Forum

Tarot w kryzysie: c...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Tarot w kryzysie: czy warto stawiać karty, kiedy emocje biorą górę?

Strona 2 / 2

Wpisy: 664
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Dziennik to złoto. Po roku widziałem u siebie, że najczarniejsze rozkłady wypadały co miesiąc w podobnym dniu – w okolicach PMS mojej partnerki i mojego zmęczenia pracą. Tarot tylko podświetlał coś, co i tak było napięte. Taka obserwacja pozwala potem powiedzieć sobie: „ok, teraz mam swój standardowy dołek, karty mogłyby tylko dolać oliwy do ognia, więc poczekam”.


Odpowiedz
Wpisy: 279
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Haha, 9 Mieczy to jest moja oficjalna karta PMS – ile razy mi wyszła w tym okresie, to tylko ja wiem. Jak zaczęłam to zapisywać, przestałam traktować ją jak nieuniknioną katastrofę życiową, a bardziej jak „okej, to ten moment miesiąca, w którym moje myśli są dramatyczne z definicji”. W kryzysie życiowym już inaczej patrzę na podobne układy.


Odpowiedz
Wpisy: 683
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Chciałbym jeszcze dorzucić jedno ostrzeżenie: tarot nie jest zamiennikiem terapii. Jeśli ktoś jest w takim stanie, że nie śpi, nie je, ma myśli autodestrukcyjne – to nie jest moment na rozkłady, tylko na kontakt z lekarzem, terapeutą, telefonem zaufania. Karty mogą wspierać proces, ale w ciężkim kryzysie psychiki same w sobie nie wystarczą, a czasem wręcz przeszkadzają, bo podtrzymują skupienie na problemie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 670

@Hellan, to gdzie dla Ciebie jest ta granica „kończymy z kartami, czas na specjalistę”? Bo ja mam tendencję minimalizować swoje stany i mówić „e tam, każdy przecież czasem cierpi”, a potem kończy się tym, że siedzę z talią do trzeciej w nocy.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Miałam klientkę z atakami paniki, która uparła się na „rozłożenie wszystkiego”. Zamiast klasycznego rozkładu prosiłam ją, żeby po prostu wyciągała po jednej karcie i opisywała, co na niej widzi – bez pytania, bez interpretacji. To był bardziej rodzaj ćwiczenia uważności na obraz niż typowe wróżenie. Pomagało jej wyjść z kołowrotka myśli na chwilę. I dopiero po jakimś czasie, kiedy napady się uspokoiły, zaczęłyśmy robić normalne rozkłady.


Odpowiedz
Wpisy: 683
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Jeśli ktoś: – ma myśli typu „lepiej by było, gdyby mnie nie było”, – sięga po autoagresję, – ma długotrwałe problemy ze snem i funkcjonowaniem, to moim zdaniem karta powinna zostać w szufladzie, a pierwszym numerem telefonu niech będzie specjalista. Tarot może wrócić później jako wsparcie w rozumieniu siebie, ale nie jako pierwsza linia „ratunku”.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@rodis)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wracając do pytania z tytułu: dla mnie odpowiedź brzmi „czasem tak, ale z innym nastawieniem”. W kryzysie sens mają pytania typu „jak przejść przez ten czas”, „co ten kryzys mi pokazuje o mnie”, „gdzie mogę szukać realnego wsparcia”. Jak pytanie brzmi „czy los cofnie to, co się wydarzyło”, to już wiem, że to nie jest konstruktywne użycie kart.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 178

@Rodis, dokładnie. Jak słyszę „co on czuje” zaraz po rozstaniu, to widzę głównie desperację, a nie ciekawość. W takim stanie większość ludzi i tak włoży w karty swoje wyobrażenie: jak chce go widzieć, tak go w tych arkanach zobaczy. Dużo zdrowiej jest zapytać: „co ja czuję, kiedy on odchodzi” – i to sobie poprzyglądać.


Odpowiedz
Wpisy: 717
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

A co sądzicie o rozkładach „tak/nie” w kryzysie? Mam wrażenie, że to najczęściej zadawane pytania: „czy wróci”, „czy się odezwie”, „czy mam szansę”. Czy w ogóle jest sens się w to bawić, kiedy człowiek jest rozklekotany?


