejść a nie ma innej drogi. Hagalaz to grad - niszczy, ale po zniszczeniu zostaje czysta gleba. Mam do niej mieszane uczucia, bo jej pojawienie się nie jest nigdy komfortowe.
Mnie najczęściej wyciąga Isa. I długo z tym walczyłem, bo Isa to bezruch, stagnacja, zamrożenie. Dopiero po czasie zrozumiałem że pojawia się kiedy próbuję na siłę coś przeforsować. To znak żeby poczekać. Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Czy Hagalaz i Nauthiz nie są podobne znaczeniowo? Pytam bo mam je obie często i zawsze się zastanawiam jak je od siebie odróżniać kiedy sytuacja jest trudna.
U mnie Thurisaz. Wiem że to brzmi dziwnie bo wiele osób kojarzy ją z chaosem i destrukcją. Ale ja widzę ją jako ochronę przez konfrontację. Kiedy jest trudno, ta runa mówi mi żeby nie uciekać, ale też nie atakować bez potrzeby.
Eihwaz. Praktycznie zawsze kiedy coś się sypie. Cis, oś świata, połączenie tego co na górze z tym co na dole. Dla mnie to runa która mówi "tak, jesteś w środku czegoś dużego, ale masz oś i się nie przewrócisz". Nie jest przyjemna do wyciągnięcia, ale działa na mnie uspokajająco.
Perth. Wyciągam ją kiedy coś jest ukryte, kiedy nie widzę całości. I zaczyna mnie to irytować bo Perth to enigma - można ją odczytywać na sto sposobów. Są tradycje które mówią że to runa inicjacji, inne że przeznaczenia, inne że tajemnicy. Nigdy nie wiem do końca co mi mówi.
Mnie najczęściej Nauthiz albo Berkano. Przy Nauthiz rozumiem czemu. Ale Berkano mnie zaskakuje przy trudnych momentach. Przecież to runa narodzin, wzrostu, brzoza...
Algiz u mnie. Prawie zawsze gdy coś idzie nie tak. Długo myślałem że to dlatego że potrzebuję ochrony. Ale teraz myślę że ta runa bardziej mówi mi żeby wyostrzyć zmysły, być czujnym. To nie to samo.
Tiwaz. I to regularnie. Tyr to bóg który oddał rękę żeby związać Fenrira - poświęcenie dla wyższego porządku. Kiedy jest trudno, ta runa przypomina mi że niekiedy trzeba coś stracić żeby coś ważniejszego się utrzymało.
Mannaz wyciągam często i długo mnie to myliło. Runa człowieka, ja, tożsamość, wspólnota - co ma do trudnych momentów? Z czasem zrozumiałam że pojawia się kiedy problem ma źródło we mnie, nie na zewnątrz. Trochę jak lustro które wskazuje w niekomfortowym kierunku.
Raidho. Podróż, rytm, droga. Wyciągam ją gdy tracę kierunek. Nie tyle kiedy sytuacja jest zła, ile kiedy nie wiem dokąd idę. Raidho u mnie to pytanie o cel, nie o stan.
Przy okazji - wy prosicie o konkretną runę do trudnych momentów, czy zawsze losujecie? Zastanawiam się czy runy same kierują rozkładem, czy pytający ma na to wpływ.
To ważna kwestia. Runy nie są wyrocznią do wszystkiego. Jak się pyta o błahostki, odpowiedź będzie proporcjonalna albo jej w ogóle nie będzie. Hagalaz na pytanie "czy kupić te buty" to albo błąd w pytaniu, albo problem jest zupełnie gdzie indziej.
Mam wrażenie że runy które "wyciągamy najczęściej" to nie przypadek. To nasze wzorce. Ktoś kto ciągle ciągnie Nauthiz może mieć niezaspokojone potrzeby jako powtarzający się schemat. Ktoś z Isa może ciągle blokować przepływ. To jak diagnostyka od wewnątrz.
Mam pytanie - jak podchodzicie do ciągnienia tej samej runy przez wiele tygodni z rzędu? Mam teraz okres gdzie Nauthiz wyciągam praktycznie codziennie i zaczyna mnie to męczyć.
Ciekawe że nikt tu nie wymienił Kenaz ani Wunjo jako run pojawiających się w trudnych momentach. Kojarzycie je wyłącznie z dobrymi?
Uruz wyciągam przy zdrowiu. Jak pojawia się w trudnym czasie, prawie zawsze chodzi o ciało, nie o sytuację zewnętrzną. Nauczyło mnie to żeby pytać runy nie tylko "co się dzieje" ale "gdzie to się dzieje".
Laguz. Zapomniałam o niej a pojawia mi się często przy emocjonalnie trudnych momentach. Woda, głębia, to co pod powierzchnią. Kiedy ją wyciągam wiem że coś w sferze uczuć czeka na powierzchnię.
Nikt nie wspomniał o Othali. A to runa która pojawia mi się dość często przy trudnych momentach związanych z rodziną, dziedzictwem, przeszłością. Skomplikowana runa, szczególnie przez jej nadużycie historyczne - niektórzy praktycy omijają ją z tego powodu.
Pytanie do Was - czy wasze "trudne runy" zmieniały się z latami? U mnie kiedyś był to Hagalaz bezapelacyjnie, a teraz pojawia się rzadziej, za to Nauthiz częściej. Jakby moja relacja z trudnymi momentami ewoluowała.
Ciekawa obserwacja - większość run wymienianych w tym wątku to drugi aett. Hagalaz, Nauthiz, Isa, Eihwaz, Perth, Algiz, Tiwaz - to runy transformacji i trudnych przejść. Może to nie przypadek że one dominują przy kryzysach.
Mam pytanie może trochę z boku - jak wy fizycznie ciągniecie runy? Z woreczka zamkniętymi oczami, rzucacie na tkaninę? Zastanawiam się czy metoda ma znaczenie dla jakości odczytu.
Wróćmy może do tematu - mnie najrzadziej w trudnych momentach pojawia się Fehu. I to też jest informacja. Runa zasobów, dobrostanu materialnego, przepływu energii. Jakby runy mówiły mi że to nie jest ten poziom w którym leży problem.
Ingwaz. Kompletne zapomnienie o tej runie a u mnie pojawia się w najtrudniejszych momentach jako runa ciszy przed burzą. Ingwaz to gestation - coś się formuje pod powierzchnią, jeszcze nie widać. Przy kryzysach daje mi poczucie że coś się inkubuje, nie tylko się wali.
Daję wam jeszcze jeden kąt widzenia - w galdralag, tradycji skandynawskiej magii słownej, każda runa miała formułę wypowiadaną przy trudnych okolicznościach. Hagalaz miała formułę ochronną przed gradem, Nauthiz - oswojenie potrzeby. Może warto żeby każdy znalazł własną formułę do swojej "trudnej runy".
Ważna rzecz - jak wyciągam runę w momencie silnych emocji, staram się z nią poczekać. Odłożyć, wrócić następnego dnia. Emocja zabarwia odczytanie zawsze. To nie jest wada człowieka, to jest po prostu fakt.
