Zauważyłem ostatnio, że sporo osób myli galdr z jakimś ogólnym "śpiewaniem przy runach". Chciałbym poruszyć temat techniki - konkretnie jak wy pracujecie z oddechem przy dłuższych sesjach? Bo czytam różne rzeczy o przeponie, ale praktyka pokazuje mi, że po 15 minutach gardło mam zdrowo zmęczone.
Jak długo powinno trwać jedno "śpiewanie"? Jedna runa?
U mnie przy pracy z Kenaz najlepsze efekty przychodzą po około 20 minutach. Pierwsze 10 minut to jakby rozgrzewka - dopiero potem wchodzę w ten stan gdzie rzeczywiście czuję przepływ energii.
20 minut jednej runy? Nie męczy was to?
Na początku tak. Teraz to jest jak medytacja - czas leci. A głos? Trzeba go trenować jak każdy mięsień. Pierwsze miesiące były męczące, teraz mogę godzinę bez problemu.
A czy ktoś łączy galdr z wizualizacją spalania rysunku runy? Czytałam o tym w jednym źródle ale nie jestem pewna czy to nie współczesny dodatek.
Ogień ma swoje miejsce w praktyce nordyckiej ogólnie, więc spalanie jako symbol transformacji nie jest z dupy wzięte. Ale zgadzam się że to adaptacja, nie rekonstrukcja.
Wiem że jestem w mniejszości, ale cenię sobie podejście minimalistyczne - głos i intencja, bez dodatków. Żadnych wizualizacji, żadnych narzędzi, żadnego ognia. Tylko ty i runa.
Dla mnie ceremonialistyka pomaga wejść w odpowiedni mindset. Nie chodzi o to że jest "potrzebna" magicznie, ale psychologicznie - oddziela świat codzienny od pracy magicznej.
A jak z tym transem o którym wszyscy mówią? Bo ja śpiewam runy od kilku miesięcy i nigdy nie weszłam w żaden "trans". Robię coś źle?
Hmm, tak właściwie tak. Czasem po zakończeniu sesji patrzę na zegarek i minęło 40 minut a myślałam że 10. To jest ten trans?
To jest początek. Im głębsza praktyka, tym bardziej intensywne doświadczenia. Ale zakładanie że "trans" musi być dramatyczny to błąd wielu początkujących.
Dokładnie. Lekkiego transu doświadczasz za każdym razem jak się głęboko skupisz. Głębszy trans gdzie zaczynają się wizje czy komunikacja z bóstwami to inna liga i nie każdy tego potrzebuje w swojej praktyce.
Ja pracuję z galdr od 8 lat i można policzyć na palcach jednej ręki ile razy miałem te "głębokie" doświadczenia. Większość praktyki to praca bez fajerwerków. I to jest okej.
To ważna perspektywa. Media i książki sprzedają wizję dramatycznych przeżyć duchowych, ale prawdziwa praktyka to 90% żmudnej, codziennej roboty.
Trochę demotywujące jak to tak wprost powiedzieć. Ale chyba prawdziwe.
Wracając do techniki śpiewania - jak rozpoznać że robię to "dobrze"? Są jakieś objawy?
Fizycznie: wibracja w kościach, szczególnie w czaszce. Ciepło w pewnych punktach ciała. Czasem dreszcze. Mentalnie: skupienie bez wysiłku, poczucie "połączenia". Emocjonalnie: trudne do opisania, ale "słuszność" działania.
Dodałabym jeszcze - efekty w życiu codziennym. Jeśli pracujesz z konkretną runą dla konkretnego celu i widzisz zmiany, to znak że coś robisz dobrze.
Choć trzeba uważać na confirmation bias. Łatwo zobaczyć "efekty" gdy się ich szuka, nawet jeśli to przypadek.
Czy galdr można łączyć z wróżeniem z run? Czyli najpierw ciągnę runę, potem ją śpiewam dla głębszego zrozumienia?
Tak, to ma sens. W Sigrdrífumál widzimy połączenie między rysowaniem/rozumieniem run a ich "śpiewaniem". To nie były oddzielne praktyki.
Pytanie techniczne - jak długo uprawiać codziennie żeby zobaczyć progres? Bo ja ćwiczę 10 minut dziennie od miesiąca i nic się specjalnie nie zmienia.
30 minut dziennie to sporo przy pełnym etacie i rodzinie. Ale spróbuję znaleźć czas.
Chociaż powiem szczerze - ja praktykuję nieregularnie. Czasem intensywnie przez tydzień, potem przerwa. Działa dla mnie lepiej niż wymuszanie codziennych sesji gdy nie mam na to głowy.
Czy ktoś eksperymentował z galdr pod gołym niebem versus w pomieszczeniu? Ja mam wrażenie że na zewnątrz jest silniejszy efekt, ale może to subiektywne.
Zależy też od pogody i pory roku. Zimą w lesie trudno się skupić gdy marzną ręce. Latem w upał też bywa ciężko. Ideał to wczesna jesień albo późna wiosna - nie za gorąco, nie za zimno.