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

„Tak/nie” w kryzysie to przepis na katastrofę. Bo jak ktoś usłyszy „nie”, to będzie ciągnął jeszcze raz – „może tym razem wyjdzie inaczej”. Jak usłyszy „tak”, to też będzie ciągnął – żeby „upewnić się, że nadal tak”. To prosta droga do tego, żeby tarot zamienił się w emocjonalną ruletkę. Jeśli już, to wolę pytania opisowe – co się dzieje, jakie są tendencje, co ja mogę z tym zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Przyznaję, że kiedyś robiłam „tak/nie” po dziesięć razy, aż w końcu wyszła odpowiedź, której chciałam. I wtedy dopiero byłam „uspokojona”. Jak po latach na to patrzę, to widzę, że to nie było żadne wróżenie, tylko wymuszanie na losie deklaracji. Teraz jak tylko zauważam u siebie impuls „a może jeszcze raz zapytam, bo wynik mi się nie podoba”, to wkładam talię do szafy i zajmuję ręce czymś innym.


Odpowiedz
Wpisy: 667
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Dlatego ja robię z sobą coś w rodzaju „kontraktu”. Na spokojnie spisuję: ile rozkładów na jeden temat maksymalnie, w jakich stanach emocjonalnych nie siadam do kart, jakie pytania w kryzysie są dla mnie ok. Jak przychodzi trudny moment, to sięgam do tego kontraktu zamiast kombinować od zera. To trochę jak ustalone wcześniej zasady picia – ustalasz je na trzeźwo, nie po drinku.


Odpowiedz
Wpisy: 685
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Też mam taki „kontrakt” w pudełku z talią. Napisałam sobie tam m.in.: „nie robię rozkładu po 23:00, nie robię, kiedy chce mi się tylko płakać, nie robię, kiedy już dziś pytałam o to samo”. Jak w kryzysie wyciągam pudełko i widzę tę kartkę, to przynajmniej na chwilę zatrzymuję się i zadaję sobie pytanie, czy naprawdę chcę to dziś łamać.


Odpowiedz
Wpisy: 639
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Do kontraktu dorzuciłabym jeszcze punkt: „najpierw rozmowa z żywym człowiekiem, potem tarot”. Serio – pięć minut gadania z przyjaciółką czy terapeutą potrafi zrobić więcej niż 12 kart. Karty fajnie dopełniają proces, ale nie zastąpią kontaktu, kiedy się człowiek sypie.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@zengui)
Połączone: 1 rok temu

W niektórych szkołach tarota jest wręcz zasada: „nie wróżymy sobie samym w sprawach sercowych”. Właśnie dlatego, że w miłości poziom emocji jest zwykle najwyższy i najłatwiej o samouszukiwanie się. Ja nie jestem aż tak radykalny, ale rozumiem, skąd to się bierze. Jeśli ktoś stawia sobie w takim temacie, to musi mieć naprawdę ostrą samoobserwację i zgadzać się na niewygodne odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 664
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

Ja się z tym częściowo kłócę. Uważam, że można sobie stawiać w sprawach sercowych, ale to wymaga brutalnej szczerości wobec siebie. Jak widzę w rozkładzie kartę, która „psuje” wymarzony scenariusz, a łapię się na tym, że ją omijam albo łagodzę znaczenie, to wiem, że to nie jest dobry moment na dalsze czytanie. Większość ludzi nie lubi takiej samo-konfrontacji, ale bez niej tarot w kryzysie będzie tylko ładnie ilustrowanym życzeniowym myśleniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 683

@Barni, problem w tym, że mało kto jest tak bezlitosny wobec własnych iluzji, jak Ty to opisujesz. Dlatego ja wolę prostą, może mało romantyczną zasadę: w ostrym kryzysie nie stawiam. Dopiero jak napięcie opadnie do poziomu, przy którym jestem w stanie przyjąć „złą” odpowiedź, rozkład ma sens. Inaczej tarot staje się tylko kolejnym sposobem na potwierdzanie tego, co i tak chcemy wierzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 215
(@agatha-1)
Połączone: 1 rok temu

Miałam klientkę po rozstaniu, która przez tydzień chciała przychodzić „codziennie na karty, żeby śledzić sytuację”. Jak próbowałam jej wytłumaczyć, że to nie jest dobry pomysł, usłyszałam: „to pójdę gdzie indziej, tam mi będą stawiać codziennie”. Rynek „nagłych wróżb na złamane serce” żyje właśnie z takich kryzysowych stanów. Pytanie, na ile my w tym chcemy uczestniczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@magicwoman)
Połączone: 1 rok temu

Ja wychodzę z założenia, że wolę stracić klienta niż przykładać rękę do czyjegoś kręcenia się w miejscu. Jak widzę, że ktoś traktuje tarota jak codzienny raport z frontu „czy już widać efekty”, to mówię wprost, że to nie ten adres. Niektórzy się obrażą, ale wielu wraca po czasie z wdzięcznością, że ktoś im wtedy postawił granicę.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: