Ostatnio dużo myślę o tym, jak bardzo niedoceniamy kadzidła w praktyce. Sama przez lata sięgałam po olibanum niemal odruchowo – bo tak "wypada", bo jest klasycznie. A potem zaczęłam eksperymentować z mieszankami i okazało się, że to zupełnie inna jakość pracy. Np. olibanum z niewielkim dodatkiem mirry i benzoesu daje kompletnie inny efekt niż każda z tych żywic osobno. Mirra sama w sobie ma ciężki, gorzkawy dym, ale w połączeniu z olibanum nabiera głębi, a benzoes łagodzi całość i dodaje takiej słodyczy, która pomaga się otworzyć.
Chciałabym wiedzieć, co Wy palicie na co dzień i przy konkretnych rytuałach. Jakie macie swoje sprawdzone połączenia? Bo mam wrażenie, że sporo osób zostaje przy patyczkach z marketu i potem dziwi się, że "nic nie czuje".
Ja od lat jestem wierna smoczej krwi. Wiem, ze to zywica modna i niektorzy patrza na nia z przymruzeniem oka, ale naprawde – przy pracy ochronnej nie znalazlam niczego lepszego. Pale ja na wegielku, czasem mieszam z kopalem, gdy chce jednoczesnie oczyscic i postawic bariere. Smocza krew ma w sobie cos takiego, ze po spaleniu czuje wyrazna zmiane w pomieszczeniu. Powietrze jest jakby gestsze, ale w dobrym sensie – bardziej obecne. A co do patyczkow z marketu – zgadzam sie w sto procentow. To zazwyczaj trociny nasaczone syntetykiem. Nie ma tam zadnej zywicy, zadnych ziol. Zapach owszem jest, ale to tyle.
Ja wracam do korzeni – doslownie. Od kilku lat pracuje glownie z rodzimymi ziolami do okadzania. Bylica pospolita, piolun, jalowiec, dziurawiec. Nasi przodkowie nie mieli olibanum ani mirry, a radzili sobie doskonale. Bylica na wegielku daje intensywny, ziemisty dym, ktory swietnie sie sprawdza przy oczyszczaniu przestrzeni. Piolun jest ciezszy – ja go stosuje, gdy potrzebuje wyostrzyc intuicje albo przed praca wrozbiarskia. Nie mowie, ze zywice egzotyczne sa zle. Ale zastanawia mnie, dlaczego od razu siegamy po cos z drugiego konca swiata, skoro na lace za domem rosnie to, czego nasi przodkowie uzywali od wiekow.
Mi smocza krew kojarzy sie przede wszystkim z praca z atramentem. Rozpuszczona w oleju daje atrament, ktorym zapisuje intencje na pergaminie. Do samego okadzania rzadko ja uzywam, bo ma bardzo intensywny dym i w malym mieszkaniu potrafi zrobic duszna atmosfere w sensie doslownym. Na co dzien pale kopal – ma taki czysty, drzewny zapach, ktory nie gorzeje przy dluzszym paleniu, w przeciwienstwie do olibanum, ktore po kilku minutach zaczyna tracic ten piekny, cytrusowy ton i robi sie gorzkie. Kopal od poczatku do konca pachnie tak samo i to mi odpowiada.
Mam pytanie do Was – czy benzoes moze zastapic olibanum przy oczyszczaniu? Pytam, bo ostatnio kupilam benzoes i zapach jest piekny, taki waniliowy, ciepły. Ale nie wiem, czy ma te same wlasciwosci co olibanum w kontekscie oczyszczania przestrzeni. Czytalam rozne zrodla i jedne mowia, ze tak, drugie – ze benzoes jest bardziej 'przyciagajacy' niz 'oczyszczajacy'.
Kwestia bialej szalwii – czy ktos z Was zastanawial sie nad tym, ze masowe palenie white sage przez Europejczykow budzi kontrowersje? W USA rdzenni Amerykanie mowia wprost, ze smudging to ich ceremonialna praktyka i komercjalizacja jej jest forma zawlaszczenia kulturowego. Nie chce tu moralizowac, ale sam przeszedlem na szalwie ogrodowa i efekt jest naprawde podobny. A nie mam wtedy poczucia, ze ktos moglby miec do mnie pretensje.
Wtrace sie z innej strony – jakie kadzielniczki polecacie? Bo ja do tej pory palilem zywice na wegielku w zwyklej miseczce z piaskiem i dziala, ale widzialem takie mosiezne kadzielniczki na lancuszkach, troche jak w kosciele, i zastanawiam sie, czy forma naczynia ma znaczenie.
Wracajac do meritum – ja pracuje z kadzidlami w kontekscie planetarnym. Kazda zywica ma swoje korespondencje i to jest klucz do skutecznej pracy. Olibanum – Slonce. Mirra – Ksiezyc. Benzoes – Jowisz albo Merkury, w zaleznosci od zrodla. Smocza krew – Mars. Kopal – Slonce lub Merkury. Drzewo sandalowe – Ksiezyc. Jesli robie rytual w godzinie planetarnej Marsa, pale smocza krew albo mieszanke z imbirem i pieprzem. Przy pracy z Wenus – roza, benzoes, drzewo sandalowe. To nie jest przypadkowe mieszanie zapachow, tylko precyzyjna praca.
Czytam Was i zdaje sobie sprawe, ile jeszcze nie wiem. Ja do tej pory palilam glownie patyczki – i to te lepsze, z prawdziwa zywica na rdzeniu bambusowym, nie byle co z marketu. Ale nigdy nie pracowalm z czystymi zywicami na wegielku. Czy przejscie na zywice naprawde robi az taka roznice?
Mam pytanie techniczne – jak przechowujecie zywice? Bo kupowalem olibanum i po pol roku zrobilo sie takie matowe, jakby stracilo swiezosc. Nie wiem, czy nadal jest 'aktywne' w sensie energetycznym.
Odezwe sie w kwestii mirry, bo widze ze malo kto o niej pisze. Mirra to dla mnie zywica transformacji. Uzywam jej przy rytualach przejscia – pozegnanie, zakonczenie cyklu, praca z zaloba. Ma taki ciemny, balsamiczny zapach, ktory nie kazdemu sie podoba, ale gdy jestes w odpowiednim stanie, to dziala jak otwarcie drzwi do czegos glebszego. W starozytnym Egipcie mirra byla jednym ze skladnikow procesu mumifikacji – i to nie przypadek. To zywica zwiazana z granica miedzy swiatami.
Musze zapytac – czy jest jakis sens palenia kadzidla w konkretnych dniach tygodnia? Kiedys gdzies czytalam, ze poniedzialek to mirt, wtorek paczula, sroda jasmin i lawenda, ale nie wiem na ile to jest wiarygodne.
Ciekawa rzecz przeczytalam niedawno – ze palenie kadzidel pod znakiem powietrznym Ksiezyca (Bliznieta, Waga, Wodnik) wzmacnia ich dzialanie, bo dym utrzymuje sie dluzej w przestrzeni i zapach jest bardziej wyrazisty. Nie wiem jak to weryfikowac, ale od kiedy zwracam na to uwage, rzeczywiscie mam wrazenie, ze kadzidlo palone przy Ksiezycu w Wadze pachnie intensywniej.
A co z damara? Widzialam ja w jednym sklepie, ale nie mialam pojecia do czego sluzy i czy w ogole jest przydatna w praktyce.
Chcialbym dodac temat, o ktorym malo kto mowi – jakosc wegielkow. Tanie wegielki z dyskontow czesto zawieraja saletre w nadmiarze i po rozpaleniu daja chemiczny, ostry zapach, ktory zaglusza zywice. Polecam wegielki z dobrych zrodel, najlepiej japonskie albo przynajmniej te bez dodatku sztucznych zapachow. Albo – jesli ktos ma kominek albo piecyk – naturalne drewniane wegle z ogniska. Niby szczegol, ale to robi roznice.
Troche zmienie watek – pale kadzidla tez przy pracy z kartami. Jasmin przy Tarocie pomaga mi sie skupic, a cynamon – gdy robie rozklady dotyczace pieniedzy czy kariery. Czy ktos tez dobiera kadzidla pod katem tego, nad czym pracuje wrozbiarsko?
Ja chcialabym powiedziec o kadzidlach w kontekscie rytualow milosnych, bo to moj teren. Platki rozy suszone, spalane na wegielku z odrobina benzoesu i sandalowca – to moja standardowa mieszanka przy pracy z Wenus. Wazne jest, zeby roza byla prawdziwa, nie ta z kwiaciarni nasaczona konserwantami. Najlepiej suszyc samemu z ogrodu albo kupowac od zielarzy. Aromat jest zupelnie inny niz to, co daje rozany patyczek – glebszy, ciemniejszy, bardziej zmyslowy.
Wracam do kwestii zywic, bo chcialbym powiedziec o jednej, ktora jest malo popularna w Polsce – styraks. To zywica z drzewa Liquidambar, ma taki ciepły, balsamiczny, lekko waniliowy ton. W starozytnosci byla rownie ceniona jak olibanum. Stosowalem ja przy pracy medytacyjnej i musze powiedziec, ze jej dzialanie jest... inne. Ciezko to opisac slowami – jakby otwierala jakas przestrzen wewnetrzna, podobnie do mirry, ale bez tej ciemnosci.
Mam takie obserwacje z praktyki – kadzidlo, ktore dziala na jedna osobe, niekoniecznie zadziala na inna. Moja kolezanka nie znosi olibanum, mowi ze jest jej od niego ciezko i duszno, a ja przy tym samym olibanum czuje sie jakbym oddychala pelna piersia. Mysle, ze dobor kadzidla jest bardzo osobisty i nie da sie stworzyc jednej recepty dla wszystkich.
Musze wtracic cos o aspekcie zdrowotnym, bo to wazne i malo kto o tym mowi. Spalanie kadzidel, szczegolnie w zamknietych pomieszczeniach, generuje drobne czastki i zwiazki chemiczne – w tym weglowodory aromatyczne. Badania z Azji pokazuja korelacje miedzy intensywnym, wieloletnim paleniem kadzidel a problemami z drogami oddechowymi. To nie znaczy, ze nie powinnismy palic – znaczy, ze powinnismy robic to z umiarem i wietrzyc pomieszczenia. Pale kadzidlo zawsze przy otwartym oknie, nawet zima. Uchylam na szpare i to wystarczy. Rytual ma wspierac, a nie szkodzic.
Pytanie – jak sie poznacie, ze zywica jest dobra? Bo ja zamowilam olibanum przez internet i wygladalo OK, takie zoltawo-biale granulki, ale po spaleniu prawie nie pachnialo. Czy to mozliwe, ze dostalam cos podrobionego?
Wracam do mojego pytania o dni tygodnia, ale z innej strony – czy ktos z Was celowo planuje rytualy z kadzidlem pod konkretne fazy ksiezyca? Slyszalam, ze pelnia to czas wzmozonej mocy i kadzidlo palone wtedy dziala mocniej.
A co myslicie o kadzidlach japonskich? Jinko (aloesowiec) i byakudan (sandalowiec) – to zupelnie inna tradycja niz europejska czy bliskowschodnia. Japonczycy traktuja okadzanie jako forme sztuki – kodo, 'droga kadzidla'. Nie chodzi o rytual magiczny, ale o glebokie, kontemplacyjne doswiadczenie zapachu. Mialam okazje probowac prawdziwego jinko i to jest... nie da sie porownac z niczym innym. Zapach drewna aloesowego jest tak zlozony, ze za kazdym razem odkrywasz w nim cos nowego.
Wtrace cos o kamforze, bo nikt jej nie wymienil, a to bardzo ciekawa substancja. Kamfora w kontekscie rytualu dziala jak 'defibrylator' energetyczny – gwaltownie oczyszcza, ale jest bardzo ostra. Nie do codziennego uzytku. Stosuje ja, gdy czuje, ze w pomieszczeniu dzieje sie cos naprawde ciezkiego – po powaznym konflikcie albo gdy podejrzewam obecnosc niepozadanej energii. Kiedys kamfora byla podstawowym skladnikiem mieszanek egzorcystycznych – i jest ku temu powod. Ale pal ja z rozwaga i w malych ilosciach.
Okej, kupilam wczoraj olibanum i wegielki po naszej rozmowie. Sprobowalm wieczorem. Musze przyznac, ze roznica jest kolosalna w porownaniu z patyczkami. Zapach byl taki... pelny? Jakby trojwymiarowy. Ale faktycznie – zrobilam blad i polozylam za duzo na raz. Przez piec minut nie moglam oddychac 🙂 Drugi raz dalam jedno male ziarenko i bylo idealnie.
Jeszcze pytanie do ekspertow – czytalem, ze w alchemii kadzidlo bylo traktowane jako synteza wszystkich czterech zywiołow. Roslina rosnie w ziemi, zawiera wode, po spaleniu staje sie ogniem, a dym to powietrze. Czy ktos z Was pracuje z kadzidlem w kontekscie alchemicznym?
Skoro juz o alchemii mowa – w Agrippie jest ciekawy fragment, gdzie pisze o kadzidlach dedykowanych poszczegolnym duchom i inteligencjom planetarnym. Kazda planeta ma nie tylko swoje zywice, ale tez specyficzne proporcje mieszanek. To jest poziom, na ktorym pracuje magia ceremonialna – tutaj nie ma przypadkowych zapachow, wszystko jest skalkulowane. Nie chce powiedziec, ze codzienne palenie olibanum bez tych szczegolow jest bezwartosciowe – ale kto chce wejsc glebiej, powinien siegnac do tych zrodel.
